Linux kocha Windowsa: czasem tak, czasem nie. Akurat KDE nie ma z tym problemu

Strona główna Aktualności
fot. Getty Images
fot. Getty Images

O autorze

"Microsoft ❤ Linux", konsekwentnie przekonuje dyrektor generalny Microsoftu, Satya Nadella. I trzeba przyznać, że jest to bardzo esencjonalne. W ciągu ostatnich dwóch dekad firma z Redmond rzeczywiście istotnie zmieniła swój stosunek do Linuksa; od Steve'a Ballmera nazywającego ten system rakiem aż po implementację w Azure i podsystem WSL.

Ale czy uczucie jest w tym przypadku obustronne? Niezupełnie. O ile Microsoft wyraźnie zaczął uśmiechać się w stronę Linuksa, a już na pewno skończył ze wszelkimi mądrościami na jego temat, o tyle druga strona patrzy na te gesty sympatii z dużą dozą dystansu. Ot, choćby Canonical z jednej strony widzi w WSL szanse dla siebie i robi z tego projekt najwyższej wagi, ale z drugiej – otwarcie namawia do porzucenia Windowsa 7 na rzecz Ubuntu.

Nie da się jednak ukryć, że obok Windowsa 10, który niebawem osiągnie 1 mld użytkowników, ciężko przejść obojętnie. Można go nawet serdecznie nie znosić, ale warto tolerować. A skoro w Redmond przestali dążyć do otwartej walki, otwiera się pole do swobodnego działania.

Od jakiegoś czasu społeczność KDE przenosi kolejne aplikacje do Microsoft Store. Można tam znaleźć m.in. edytor tekstowy Kate, czytnik dokumentów Okular czy monitor użycia przestrzeni dyskowej Filelight, a od kilku dni także odtwarzacz multimedialny Elisa. Popularność tych narzędzi nie jest najwyższa. Dość powiedzieć, że najpopularniejsze z nich zgromadziło od września 2019 r. niespełna 24 tys. unikatowych pobrań, a większość nie może przekroczyć bariery 2 tys. Niemniej jednak apki typowo linuksowe w środowisku Win 10 to godny odnotowania widok.

Widok, który dobitnie uświadamia, że zdecydowanie korzystniejsza dla użytkownika jest sytuacja, w której obydwa systemy starają się koegzystować, bez nikomu niepotrzebnych kuksańców.

© dobreprogramy
s