Test Drive Unlimited — jazda testowa po latach

Ciężko uwierzyć w fakt, że od premiery Test Drive Unlimited minęło już ponad jedenaście lat. W branży gier komputerowych to naprawdę długi okres, w którym mogą nastąpić niebagatelne zmiany całego świata gier. Idealnym przykładem będzie gra wyprodukowana w Kraju nad Wisłą. W 2007 roku rodzime studio CD Projekt wypuściło świetną produkcję o nazwie „Wiedźmin”, którą kojarzyły osoby zaznajomione z twórczością mistrza pióra - Andrzeja Sapkowskiego. Niecałe osiem lat później (w międzyczasie ukazała się także świetna druga część, co miało spore znaczenie w zdobywaniu popularności) na Świat przyszedł „Wiedźmin 3”, czyli najlepsza w historii gra komputerowa, wyprodukowana przez polskie studio. Gra zdobyła miriady nagród oraz przytłaczającą popularność na całym Świecie. Do dzisiaj Wiedźmin 3 wraz z dodatkami (Serca z Kamienia, Krew i Wino) jest szalenie popularny i intensywnie ogrywany. Takiego sukcesu zazdrości każde studio, zajmujące się tworzeniem gier. Niestety, w przypadku bohatera tego wpisu, było/jest inaczej. Po świetnej, ciepło przyjętej pierwszej części, druga nie spełniła pokładanych w niej nadziei i była tylko poprawną produkcją, zmagającą się z wieloma błędami, co dokładało balastu w drodze na szczyt list sprzedażowych. Nie pomógł także zmieniony - względem części pierwszej – model jazdy. Napięte terminy oraz presja ze strony Atari (ówczesnego właściciela) tylko pogarszały i tak już nieciekawą sytuację. Gracze oczekiwali czegoś innego. W skutek problemów z grą, a co za tym idzie przeciętnej popularności części drugiej, studio Eden Games w 2013 roku zostało zamknięte (rok później studio wróciło z zaświatów, jednak teraz zajmuje się produkcją wyłącznie gier mobilnych). Co prawda prawa do marki Test Drive wykupiło francuskie przedsiębiorstwo Bigben Interactive (z zapowiedzią kolejnej części), ale na ten moment niewiele wiadomo i może to być ciekawy temat na oddzielny wpis. Wracając jednak do pierwszej części „Nieograniczonej Jazdy Testowej”, gra w wydaniu na PC miała swoją premierę w 2007 roku.

Żeby przybliżyć wspomnianą odległość w czasie, wystarczy zerknąć na premiery kilku popularniejszych gier właśnie z roku 2007:

  • Gears of War – gra, której nie trzeba przedstawiać,
  • FIFA - najpopularniejsza seria piłkarska, w tym przypadku konkretnie z numerkiem 08,
  • S.T.A.L.K.E.R.: Shadow of Chernobyl – postapokalipsa pełną gębą,
  • pierwszy dodatek do króla MMORPG - czyli World of Warcraft: The Burning Crusade,
  • Colin McRae: DiRT – ta gra wyścigowa robiła wtedy wrażenie,
  • genialny Portal od twórców platformy Steam,
  • niesamowicie klimatyczny BioShock,
  • zachwycający grafiką do dzisiaj Crysis,
  • Call of Duty 4: Modern Warfare – według wielu najlepsza strzelanina z tej serii,
  • Guitar Hero III: Legends of Rock – w której prawie udało mi się zostać gwiazdą Rocka,
  • czy w końcu rodzimy Wiedźmin (oczywiście w pierwszej odsłonie), którego dzisiaj kojarzą już gracze z całego Świata.

Wszystkie wymienione produkcje miały swoją premierę w zbliżonym okresie, wszystkie miały swoje 5 minut – niektóre nawet więcej – i wszystkie łączy jedno - gracze o nich nie zapomnieli. Każdy z tych tytułów miał coś, co urzekło odbiorcę. Grafika, grywalność, fabuła, system jazdy/walki/rozwoju postaci czy intensywny marketing, wszystko mogło wpłynąć na popularność danej produkcji. Co mnie przyciągnęło w takim razie do Test Drive Unlimited?

Od najmłodszych lat byłem fanem gier wyścigowych i symulatorów, dlatego starałem się zagrać w większość dostępnych wtedy gier z tej kategorii, a z niektórymi zostawałem na dłużej. Jedną z tych nielicznych produkcji był właśnie tytułowy Test Drive Unlimited. Począwszy od pierwszego razu, gdy jakieś 10 lat temu włożyłem płytę do napędu DVD i zainstalowałem tę grę na komputerze, poczułem miętę do dziecka firmy Eden Games. Od pierwszych chwil spędzonych z TDU towarzyszyła mi fascynacja i nieposkromiona ciekawość. Jednak w mojej głowie rodziły się pytania: Czy znajdę jakąś radość po jakiejkolwiek innej samochodówce niż Need for Speed: Most Wanted (oczywiście tym z 2005 roku)? Czy będę się bawił równie dobrze, co w Colin McRae Rally 2.0? Czy znajdę tam równie kultowe samochody, co w Need for Speed III: Hot Pursuit? Z tymi pytaniami, kłębiącymi się w mojej biednej, przeładowanej myślami głowie, rozpoczynałem przygodę z tą produkcją.

Wracając jednak do czasów współczesnych, na grę natknąłem się w trakcie przeprowadzki. Zaglądając po kolei do każdej napotkanej szafki, półki, schowka czy zakamarka, znalazłem małe zbiorowisko gier, które ogrywałem na przestrzeni kilkunastu lat. Poukładane, aczkolwiek zakurzone egzemplarze ukazały mi się w rogu przepastnej szafki, zachęcając mnie do zerknięcia na całą zebraną w tym miejscu kolekcję. Tytułów nie było dużo, jednak cechą charakterystyczną każdego z nich był wiek. Każda z tych gier miała przynajmniej 10 lat, częściej więcej. Gra, która leżała na samym wierzchu od razu zwróciła moją uwagę. Pochwyciwszy pudełko, momentalnie w mojej głowie pojawiły się urywki obrazów – wspomnień - związanych z tą produkcją i bez chwili wahania postanowiłem zabrać ten egzemplarz ze sobą. Oczywiście nie po to, aby dumnie spoczywał na półce i po raz kolejny zbierał kurz, ale po to, aby z gorącą chęcią skorzystać ze wszystkich dobrodziejstw dostępnych na cieszącej oko płytce DVD.

Grę musiałem zainstalować na laptopie narzeczonej, gdyż mój komputer stacjonarny pozbawiony jest napędu DVD (ehhh, ten postęp). Nie jest to dokładnie ten sam egzemplarz gry, w którą zagrywałem się wiele lat temu, jednak musiałem ostrożnie podchodzić do tego okrągłego kawałka tworzywa sztucznego. Żywię ogromną nadzieję, że posłuży mi jeszcze wiele długich lat. Bez pośpiechu i z nutką spokoju wyciągnąłem płytę z pudełka, a następnie włożyłem do napędu DVD znajdującego się w notebooku. Napęd wskoczył na wysokie obroty, przy okazji wydając głośne, charakterystyczne dźwięki startującego odrzutowca. Po chwili na ekranie wyświetliło mi się okno „Autoodtwarzanie”, w którym musiałem zdecydować, co system ma zrobić z zawartością na płycie. Pamiętając, że z grą był pewien problem na nowszych systemach operacyjnych, przezornie przejrzałem zawartość krążka. Po chwili znalazłem folder „Extras” a w nim folder „patch”, w którym znajdowały się różne patche, poprawki i instrukcja. Bingo! Instrukcja uświadomiła mnie, że w tym miejscu znajdował się patch, pozwalający uruchomić grę na systemach 64 bitowych. Domyślnie patch był skierowany konkretnie na Windowsa Vistę 64-bit, ale na „siódemce” też działał (a laptop jest pod władaniem właśnie Windowsa 7). Patch był wymagany, gdyż gra miała premierę w tym samym roku, co Windows… Vista. Żeby kolejny raz przybliżyć zaawansowany wiek gry, przedstawię teraz wymagania systemowe naszego bohatera:

  • System operacyjny: Windows 2000/XP/Vista,
  • Procesor: Intel P4 2,4 GHz lub AMD Athlon 2800+,
  • Pamięć: 512 MB (zalecane 1 GB),
  • Wolna przestrzeń na dysku twardym: 8 GB,
  • Napęd: DVD 8x lub szybszy,
  • Karta graficzna: ATI Radeon 9800 256 MB VRAM lub NVIDIA 6600 GT z 256 MB VRAM

