Linux? U Mnie Działa!

Przy okazji opisanej przeze mnie próby uruchomienia Ubuntu 20.04 kilku informatyków zwróciło mi uwagę, że nie powinienem tego robić. Ubuntu 20.04 było wtedy, jak argumentowali informatycy, we wczesnej fazie rozwoju. Tak wczesnej, że na jej nazwanie nie ma nawet odpowiedniej terminologii. Ja nazywam tę fazę: trzy tygodnie przed premierą wersji LTS®. Jak powszechnie wiadomo, nie można uruchamiać takich buildów, a broń cię Panie Boże, pisać o tym, że wszystko się pruje i sypie jak w Windows 10.

Zobaczmy zatem, jak się żyje ze stabilnym Linuksem pod jednym dachem! 

 Ale o co chodzi?

To proste. Chodzi o to, żeby używać komputera bez potrzeby zgłębiania tajemnej wiedzy, czy eksplorowania prastarych lochów pod Sosnowcem w poszukiwaniu prastarych receptur na greptanie kompila. Czy instalując Linuksa na domowym komputerze, robisz krok ku informatycznej nirwanie? Zanim przejdziemy do rzeczy, proszę obejrzenie krótkiego bloku reklamowego. Sponsor dzisiejszego wpisu jest dobrze znany i ceniony przez użytkowników Linuksa.

Komfort i bogata oferta oprogramowania.

Tak, uruchamiając laptopa, człowiek chciałby się zalogować i używać sprzętu wedle swojej woli. Netflix HDR 4K? Pewnie! Microsoft Edge - najlepsza przeglądarka na rynku? Proszę bardzo. Oprogramowanie do obróbki fotografii? Jasne, wystarczy komputer z systemem Windows i już można korzystać z szeregu doskonałych programów: Lightroom, Capture ONE, DXO, Photoshop. Do tego cała masa dodatków i wtyczek.

A może coś do muzyki? Pewnie, od darmowych pozycji poprzez Audition, aż do Cubase. Praktycznie wszystkie programy służące twórczości i wspierające rozwój kreatywności są w zasięgu ręki. Nie ważne czy mówimy o małych pakietach, czy branżowych liderach.

Użytkownicy Linuksa często próbują trywializować fakt, że używają systemu, który jest pomijany przez liderów branży. Ukrywając się pod pseudonimami, wychwalają otwarte niedoróbki i próbują kreować rzeczywistość, w której ułomność i niedoskonałość stają się niedoścignionym wzorcem, a profesjonalne produkty są złem, którego używanie piętnuje człowieka do końca życia.

Swoje fantazje i projekcje mechanizmów obronnych ozdabiają kloaczną poezją składającą się często ze steku bzdur i wyzwisk. Oczywiście obalanie tych kłamstw i pomówień jest dziecinnie proste. Wystarczy do tego komputer i jakakolwiek dystrybucja Linuksa. 

Żelaznym elementem tej mantry jest pasta o programach: AutoCad i Photoshop, gdzie fakt używania tychże programów jest przedstawiany w kąśliwy (ale i żałosny) sposób. Przecież wiadomo, że nikt w domu tego nie używa, a jak ktoś chce, to wynajmuje sobie biuro, zakłada firmę i wtedy może. W domach uczciwi ludzie używają przeglądarki i Fejsa na przemian z Instagramem i bugzilla.kernel.org. Problem w tym, że pod Linuksem nawet takie prozaiczne czynności mogą okazać się przygodą na miarę lotu w kosmos.

Panie, masz pan gest!

Ale często tylko pod Windows. Zabawne, jak Linux potrafi zamienić w koszmar nawet najprostsze czynności typu używanie gładzika. Gładzik to takie urządzenie, które pozwala na obsługę kursora za pomocą palca. Dziecinnie proste, prawda?

Okazuje się, że pod Linuksem wpływ na to czy możemy korzystać z gestów, czy nie ma... sterownik do karty graficznej! X11 obsługuje jedynie gesty, do których wykonania użyjemy nie więcej niż dwóch palców. Wayland pozwala na bardziej fikuśne konfiguracje, ale z tego dobrodziejstwa nie można korzystać, jeśli posiadamy kartę Nvidii i zainstalowany do niej sterownik. Po prostu Wayland nie działa ze sterownikiem NV. Słucham? Globalne skróty klawiaturowe? Nie dla psa kiełbasa :-D

Zanim zaczniecie udowadniać, że czarne jest białe, pozwolę sobie jeszcze raz zacytować klasyka: 

Tak wygląda codzienna mordęga z Linuksem na desktopie. Czynności, które użytkownicy DOSa czy Windows wykonują właściwie automatycznie, pod Linuksem albo są niemożliwe, albo wymagają czasu i greptania. Linux taki tani!

Zobaczcie, jak całą sytuację podsumował pewna znana osobistość, z którą utożsamia się wielu "Linuksiarzy":

Linux? U Mnie Działa!

Hej!