Kubuntu szuka sponsora

Nie było wielką tajemnicą, że Jonathan Riddell zacznie szukać dofinansowania ze strony innych firm dla Kubuntu, po porzuceniu jego wsparcia przez Canonical. W tej chwili poddał problem pod dyskusję Ubuntu Technical Board i jak się wydaje, sprawa nie jest wcale błaha i może dotknąć obie dystrybucje. Problemem zresztą nie jest tu stan finansów Canonical, bo dziwne jest, że wypłata dla jednego informatyka, który trzyma pieczę nad dość pokaźną pakietów w repo Ubuntu stanowi jakąś wielką stratę. Problemem jest dość dziwny plan dystrybucji Ubuntu, który jednocześnie dba o rozgłos projektu i jest krytykowany jako największa wada Ubuntu.

Kubuntu i Ubuntu w jednym stali domu

Kubuntu było od początku najbardziej faworyzowanym forkiem Ubuntu. W czasach kiedy GNOME dopiero raczkowało, KDE było już standardem na innych pulpitach, więc wiadomo było, że ascetyczne jeszcze wtedy środowisko będzie potrzebowało KDE do uzupełniania braków. Z KDE sytuacja była dość odmienna niż z xfce, czy LXDE, było to środowisko kompletne, w którym testy oprogramowania należy najpierw przeprowadzić w ich naturalnym ekosystemie. Kubuntu musiało więc powstać.

reklama

KDE to dość spora liczba pakietów, które znajdują się w repozytorium Ubuntu, a ich utrzymanie wymaga dużej grupy osób paczkujących. Canonical nie byłby w stanie utrzymać tego zbioru bez pomocy społeczności, nie byłby w stanie przetestować ich wszystkich bez stworzenia platformy ze środowiskiem KDE i nie byłby w stanie dostarczać wydań bieżących, a już na pewno nie testowych środowiska KDE na czas. Kubuntu jest więc potrzebne Ubuntu bez względu na głosy fanów Ubuntu, którzy twierdzą, że programów KDE nie używają. Tu jednak nie chodzi o programy tylko QML, które w przyszłości będzie potrzebne Canonical na tabletach, a które to powoli staje się domeną KDE. Zmarginalizowanie tego środowiska może powtórzyć sytuację, kiedy zrobiono to z GNOME 3 i zyskał na tym Mint. Tylko tym razem zyskać mogą wszyscy inni.

Kubuntu wbrew pozorom bardzo korzysta na współpracy z Ubuntu. Przede wszystkim podpina się pod jego struktury marketingowe. Oczywiście, że Kubuntu nie ma aż takiej reklamy jaką ma każdorazowe wydanie Ubuntu, jednak już samo powinowactwo sprawia, że jest on popularny. Nie znajduje się co prawda w czołówce popularności, jednak samo odłączenie się od dystrybucji Canonical sprawi, że będzie znajdował się jeszcze niżej, czyli tam gdzie są obecnie jego forki. Jego sytuacja może być o tyle lepsza, że teraz jest on lepiej od nich znany właśnie dzięki popularności Ubuntu, co właśnie świadczy o tym jak duży wpływ na popularność wywiera marketing Canonical. Wydawanie go razem z Ubuntu sprawia, że wiele portali i jego zauważa w tym co-półrocznym święcie Ubuntu.

Kubuntu, wbrew pozorom, korzysta także z wielu technologii Ubuntu. Przede wszystkim podstawy, czyli Ubuntu Core, dostarczane wraz z jądrem, które w tej chwili jest chyba jednym z najlepiej wspierających sprzęt (i jednocześnie dzięki temu najcięższym). Do tego dochodzą bonusy od Canonical np. Upstart oraz integracja z usługami Canonical (USC i Ubuntu-one), które dzięki deweloperom Kubuntu mają szansę trafić do innych dystrybucji KDE (tak wiem, że w tej chwili to na razie kwestia planów). Głównym celem deweloperów Kubuntu jest jednak poprawianie KDE tam gdzie robi to dobrze Ubuntu z GNOME, bez tego założenia Kubuntu nie będzie już "Kubuntem" tylko "czymś innym" i nie jest to takie pewne czy to inne spodoba się nowym i dawnym użytkownikom. Kubuntu dostaje w posagu tylko jedno - stało kiedyś koło Ubuntu, ale teraz nie ma żadnych planów na przyszłość.

Krajobraz po bitwie

Jest jeszcze jeden powód dla którego Kubuntu powinno pozostać pod skrzydłem Ubuntu, choćby miało stać tylko w cieniu tego skrzydła. Tuż po odejściu Kubuntu z Canonical, Ubuntu będzie musiało utworzyć własne repozytorium z KDE, a tym samym i w konsekwencji drugiego Kubuntu, który automatycznie staje się konkurencją dla nowego tworu. Nie jest to jak widać sytuacja komfortowa ani dla Canonical, ani Kubuntu. Canonical będzie musiało zaangażować więcej sił niż zyskałoby na zwolnienia Riddella. Kubuntu zaczęłoby gonić własny ogon, a tym samym straciłoby sens swojego istnienia. Canonical mogłoby zmarginalizować KDE do obecności tylko w repozytorium, jak obecnie GNOME Shell, jednak w tak rozbudowanym środowisku testy poszczególnych programów na platformie gnomowej byłyby i zbyt uciążliwe, i niemiarodajne. Nie byłoby pewne, czy za błędem stoi program, lub jego środowisko, czy obecność w nowym otoczeniu. Jak więc widać w takiej sytuacji niemodyfikowane KDE w Kubuntu jest doskonałym poligonem testowym pozwalającym ocenić, które błędy programu powinny interesować deweloperów Ubuntu, a które deweloperów KDE.