Jeżeli Twój sprzęt - drogi czytelniku - spełnia wymagania, możesz dalej zagłębiać się w tekst ;) Zaznaczę również, że w informacji o wymaganiach wszystkie systemy operacyjne były w wersji 32 bitowej. Operacje, które musiałem wykonać – instalacja poprawek – w żadnym stopniu nie były trudne, jednak uwydatniają dyskomfort gier na fizycznych nośnikach. Po wszelkie patche trzeba było fatygować się osobiście ;) Teraz kwestią wszystkich poprawek zajmuje się klient, np. Steam, GOG, Origin, Uplay itd. pobierając je automatycznie, zwiększając w ten sposób komfort grającego. Nie jest to coś, co uniemożliwia grę, ale coś wartego odnotowania, takie porównanie wczoraj i dziś. Osobiście bardzo cenię fizyczne nośniki, gdyż w każdej chwili mam dostęp do zakupionej przeze mnie gry i nie obchodzi mnie np. brak połączenia internetowego lub limit danych. Kolejną kwestią jest prezencja pudełek z grami na półce czy regale. Tutaj zaznaczę, że dla jednej osoby to może być plus, a dla kolejnej niepotrzebne marnowanie miejsca. Każdy ma swój gust i wizję ergonomii oraz designu w mieszkaniu. Trzeba to uszanować, minimalizm jest w modzie.

Niestety, zapewne wskutek zawirowań co do praw tej gry komputerowej, nie można jej dzisiaj nabyć w legalny sposób. Oczywiście mówię o nowych egzemplarzach, używane można kupić na popularnym serwisie aukcyjnym. Jednak nie znajdziemy jej w żadnym z dostępnych klientów gier, a szkoda, bo to bardzo dobra produkcja, okraszana dzisiaj mianem klasyka.

Po uporaniu się z pierwszym patchem, który umożliwił instalację gry, przyszedł czas na dwa kolejne. Instalacja poprawek nie przyniosła żadnych niepożądanych skutków (wręcz odwrotnie), więc bez przeszkód mogłem uruchomić grę. Ekscytacja rosła z każdą sekundą. Uwielbiam momenty, w których chociaż na chwilę cofam się w czasie. Szczególnie lubię trafiać w okolice dzieciństwa i chociaż tutaj odległość, jaką muszę przebyć, nie jest tak duża, żeby mówić o dzieciństwie, to na pewno mam ciepłe i przyjemne wspomnienia związane z tamtą epoką, które powodują u mnie intensywny napływ nostalgii. Gdy dwukrotnie kliknąłem w ikonę TDU – oczywiście z płytą znajdującą się w napędzie poczciwego laptopa – ekran zaczął ukazywać mi po kolei logo wszystkich firm, które były w mniejszym lub większym stopniu zaangażowane w obecność tej gry na rynku. Po niespełna minucie znalazłem się w menu gry, gdzie mogłem rozpocząć swoją przygodę jako kierowca. Na mojej twarzy pojawił się szczery i szeroki uśmiech. Pojawia się on za każdym razem, gdy uruchamiam - z sukcesem - każdą grę, która potrafiła utrwalić się w mojej pamięci i pozostawić po sobie pozytywny ślad. Po krótkich odwiedzinach w ustawieniach gry, gdzie zmieniłem rozdzielczość na akceptowalną w tych czasach i najwyższą możliwą na tym leciwym sprzęcie - tj. 1366 x 768 – mogłem w końcu usiąść za sterami auta i zacząć podziwiać świat gry.

