Czy kryptowaluty są bańką?

Wszyscy czekają aż bańka pęknie, a nadal nie chce pęknąć :)

Kwestia jest taka, że kryptowaluty jako przedmioty wirtualne są wieczne, będą istnieć dopóki będą funkcjonować ostatnie komputery w ich sieciach. Czyli nawet za 1000 lat, o ile ludzkość nadal będzie używała jakiejkolwiek formy waluty, to nadal ludzie będą posiadali niektóre z obecnych kryptowalut. 
Po rozwinięciu się sztucznej inteligencji pieniądze stopniowo staną się zbędne i zaczną wychodzić z użytku, bo komputerom nie płaci się pieniędzmi za ich pracę.

Czyli to nie są cebulki tulipanów, które po pewnym czasie uschną, to bardziej przypomina złoto (choć są też istotne różnice wobec złota).

Wszystko sprowadza się do psychologii, im ludzie będą chcieli mieć więcej danej kryptowaluty, tym jej wartość będzie rosła, bo ilość jest ograniczona. Jeśli przestaną chcieć i zaczną sprzedawać, to cena będzie spadała.

Ale są tu pewne ograniczenia, zarówno w górę, jak i w dół. Cena za bardzo nie może wzrosnąć, gdyż dana kryptowaluta nie ma monopolu, powstają inne konkurencyjne kryptowaluty (na chwilę obecną co najmniej kilkaset odmian).

Wydaje się też, że istnieje ogranicznik z dołu. Bo koszty "wykopania" rosną i "górnicy" nie będą sprzedawać poniżej kosztów, oni to robią dla zysku.
Musiałaby wybuchnąć jakaś totalna panika, żeby wszyscy zaczęli pozbywać się danej kryptowaluty. Ale i to nie jest takie pewne, gdyż kiedy cena popularnej kyptowaluty spada, to spekulanci rzucają się na taką niespodziewaną promocję i w efekcie cena zamiast spaść, to wrośnie do jeszcze wyższego poziomu. Gdyby cena złota w 15 minut spadła o 30%, też natychmiast znaleźliby się kupcy.
Kolejny mechanizm jest taki, że podczas spadku ceny niektórzy w panice wyprzedają, ale jednak pozostali trzymają, czekając na ponowny wzrost ceny, bo spore wahania kursów są czymś naturalnym na tym rynku.
Więc zamiast nagłego pęknięcia bańki, co najwyżej może dojść do powolnej utraty wartości, wynikającej ze stopniowego spadku popularności danej kryptowaluty.

Dawniej zdarzały się pęknięcia baniek bitcoinowych, ale wtedy bitcoin był mało znaną ciekawostką i kapitalizacja była znacznie niższa, więc ktoś z dużą sumą pieniędzy mógł manipulować kursem w bardzo prosty sposób - kupował, cena rosła, inni się rzucali widząc wzrost cen i wtedy na górce wycofywał pieniądze. Ale obecnie wartość wszystkich bitcoinów to ponad 500 miliardów złotych, więc potrzeba kilkudziesięciu miliardów by cokolwiek zdziałać.

Największym zagrożeniem dla kryptowalut wydają się być rządy, działające pod naciskiem właścicieli banków.
Jednak tu też są pewne ograniczenia. Musiałby najpierw powstać rząd światowy i zakazać jednocześnie na całym świecie. Bo internet nie ma granic. Pokazał to przykład sprzed kilku miesięcy, kiedy zaczęła krążyć plotka, iż rząd Chin chce zakazać funkcjonowania giełd. Część Chińczyków w panice wyprzedało bitcoiny, kurs trochę spadł, co po paru dniach przyciągnęło spekulantów i kurs urósł jeszcze bardziej. Część Chińczyków po prostu przetransferowała swoje kryptowaluty na giełdy w Japonii, przecież w Internecie to bez większego znaczenia gdzie fizycznie jest hostowana strona.
Kiedy jedne państwa zakazują, to inne chętnie do siebie przygarną serwery i giełdy.