Drugi wariant przewidujący pójście własną drogą Kubuntu, choćby pod innym imieniem, także nie jest zbyt atrakcyjny. Wiem, ze wielu fanów KDE oczekiwałoby w zaistniałych sytuacjach wypięcia się na kapryśne Canonical i pójście własną drogą. Problem w tym, że nie wiadomo jaką. Do tej pory było to poprawianie KDE i jednocześnie Ubuntu. Po porzuceniu tego drugiego punktu deweloperom pozostaje tylko jedno i nie jest to tworzenie nowej dystrybucji. Każdy z deweloperów po prostu poszuka sobie innej dystrybucji, która wspiera KDE w stopniu jaki mu odpowiada. Ja bym tak zrobił. To, że ktoś ma chęci pracować nad Kubuntu jest wynikiem tego co ta dystrybucja osiągnęła do tej pory i chce po prostu to dalej rozwijać i kontynuować. To dlatego nad Kubuntu pracują także deweloperzy innych dystrybucji (Netrunner), bo ta daje im możliwość pracy nad interesującymi ich projektami, których nie daje im własna dystrybucja. Mamy więc dwa wyjścia, albo podążyć dalej jako Kubuntu bez patronatu Canonical (zwłaszcza deweloperskiego), albo podążyć jako nie-Kubuntu i wymyślić oryginalny plan, który pozwoli nam skupić wokół siebie nową społeczność. Jak widać, żadna z tych perspektyw nie jest dla deweloperów atrakcyjniejsza od związania się z istniejącą już dystrybucją (openSUSE, Chakra, Mint itp.).

Pójście własną drogą stawia też pytanie: Co z tym GNOME?! To jest właśnie główne zaplecze, które dostarcza dla Kubuntu Canonical i dla którego ta współpraca jest nadal atrakcyjna.

Kto jest winny?

Stare powiedzenie mówi, że "jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze" i jest w tym wiele prawdy. Na początku artykułu wspomniałem o dość kłopotliwym planie wydań Ubuntu. To czego dokonał Canonical pod tym względem jest fenomenem w historii Linuksa. Wcześniej dystrybucje nie robiły zbyt dużego rozróżnienia pod względem wyboru oprogramowania. Na początku nie było to trudne, bo nie było środowisk graficznych, wiec użytkownik instalował co chciał. Nawet kiedy dodano "okienka" podziału dokonywały tylko środowiska, dystrybucja miała za zadanie dostarczyć wszystkie istniejące zestawy środowisk do wyboru użytkownikowi. Canonical zmienił tę sytuację i szczerze mówiąc miało to praktyczne zastosowanie dla dalszego planu dystrybucji. Chodziło o dostarczenie użytkownikowi już gotowego systemu, którego nie będzie musiał konfigurować od podstaw i dokonywać wyborów, których nie może znać, bo pierwszy raz poznaje te oprogramowanie. Wybory zostały więc przesunięte na potem jak już poznamy przykładowy pulpit, który posłuży nam potem do modyfikacji.

Oczywiście Kubuntu też na tym zyskało. To właśnie ten charakter dystrybucji był tak atrakcyjny dla Riddella, że postanowił utworzyć podobne Ubuntu tylko z KDE. Wadą powyższego rozwiązania było to, że Canonical postanowiło wspierać marketingowo tylko wersje z GNOME, Kubuntu chcąc nie chcąc musiało pozostać w cieniu starszego brata. W gruncie rzeczy nie powinno to mieć znaczenia. Jak widać po zastanej wcześniej sytuacji każda inna forma dystrybucji także nie gwarantowała sukcesu jaki stał się udziałem Ubuntu. Krótko mówiąc: "chcecie to samo zrobić z KDE to poszukajcie sobie innego Canonical!". Kubuntu pozostało więc korzystanie z blasku i chwały swojego protoplasty i w gruncie rzeczy to i tak było do tej pory faworyzowane ponadprogramowo. W takiej sytuacji nie mogło jednak utworzyć własnego marketingu, bo doprowadziłby on do konfliktu interesów we wspólnych dążeniach.