A jest co podziwiać. Producent deklaruje, że w tej grze jest ponad 1600 km realistycznie odtworzonych tras tropikalnej wyspy Oahu, czyli trzeciej co do wielkości i najbardziej zaludnionej wyspy stanu Hawaje. Nieskromnie przyznam, że zwiedziłem każdy jeden kilometr drogi dostępnej w tej produkcji. Nie zliczę godzin, ile mi to zajęło - wtedy Steam nie był tak powszechny i większość gier była wydawana na nośnikach fizycznych, a na tej platformie miałbym pokazane czarno na białym, ile czasu spędziłem za kółkiem w TDU – ale śmiało można założyć, że było to minimum 100 godzin. TDU miał w sobie jakiś tajemniczy pierwiastek, który wzbudzał w graczu ciekawość. Producent zdecydował się na ciekawy zabieg, polegający na „przeniesieniu” istniejącej wyspy w świat gry. Czy to się udało? Polemizował bym, jednak uzyskany efekt wyszedł na tyle sprawnie, że można pokusić się o stwierdzenie, iż jest obecna namiastka realizmu. Producenci podkreślali to na każdym kroku i sam opis na pudełku TDU już wzbudzał zaciekawienie, wątpliwość i chęć sprawdzenia prawdziwości tej deklaracji: „Podziwiaj ponad 1600 km realistycznie odtworzonych tras w egzotycznej scenerii tropikalnej wyspy Oahu”. Wiernie odwzorowane samochody – jak na tamte czasy – dodawały tylko smaczku tej produkcji. I choć grafika zdążyła się już zestarzeć, TDU nadal potrafi zapewnić mnóstwo frajdy.

Gra oferuje kilka wyzwań m.in. wyścigi przeciwko innym kierowcom (sterowanym przez komputer), wyścigi z czasem, podwózki autostopowiczów (nie tylko „hawajskich Kowalskich” ale także topmodelek), rekordy prędkości (fotoradary), zabawa w kuriera czy przejazd supersamochodem z punktu A do punktu B z możliwie najmniejszymi uszkodzeniami (najlepiej bez, gdyż z każdym uderzeniem zarobimy mniej pieniędzy). Gra zapewnia także odskocznię od samych samochodów. W specjalnych butikach rozlokowanych w wielu miejscach na mapie można wpaść w szał zakupowy i nabyć nowe części garderoby dla naszego kierowcy, od butów po okulary. Z kolei gdy zabraknie miejsca na nowe auto, jesteśmy zmuszeni kupić nową posiadłość z większym garażem – gra umożliwia także taką opcję. I w tym aspekcie mamy spory wybór, od przeciętnego mieszkania w centrum zakurzonego miasta po luksusowy apartament położony nad oceanem, z miejscem na kilkanaście pojazdów.

Samochody możemy nabyć w salonach, sygnowanych konkretną marką. Praktycznie każdy dostępny pojazd w grze (z niewielkimi wyjątkami) możemy poddać tuningowi w przeznaczonych do tego warsztatach. Twórcy pragnąc zwiększyć interakcję z grą, ukryli na mapie wszystkie te miejsca i żeby do nich dotrzeć, musimy je po prostu znaleźć jeżdżąc ulubionym pojazdem i podziwiając widoki na wyspie. Naturalnie po odnalezieniu takiego salonu czy warsztatu zostaje on zapisany na stałe w naszej podręcznej mapie i z tego miejsca możemy się w kilka sekund przenieść w nowo znalezione miejsce.

Żeby ukrócić zbyt nonszalanckie wybryki gracza, na wyspie czuwa policja, która potrafi napsuć krwi nieokrzesanemu kierowcy. Jeżeli gracz ma smykałkę do wyjątkowo brutalnej jazdy rodem z serii Flatout, policja będzie miała pełne ręce roboty próbując zatrzymać samochody ze stajni Mercedesa, Audi, Maserati, Lamborghini, McLarena, Alfy Romeo, Dodge’a czy wielu innych producentów supersamochodów dostępnych w grze. A tych jest grubo ponad 100. Jeśli jednak ciągle nam mało i mamy ogromną chęć zapychania garaży kolejnymi modelami, możemy zaopatrzyć się w oficjalny dodatek Test Drive Unlimited Megapack, który rozszerza pulę dostępnych pojazdów o ponad 40.

Użyłem słowa „pojazdów”, gdyż w grze powinni odnaleźć się także miłośnicy jednośladów, co jak na produkcję tego typu jest jest sporym zaskoczeniem, zwykle motocykle były pomijane. Będzie nam dane ujeżdżać maszyny takich producentów jak Ducati, Kawasaki, Triumph czy MV Agusta. Nie pozostaje nam już nic innego, jak tylko jeździć i zwiedzać hawajską wyspę jednym z ponad 170 pojazdów. 

Mnie policja właśnie schwytała, za szybko mknąłem swoim pojazdem. Widocznie nie jestem już tak dobrym kierowcą – piratem drogowym – jak kiedyś. Mawiają, że trening czyni mistrza, może Ty – czytelniku – spróbujesz?

Dziękuję za dotarcie do końca!