Legimi — kochane bo jedyne

Długa droga do Legimi

Czytam. Duuuuużo czytam. Od najmłodszych lat. Pamiętam te noce nieprzespane, a przetrawione na potajemną lekturę przy latarce. Różne to były książki. Młodzieżowe i te bardziej poważne, beletrystyka i popularnonaukowe, naukowe, komiksy. Lubię też audiobooki. Od dzieciństwa, gdy na początku lat ‘80 natknąłem się na nocną audycje z książką czytaną – był to „Niewidzialny człowiek” Herberta Georga Wellsa. Przez te wszystkie lata przeczytałem dużą (to słowo niedoszacowuje) ilość książek przeróżnej treści i proweniencji, głównie czytając z papieru.

Od paru ładnych lat świat IT na poważnie zagościł w naszym życiu codziennym, a ja jako człowiek żądny nowości i gadżeciarz, poszedłem z duchem postępu i przerzucałem się również (częściowo) na książkę cyfrową, a smartfon (HTC HD2) był mi bratem w tym czytelniczym zajęciu. Był czas, że ebooki zdobywało się nieco pokątnie…, ale przemilczmy to, bo nastała Nowa Rzeczywistość Czytelnicza 2.0. 

Pamiętam te „ochy” i „achy” na temat Legimi jakie w sieci mnie atakowały, gdy usługa startowała. Zastanawiałem się długo nad sensem skorzystania z tej oferty. Punktem przełomowym było zakupienie nowego czytnika ebooków wspierającego tę platformę. Wtedy też stwierdziłem, że pora spróbować Legimi. Od kilkunastu miesięcy korzystam z tej platformy i mam już na jej temat nieco przemyśleń, podpartych obserwacją i praktyką dnia codziennego.

No ładne cacko

Po założeniu konta nastąpił, w głównej mierze, zachwyt. Fajna rzecz! I bynajmniej nie jest to pogląd od czapy. Przemawia za tym kilka argumentów. Nadmienię tylko, że opłacam najwyższy abonament, pozwalający mi cieszyć się najszerszym zakresem usług.

  • Jedyna taka polska usługa. Nie znalazłem innej podobnej w sieci. Jest wprawdzie w Internecie nieco zbliżona funkcjonalnością, ale daleko jejdo Legimi. Mowa tu o ibuk.pl, gdzie wprawdzie jest bardzo dużo książek mnie interesujących, ale model dystrybucji jest bardzo słaby. W Legimi mam nieograniczony dostęp do wszystkich zasobów wypożyczalni. 30 książek w miesiącu? Nie ma sprawy.
  • W zasobie są ebooki, audiobooki i synchrobooki. Dwa pierwsze typy są znane i nie wymagają komentarza. Synchrobook to, w nomenklaturze Legimi, ebook i audiobook w jednym, pozwalający w dowolnym momencie przełączać się z literek na dźwięk i odwrotnie. Przełączanie następuje w tym miejscu książki, w którym akurat jesteśmy (czytamy lub słuchamy). Muszę pochwalić tę usługę. Fajnie jest móc czytać książkę, a następnie kontynuować jej zgłębianie, słuchając podczas prowadzenia samochodu, czy innych czynności manualnych. Dostęp do audiobooków i synchrobooków wymaga wykupienia najwyższego abonamentu.
  • Z Legimi można korzystać na kilku urządzeniach – minimalnie dwóch, a maksymalnie czterech. Jest to uzależnione od wysokości płaconego abonamentu. Dzięki temu mogę czytać ebooka na czytniku, a następnie kontynuować ją, słuchając audiobooka na smartfonie.
  • Legimi jest tanie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ocena tego co jest tanie, a co nie, jest względna. Dla mnie jednak Legimi jest tanie. Najniższy abonament to około 7 zł, co pozwala przeczytać miesięcznie 150 „stron Legimi” na dwóch urządzeniach. Tu drobna uwaga – jedna „strona Legimi” to 200 słów. Ja natomiast opłacam najbardziej wypasiony i „wszystkomający” abonament w wysokości 45 zł miesięcznie. Dzięki temu, za średnią cenę 1,5 nowej książki, mam nieograniczony dostęp do wszystkich zasobów. Jeśli przy okazji dzieli się usługę z kimś jeszcze, to usługa wychodzi naprawdę tanio. 
  • Część czynności wykonywana w ramach konta Legimi skutkuje przydzieleniem punktów „Klubu Mola Książkowego”. Można ich użyć jako rabat do zakupu książek spoza abonamentu. 1 pkt = 1 zł rabatu, który nie może przekroczyć 50% wartości książki.