W zasadzie Canonical nie wie co zrobić z Kubuntu, bo jednocześnie jest to pomoc jak i konkurencja dla Ubuntu. Stwarza to dość dziwny konflikt wśród użytkowników, którzy nie rozumieją jaką sytuację tworzy ten model dystrybucji. KDE jest postrzegane jako konkurencja dla rozwoju GNOME, bo użytkownicy KDE nie chcą używać GNOME. To tak jakby użytkownik Rhythmboksa zabraniał używać koledze Banshee, bo to ten pierwszy program będzie przynosił zyski (nie tylko ekonomiczne) firmie, a tym samym i systemowi. To jednak ja jestem właścicielem systemu i ja decyduję czego używam. I z tym nie mają problemu użytkownicy Debiana i openSUSE, którzy wiedzą, że to do nich należy wybór.

Ubuntu jednak pogrąża się dalej w rozłamie wraz z rozwojem Unity. Nadchodzą czasy kiedy to pulpit jest głównym narzędziem pracy, a nie tylko służy do uruchamiania innych programów. Unity staje się powoli samo programem, który będzie służył głównie do usług webowych związanych z Ubuntuone i jego integracja z tą usługą się pogłębia, eliminując z kręgu zainteresowania programy, które z nim nie współpracują, a tym bardziej jeśli stanowią one konkurencję.

Quo Vadis Kubuntu?

Działania Jonathana Riddella maja tylko jedno na celu - utrzymanie dotychczasowego status quo w kwestii współpracy obu projektów. Riddell zdaje sobie sprawę, że rozłam oznacza zaczynanie wszystkiego od nowa i jest szkodliwe dla obu projektów. Z tego powodu potrzebna jest dyskusja nie nad możliwością zewnętrznego finansowania Kubuntu (bo to i tak musi nastąpić, albo projekt się nie utrzyma), ale ze względu na wypracowanie takiej współpracy, aby nie rodziła w związku z tym konfliktu interesów związanych z obecnością osób trzecich i była jednocześnie produktywna dla obu stron.

Moim skromnym zdaniem

Lubię Kubuntu! Nie spędzam nad nim dużo czasu ale uważam, że ostatnie jego wydania to jedne z najlepszych dystrybucji z KDE. Zależy mi więc nad jego rozwojem tym bardziej, że jego deweloperzy wpisali się już na listę dobroczyńców KDE wieloma projektami. Moim zdaniem jednak ten system potrzebuje zmian, a jego głównym punktem powinno być pozyskiwanie społeczności.

Mam na myśli oczywiście społeczność produktywną. Team Kubuntu nic nie robi, żeby zachęcić rożne grupy społeczności do współpracy. Wiele osób uważa, że kwestia wyglądu, paczkowania, tworzenia Kubuntu to domena Canonical i to ta firma powinna o to zadbać. Kubuntu nie potrafi zadbać o własną tożsamość, która odróżniłaby jego użytkowników od użytkowników Ubuntu. Pod tym względem Kubuntu traktuje swoją społeczność tak samo jak się ją traktuje w openSUSE lub Debianie, tzn. "wszyscy jesteśmy openSUSE" i "wszyscy jesteśmy Debianem". Tu wygląda to tak "wszyscy jesteśmy Ubuntu, ale niektórzy używają KDE". Kubuntu może tworzyć własny marketing i może być on zgodny z tym, którego używa Ubuntu tylko w "wariancie niebieskim". Wygląd systemu jest tu kluczem, ale trzeba pamiętać, aby jego zmiany nie konfliktowały z tym do czego dąży Ubuntu i aby nie stały się karykaturą tego na czym mają się wzorować. Trudność jednak polega na tym, ze Kubuntu nie ma tak naprawdę żadnych utożsamianych z nim cech mogących go charakteryzować oprócz tego, że ma być niebieski.Tożsamość musi być wiec budowana od podstaw np. strony wiki, gdzie dużo inspirujących treści stworzył już Tomek Dudzik.

Drugą kwestią jest brak testowego repozytorium. Obecne repozytorium Kubuntu wraz z jego backportami można spokojnie przyrównać do każdego amatorskiego PPA na Launchpadzie. Nie nastraja to do testów, bo po pierwsze plan wydań KDE, po drugie plan wydań Ubuntu i już paczkujący nie wie dla której wersji ma testować pakowany program. Można to zaobserwować w przypadku Rekonq, którego nowe wersje są zgodne już z nowym WebKitem, a ten jest dostępny dopiero w nowym KDE, które za chwile trafi z backportu testing do updates, ale jest już także w testowej wersji następnego wydania Kubuntu. Krótko mówiąc - Kubuntu brakuje ciągłego testowego repozytorium, gdzie sprawdzano by swobodnie, czy nowe wydanie programu jest już gotowe do stable. Myślę, że takie repozytorium zachęciłoby wielu testerów i kreatorów paczek, a i być może stworzyłoby możliwość wydania wersji wzorowanej na openSUSE Tumbleweed, które jest alternatywą z ciągłym repozytorium, dla planowych wydań oficjalnych.

No cóż sprawa Kubuntu budzi wiele kontrowersji. Ja uważam, że Kubuntu nie jest w tej chwili w stanie stworzyć samodzielnego tworu i powinien pozostać przy Ubuntu. Pewne zmiany muszą nastąpić, albo projekt co chwila będzie się znajdował w sytuacjach jak powyższa.  

linux oprogramowanie inne
reklama

Komentarze