reklama

Lenovo Air 13 Pro potwierdza, że Apple robi najpiękniejsze laptopy

Strona główna Aktualności

O autorze

Bardziej ceni wygląd niż wydajność. Fan gadżetów, smukłych laptopów, zgrabnych smartfonów i motoryzacji, zwłaszcza tej niemieckiej.

Możemy godzinami spierać się które to laptopy są najładniejsze. Natomiast producenci już zdecydowali – nikt nie robi piękniejszego sprzętu od Apple. Potwierdzeniem jest zamiłowanie do kopiowania MacBooków. Po Xiaomi, własną wersję laptopa Apple, zrobiło Lenovo – model o nazwie Air 13 Pro.

W tym tygodniu Xiaomi pokazało światu swoje pierwsze ultrabooki. Wyraźnie widać, że wzorowane są one na MacBooku Air, jednym z najatrakcyjniejszych laptopów na świecie. Nie tylko wyglądał został zapożyczony od Apple, ale także nazewnictwo, laptop Chińczyków nazywa się powiem Notebook Air.

Kolejny chiński producent postanowił stworzyć własną odpowiedź na MacBooka. Wystarczy, że usłyszymy Lenovo Air 13 Pro i już możemy zgadnąć jakim urządzeniem inspirował się producent. Laptop Lenovo jest bardzo zbliżony do 13-calowego Xiaomi Notebook Air, nie tylko specyfikacją, ale ma także identyczną cenę – 750 dolarów.

Lenovo Air 13 Pro to 13-calowy ekran IPS Full HD. We wnętrzu pracuje to samo serce co w produkcie Xiaomi, procesor Intel Core i5-6200U. Przetwarzaniem grafiki zajmuje się również GeForce 940 MX, a użytkownik do dyspozycji otrzymuje 4 GB RAM (8 GB RAM w Xiaomi) i dysk SSD o pojemności 256 GB. Air 13 Pro to jak najbardziej nowoczesny laptop – posiada moduł Wi-FI 802.11 ac i Bluetooth 4.1, a na jednym z boków znalazło się złącze USB Type-C.

Laptop Lenovo zapowiada się całkiem ciekawe. Tylko mając taki sprzęt, trudno pozbyć się wrażenia, że dostaliśmy tylko tańszą kopię MacBooka Air, a nie coś innego, autorskiego i stworzonego by wyróżniać się na tle innych laptopów, tym bardziej, że w końcu sprzęt Apple wyróżnia się też systemem operacyjnym, a tu dostajemy zwykłe Windows 10.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić