MSI Prestige 14: Kwadrans z laptopem na 10. generacji. Dziwna droga ultrabooków

Strona główna Aktualności

O autorze

Już w sierpniu Intel wprowadził do oferty procesory mobilne Core 10. generacji, a więc Ice Lake oraz Comet Lake. Niemniej znalezienie laptopa z którymś z tych układów graniczy z cudem. Właściwie to w ogóle takowych nie ma. Jest tylko kilka egzemplarzy przedprodukcyjnych, których pilnują jak oka w głowie. Z jednym z nich udało mi się spędzić niespełna kwadrans, i to w takich warunkach, że nie mogę Wam zdradzić kto i gdzie udostępnił mi ten sprzęt.

Niemniej, zanim przejdziecie do komentarzowej ofensywy z cyklu ukrywajo chłam, czuję się zobligowany uspokoić. Otóż problem, jeśli w ogóle można tu użyć tego słowa, ma zupełnie inną naturę. Intel postawił przed producentami laptopów piekielnie ambitne zadanie, którego realizacja siłą rzeczy wymaga czasu. Nie jestem jednak w stanie w tej chwili stwierdzić, czy sprostają zadaniu.

Parę lat temu stworzono koncepcję ultrabooka, wydajnej maszyny do codziennych prac biurowych i multimediów. Choć w międzyczasie nazwa ultrabook została porzucona, idea pozostała. Tymczasem koncepcja Projektu Atena, wdrożona wraz z 10. generacją, winduje poprzeczkę. Teraz mówmy o wysokowydajnej stacji roboczej, która z ultrabookiem wspólną ma właściwie tylko smukłą obudowę. Nietrudno zauważyć, jak rosną wymagania wobec inżynierów.

Trzeba opracować odpowiednio efektywne układy zasilania i systemy chłodzenia, aby zbudować coś, co mogłoby uchodzić za mobilną stacją roboczą. Tyle że w zminiaturyzowanej skali.

Stacja robocza w skali mini

MSI Prestige 14, bo ten właśnie model przyszło mi dostać w ręce, to 14-calowy wysoce przenośny laptop o masie nieprzekraczającej 1,3 kg. Mimo to oferuje sześciordzeniowy procesor Intel Core i7-10710U, 16 GB wlutowanej pamięci RAM LPDDR3-2133 i dedykowaną kartę graficzną Nvidia GeForce GTX 1650 Max-Q. Ponadto jest wyposażony m.in. w złącze M.2 dla dysku NVMe i matrycę Full HD IPS, która zdaniem producenta potrafi pokryć 100 proc. przestrzeni Adobe RGB.

Mało? To doliczcie jeszcze dwa złącza TB 3, dwa porty USB 3.1 Gen 2, HDMI 2.0, czytnik kart microSD i analogowe audio, a do tego akumulator o pojemności bagatela 82 Wh.

Jest to specyfikacja, którą dotychczas mogły poszczycić się laptopy dla graczy ze średniej półki, wyposażone w 15-calowy ekran i ważące 2 kg ze sporą nawiązką. Tu otrzymujemy cały ten zestaw rarytasów w formacie nieco mniejszym niż nowy MacBook Pro 13, dodatkowo z fabrycznymi sterownikami Nvidia Studio dla grafików. Rozumiecie już zamysł, prawda?

Muszę przyznać, że demo upscalingu grafiki 2D z wykorzystaniem modelu sztucznej inteligencji do przewidywania pikseli robi ogromne wrażenie. Wierzcie lub nie, ale z fotki VGA można zrobić obraz do druku wielkoformatowego. I nie, nie straszy pikselami ani rozmyciami.

Dziwna droga ultrabooków

Z drugiej jednak strony widać, przynajmniej patrząc na MSI Prestige 14, że wciąż nie wszystko gra i buczy. No chyba, że potraktujemy te słowa dosłownie. Bo hałas generowany przez wentylatory okazuje się dość znaczny, choć podobno jest to kwestia ustawień profili, gdyż przy budżecie energetycznym ograniczonym do 20 W urządzenie rzeczywiście się nie przegrzewa.

Bądź co bądź, abstrahując od tego konkretnego modelu, niniejsze spotkanie dobitnie uświadomiło mi, jaką drogą chce zmierzać Intel. I jest to droga zatarcia różnic na linii sprzęt o podwyższonej mobilności-mobilne stacje robocze. W dobie postępującej miniaturyzacji nie powinienem być zdziwiony. Tylko z prawami fizyki nikt jeszcze nie wygrał, a to z kolei budzi obawy w kontekście efektu końcowego. Nie muszę chyba dodawać, jak wielu producentów laptopów miało i wciąż ma problemy z okiełznaniem czterordzeniowego Core i7-8565U. A liczba tranzystorów rośnie...

© dobreprogramy