Wydaje mi się też, że powód ociągania się przez rządy z zakazem jest inny. Kiedyś bitcoin był ciekawostką, teraz to ponad 500 miliardów złotych (w przeliczeniu na złotówki), kwota nie w kij dmuchał. I nie wiadomo czyje to pieniądze, bo nie tylko kieszonkowe nastolatków, utargi Januszy taksówkarzy, czy kredyty bankowe z zastawionych domów, takimi ludźmi kto by się przejmował. Ale są tam też pieniądze różnych mafii, gangów ulicznych, karteli narkotykowych, organizacji terrorystycznych, agencji wywiadowczych, łapówki z przetargów zbierane przez szalonych generałów ludobójców. Wyobraźmy sobie scenariusz, że nagle jest globalny zakaz funkcjonowania giełd i kurs spada o 90%. Ktoś włożył parę miliardów utargu z narkotyków i spadło mu o 90%. Niech no tylko się dowie, który polityk wprowadził taki zakaz i na życzenie której rodziny bankierskiej...
No niestety, pieniądz rządzi światem, czyj by on nie był, co czasem jest negatywnym zjawiskiem, ale w tym przypadku niekoniecznie.

Czasem pada stwierdzenie, że jak wyłączą bitcoinowe serwery, to przestanie on istnieć. Ale tu też jest pewne zabezpieczenie. Otóż, jeśli ktoś odejdzie z sieci bitconowej, to całkowita moc obliczeniowa sieci spadnie, czyli pozostali będą mieć większy udział, wzrosną im zyski z kopania i prowizji od transakcji.

Kryptowaluty to naturalna konsekwencja rozwoju techniki. Skoro pieniądz był generowany przez banki i rządy, to oczywiste, że dałoby się ten system zastąpić algorytmami działającymi na sieci komputerowej, bez ingerencji ludzi. Niektórym rodzinom bankierskim może to się nie spodobać, bo potencjalnie oznacza dla nich bezrobocie, ale rozwoju techniki ostatecznie i tak się nie da zatrzymać, co najwyżej można próbować spowalniać. Albo przejść w inne dziedziny gospodarki, jak saudyjscy szejkowie naftowi, którzy zyski ze sprzedaży ropy inwestują również w odnawialne źródła energii, na wypadek jak pewnego dnia źródełko wyschnie.
Już teraz bankierzy myślą co z tym zrobić i nie za bardzo mają pomysł. Padają koncepcje wykorzystania blockchina w transakcjach międzybankowych, a nawet tworzenia walut państwowych i światowych podobnych do kryptowalut, jednak takich, aby banki i rządy nadal miały nad nimi kontrolę, co całkowicie jest sprzeczne z ideą kryptowalut, krokiem w tył z punktu widzenia techniki, ale banki mają po swojej stronie przymus państwowy, nakazujący rozliczanie wszystkich transakcji przy pomocy waluty państwowej, a w przypadku użycia innych walut przeliczanie na walutę państwową. 

Podsumowując, to nie jestem w stanie przewidzieć przyszłych kursów kryptowalut, czy jeszcze wzrosną, czy może spadną i o ile spadną. Na pewno kryptowaluty już zostaną z ludzkością na zawsze. Przyszłość mają może 2...3 kryptowaluty, reszta umrze śmiercią naturalną i większość z nich przestanie w końcu istnieć. Które będą popularne, czy nadal będzie wśród nich bitcoin, tego nie wiem.
Jednak jaką przyszłość mają kryptowaluty, tego też nie można przewidzieć, może być jakiś globalny kryzys połączony z hiperinflacją i staną się głównym pieniądzem światowym, jak by chcieli ich zwolennicy, może jednak głównym pieniądzem światowym będzie waluta opracowana przez system bankowy i wdrożona przymusem przez rządy, a kryptowaluty pozostaną ciekawostką używaną tylko przez niewielki procent populacji świata.
Coś się jednak zmieni i nie będzie jak dawniej.

Nie spodziewam się jakiegoś nagłego załamania kursów, choć oczywiście mogę się mylić.  

Komentarze