Garniec dziegciu w beczce miodu

Aby nie było tak bardzo miło i „och, ach” mam również negatywne uwagi – i nie zawaham się ich wyrazić.

  • Półka z książkami. To na nią dodaje się książkę wyszukaną w katalogu. Pólka jest synchronizowana z urządzeniami na których jest aplikacja Legimi i to z niej otwiera się książkę do czytania. Co z nią jest nie tak? Otóż raz dodana na półkę książka zostanie już tam na zawsze! Nie da się jej usunąć. Po kilku miesiącach dodawania książek w celu przeczytania lub przejrzenia robi się tam niezły bur..bałagan. I nic z tym nie można zrobić. Słabo, bardzo słabo.
  • Limit urządzeń (maksymalnie 4). Jest on bez sensu, a przynajmniej bez sensu jest realizowany. Najlepszą w tej materii politykę ma Netflix, gdzie można się logować na dowolnych urządzeniach, a limit obejmuje ilość aktywnych w tym samym czasie urządzeń. W Legimi jak zalogujesz się przez jakieś urządzenie, przy użyciu ich aplikacji, to już na amen. Urządzenie staje się aktywne i łatwo tego nie zmienisz. Aby je dezaktywować trzeba do nich dzwonić i prosić. Bywa z tym różnie. Raz nie chcieli mi dazaktywować urządzenia bo „bla bla bla – pisz Pan na Berdyczów” i dopiero po dłuższym nacisku się udało. Natomiast za drugim razem wszystko odbyło się szybko i bezproblemowo. Brakuje tu jakiegoś panelu do zarządzania aktywacjami urządzeń przypisanych do konta.
  • Aplikacje. Słabe, bardzo słabe. Mało opcji dostosowania czytanego tekstu. W aplikacji na Androidzie można ustawić stronę białą z czarnym tekstem lub czarną z białym tekstem. Bardzo źle się to czyta w ciemności. Jak na aplikację przeznaczoną do odbioru tekstu wzrokiem trochę mało tak kluczowych opcji. Dalej. Nie można usunąć marginesów przy krawędziach pionowych. Dodano za to, kompletnie niepotrzebną, opcję imitacji krawędzi stosu kartek przy prawej krawędzi. Dzielenie wyrazów raz jest, a raz go nie ma. Aplikacja na Windows ostatnie poprawki widziała chyba za czasów Windows 8 (to moje spekulacje). Na czytniku (PocketBook) nie da się przeszukiwać katalogu książek w zasobach Legimi. Trzeba najpierw zalogować się do konta przez przeglądarkę, znaleźć książkę, dodać na swoją półkę i dopiero wtedy można zsynchronizować czytnik.

  • Synchronizacja postępów czytania działa, ale synchronizacja statystyk leży i kwiczy. na każdym z używanych urządzeń: czytnik, smartfon i komputer (tu aplikacja i podgląd konta przez przeglądarkę) widzę zupełnie co innego. Pomijam już fakt, iż żadna z owych "statystyk" nie podaje prawdy. To są dane zupełnie od czapy

  • Strona główna Legimi. Bardzo mi nie odpowiada. Jest nieintuicyjna. Najważniejsza funkcja – katalog książek – w ogóle nie jest wyróżniona wśród linków.

  • Katalog książek wygląda jak zemsta bibliotekarza. Istnieje wprawdzie podział na kilka głównych kategorii, ale już brak podziału na podkategorie. Dla przykładu, jest wydzielony dział „Fantastyka i sci-fi” i tyle, i nic więcej. Nie ma jakiegoś podziału na „fantastyka” osobno i „sci-sf” osobno, że już nie wspomnę o podziale na autorów „polskich” i „zagranicznych”, czy jakichś innych kryteriach. Największą dla mnie bolączką jest trudność wyłuskiwania historycznych książek naukowych i popularnonaukowych. Otóż znajdują się one w dziale „Humanistyka”, gdzie jest wszystko i nic w jednym, mydło i powidło. Gdy przegląda się ten katalog to co i rusz napotkać można na okładkę kolejnych numerów z czasopism „Znak”, „Wyspa”, „Egzorcysta” (sic!). ŻE-NA-DA! Znów by się chciało powiedzieć "niezły bur..bałagan". Dlaczego to jest tak ważne? Czasami chciałoby się przejrzeć katalog jak w bibliotece (np. historia II wojny światowej), zagłębiając się w jakiś dział, z nadzieją, że trafi się na coś ciekawego, a dotychczas nieznanego. Tymczasem jest to nie niemożliwe. Wygląd katalogu (wylistowanie książek) też zostawia wiele do życzenia. Pretenduje do miana pracy zaliczeniowej z kodowania HTML, a uczeń uparł się, że nie chce oceny większej niż 2.

