3 argumenty za tym, że kiedyś telefony były ciekawsze — część 5

Witajcie w piątej (już) części zestawienia, w którym przeciwstawiam się nudzie współczesnych smartfonów (chyba, że tylko ja nie widzę "tego czegoś" w bryłkach pokrytych taflą szkła) i staram się pokazać Wam zapomniane już telefony, które choć nie dorównywały wydajnością współczesnym smartfonom, to sprawiały, że mimo ich wad każdy z nas chciał je posiadać.

Argument 13: Sharp Sidekick LX 2009

Mamy rok 2009. Był to czas, w którym wzrok konsumentów coraz częściej przenosił się z klasycznych telefonów komórkowych w kierunku urządzeń wyposażonych w dotykowy wyświetlacz. To wtedy Apple pokazało ulepszonego iPhone'a 3G (z dopiskiem S), a Nokia czując na plecach oddech budującego swoją potęgę Androida zaczęła dochodzić do wniosku, że "coś przespano i to nie skończy się dobrze". Wtedy też amerykańska sieć T-mobile postanowiła odświeżyć serię Sidekick - były to telefony produkowane na wyłączność tylko dla tej sieci. Nową wersją Sidekicka miał zająć się japoński Sharp.

Na pierwszy rzut oka trafia do nas futurystyczny wygląd i konstrukcja typu slider, co niemal na pewno przy dłuższym użytkowaniu kończyło się potrzebą wymiany taśmy wyświetlacza. To też jest powód, dla którego producenci odeszli od tego typu konstrukcji telefonów (choć zdarzają się wyjątki, jak np. tegoroczny BlackBerry Priv). Wygląd urządzenia nie był jednak zaskoczeniem dla osób, które wcześniej miały do czynienia z serią Sidekick, model Sharpa czerpał garściami z designu poprzedników.
Producent telefonu postarał się o wysokiej jakości podzespoły, m.in. 3.2" wyświetlacz o wysokiej na taką powierzchnię rozdzielczości 480x854pix - daje nam to 306ppi. Podobnym zagęszczeniem Apple chwaliło się rok później przy premierze iPhone'a 4.


Poza bezkonkurencyjnym na tamten czas wyświetlaczem, użytkownicy tego modelu chwalili go za bardzo wygodną klawiaturę i najwyższej jakości spasowanie elementów. Kolejnym ze smaczków przyciągających wzrok w stronę telefonu Sharpa była spora ilość wbudowanych w obudowę diod LED, które tworzył świetlne kompozycje. Świecił się bok telefonu, świecił się trackball. Fanatycy wszystkiego co się świeci i błyszczy byli wniebowzięci. Szkoda tylko, że nie wyposażono tego modelu w moduł WiFi.

Model doczekał się edycji specjalnej sygnowanej nazwiskiem Tony'ego Hawka, po czym 2 lata czekał na swojego następcę. Niestety, w ofercie T-mobile pojawił się już tylko jeden telefon z serii Sidekick, za którego w 2011 roku odpowiadał Samsung.

Argument 14: Siemens S10

Wyobrażacie sobie telefon bez kolorowego wyświetlacza? Pewnie dla większości z Was nie będzie to nic zadziwiającego, ale są też młodsi czytelnicy, którzy od małego mieli styczność z kolorowym wyświetlaczem, a nawet nie pamiętają już czasów, gdy telefon miał fizyczną klawiaturę.

Kolorową rewolucję (a raczej wstęp do niej) zapoczątkował Siemens, wydając w 1998 roku model S10. Może paleta wyświetlanych przez niego kolorów nie zaskakiwała (wyświetlał 3 kolory: czerwony, niebieski i zielony), ale pamiętajmy, że jeszcze 5 lat później szaremu Kowalskiemu oferowano telefony z wyświetlaczem monochromatycznym.

Jak przystało na flagowca, stworzono też jego wersję Activ dla wymagających, którą wyróżniała kolorowa, gumowana obudowa oraz odporność na wstrząsy i zarysowania. Obie wersje posiadały akumulator Li-Ion o pojemności 1800 mAh.

Argument 15: Nokia N90

Jeśli ktokolwiek w 2005 roku poszukiwał multimedialnego smartfona, to jego poszukiwania nie były zbyt długie. Dzisiaj trzeba przebierać w setkach smartfonów od kilkudziesięciu producentów, dawniej odpowiedź sprowadzała się do słów "Nokia N-series", konkretniej do modelu N90, będącej pierwszym przedstawicielem multimedialnej serii flagowców Nokii.

Ten model idealnie pokazywał, w jakiej kondycji była Nokia w czasach, gdy ta marka była praktycznie synonimem telefonu komórkowego. Jak przystało na flagowca, wszystko w tym modelu musiało być "najlepsze" w stosunku do konkurencji, stąd zaawansowany na tamte czasy aparat o rozdzielczości 2Mpx z matrycą firmy Carl Zeiss i diodą doświetlającą (która niestety nie spisywała się zbyt dobrze, jej efekt był widoczny tylko przy fotografowaniu bliskich przedmiotów). Jej niewielki na dzisiejsze czasy 2.1" wyświetlacz posiadał zagęszczenie pikseli na poziomie 259 ppi, a gdy zamknęliśmy klapkę, mieliśmy do dyspozycji jeszcze drugi wyświetlacz.

Smartfon działał pod kontrolą systemu operacyjnego Symbian 8.1a z charakterystyczną dla Nokii nakładką Series 60. Zastosowanie Symbiana sprawiało, że telefon miał do dyspozycji całkiem pokaźną bazę zaawansowanych aplikacji, które jednak zaraz po premierze telefonu okazały się dość problematyczne - z racji zastosowania większej niż dotychczas rozdzielczości większość aplikacji uruchamianych na N90 było nieczytelnych bądź powodowała restart urządzenia. Producent telefonu udostępnił jednak zestaw narzędzi dla programistów, pozwalających łatwo dostosować gotowe aplikacje do nowej rozdzielczości. Wadą Symbiana była też powolna przeglądarka WWW, stąd niemal rytuałem posiadaczy tego modelu była instalacja Opery.


Wróćmy jeszcze raz do obsługi aparatu - aby go uruchomić, wystarczyło przekręcić sam moduł kamery, a dodatkowy wyświetlacz służył za wizjer. Ciekawy jest fakt, iż Nokia N90 nie posiadała silniczka odpowiadającego za wibracje. Producent telefonu tłumaczył, że wyposażenie N90 w wibracje mogłoby źle wpłynąć na działanie aparatu. Nie zmienia to faktu, że następcy tego modelu o podobnej budowie alarm wibracyjny posiadały.

To na tyle w dzisiejszym zestawieniu. Zapraszam również do zapoznania się z poprzednimi wpisami. Pozdrawiam!