  • Katalog nie zawiera wyodrębnionych serii. Załóżmy, że ktoś chce przeczytać książkę Jo Nesbo, a nic wcześniej tego autora nie czytał. Po wpisaniu do katalogu Jo Nesbo trafi na kilkanaście jego książek, w tym 11 poświęconych detektywowi norweskiej policji Harremu Hole. Zada sobie pytanie: która książka zaczyna cykl? Albo, która jest kolejna? Nie ma szans dowiedzieć się tego z katalogu Legimi. Na szczęście z pomocą przychodzi tu lubimyczytac.pl, gdzie można uzupełnić te braki.
  • Katalog nie uwzględnia tego, że niektórzy pisarze tworzyli pod pseudonimami. Chodzi o to, że wpisując w wyszukiwarce pseudonim, ta wylistuje nam jedynie książki pisane pod pseudonimem, a pominie pisane pod nazwiskiem własnym lub kolejnym pseudonimem. Dlatego też wpisując Joe Alex nie wyszuka jednocześnie Macieja Słomczyńskiego; wpisując Ove Logmansbo nie wyrzuci nam przy okazji Remigiusza Mroza.
  • Nie można zawężać wyników wyszukiwania wg pożądanych kryteriów. Tu szczególnie przydatne byłoby kryterium „książki poza abonamentem”. Bardzo ciężko je wyszukać. Jest to o tyle istotne, że uzbierało mi się trochę punktów „Klubu Mola Książkowego”, które mogę wykorzystać jako zniżkę do zakupu książek. Tylko jak znaleźć te nie objęte abonamentem?
  • Przy książkach brak recenzji i opinii użytkowników. Rozumiem, że czytelnicy niechętnie dzielą się opiniami i nie chcą pisać opinii, ale to już rola Legimi aby jakieś się tam znalazły. Może Legimi dogada się z lubimyczytac.pl, gdzie recenzji jest w bród? 
  • Mimo dużej ilości oferowanych pozycji wciąż są braki i to horrendalne! Aby nie być gołosłownym przytoczę parę nazwisk, których nie uświadczy się w Legimi: J.R.R. Tolkien, Andrzej Sapkowski, Alistair MacLean, Raymond Chandler, Robert Luldum, Aleksandr Sołżenicyn, Arkadij i Boris Strugaccy.

Mimo wszystko…

Jak widać wad jest dużo, ale w gruncie rzeczy są to didaskalia. W procesie samej lektury są prawie niezauważalne, a czytanie wszak jest tu istotą sprawy. Dlatego bezapelacyjnie polecam Legimi każdemu miłośnikowi książek. Oczywiście na tę chwilę, gdyż mój związek z Legimi to "małżeństwo z rozsądku". Wiem, że jeśli pojawi się inna usługa bez tych wad, a z wymienionymi zaletami, to porzucę Legimi bez chwili zastanowienia.

Każdy kto chciałby wypróbować Legimi może to uczynić korzystając z siedmiodniowego, darmowego okresu próbnego. Siedem dni to jednak może być nieco za mało dlatego też lepiej skorzystać z 30 dni testów

30 dni testów

Jak zyskać 30-dniowy okres testowy? Należy założyć konto w Legimi przez link rekomendacji. Co zrozumiałe, podaję swój :)

http://www.legimi.pl/kod/SBKKD 

Co ja z tego mam? 14 dni bezpłatnego korzystania z Legimi.
Co Ty z tego masz? 30 dniowy, darmowy okres próbny na Legimi „no limit” (o ile wcześniej nie posiadałeś/łaś konta w Legimi).

Oczywiście można by o Legimi pisać więcej - o poszczególnych pakietach, abonamentach, czytnikach w abonamencie, osobnej usłudze dla Kindla, ale nie taki był cel tego wpisu. O tym można poczytać na stronie głównej Legimi. Chciałem raczej podzielić się z czytelnikami tymi doświadczeniami jakich nie będą w stanie poznać czytając jedynie materiały promocyjne.

Apel

Właścicielu / przedstawicielu / pracowniku Legimi, jeśli tu zajrzałeś i poświęciłeś nieco czasu aby zapoznać się z opinią użytkownika Legimi, to rozważ „coś z tym zrobienie”, znaczy się - usunięcie powyższych bolączek.