Rozmowy kontrolowane...

Czym różni się reżim totalitarny od nie-reżimu? Co ludziom nie pasowało w "komunie"?
Odpowiedź: inwigilacja.

Władze próbowały ukryć skalę inwigilacji, żeby nie niepokoić ludzi. Ale plotki szybko się roznoszą i ludzie po prostu się bali, że jak coś nieprzemyślanego palną to mogą mieć problemy. Oczywiście władza ludowa nie była w stanie wszystkich inwigilować, nie przy ówczesnych możliwościach techniki, lecz wystarczyła sama świadomość iż każdy MOŻE być inwigilowany. Nikt nie wiedział czy jest, czy nie jest, męczyła sama świadomość.
Były też inne przyczyny upadku systemu, jak konieczność załatwiania po znajomości niektórych towarów typu kiełbasa i papier toaletowy.
Fragment serialu "Alternatywy 4": 

Jednak wbrew obecnej propagandzie liberałów ekonomicznych wadą dla większości ludzi wcale nie były trudności w otwieraniu własnej działalności gospodarczej. Ale ja nie o tym...

Po przemianie ustrojowej historia znowu się powtarza.
Artykuł 179 § 4 ustawy Prawo Telekomunikacyjne z dnia 16 lipca 2004 r mówi wprost, że dostawcy usług telekomunikacyjnych mają obowiązek udostępnić służbom państwowym chronione pomieszczenie, gdzie ci będą mieć nienadzorowany dostęp do wszystkiego co przechodzi przez ich sieć. Przepis można znaleźć choćby tutaj.

Interfejs przechwytywania danych to nie żaden polski wynalazek, znalazł się on jako element międzynarodowych norm dotyczących telekomunikacji. Na przykład w telefonii komórkowej 3G i 4G to standard 3GPP TS 33.107. To jest zupełnie jawne, specyfikację można znaleźć choćby na stronie 3GPP lub ETSI. Dla telefonii komórkowej 5G jest standard TS 33.128.
Podobne łącza dla służb ma każdy większy dostawca Internetu.

Należy sobie zdawać sprawę, że są jakby dwie legalne ścieżki dostępu do danych przez służby państwowe. Policja musi się zwracać drogą oficjalną do firmy telekomunikacyjnej i firma może jej udostępnić tylko to, co sama ma, czyli niewiele, na przykład logi serwerów zawierające adresy IP, logowania do przekaźników, treści SMS-ów, bilingi. Więc polska policja ma nawet problem z odnalezieniem skradzionego telefonu, mimo że jego numer IMEI się nie zmienił. Jednocześnie wywiad ma swój kabelek i nieograniczony dostęp do absolutnie wszystkiego, doskonale wie gdzie ów telefon o danym numerze IMEI się znajduje, jakie karty były do niego włożone, z kim posiadacz kart się kontaktował, nawet treść rozmów głosowych (choć te są szybko nadpisywane jeśli nie trafią do dalszej analizy).

Może się wydawać, że obywatele Polski są chronieni przez jakieś przepisy dotyczące tajemnicy korespondencji. Otóż nie.
Polski wywiad teoretycznie powinien działać w granicach polskiego prawa, ale nikt nigdy tego nie zweryfikuje, bo dane operacyjne po prostu nie mogą wyciec, są tajemnicą państwową. Ale nawet te marne pozory przepisów o ochronie korespondencji obywateli to dotyczą tylko pracowników polskich służb, bo nie mogą i nie dotyczą na przykład amerykańskiej CIA, przecież ci nie podlegają pod polskie przepisy.

Z kolei amerykańskie przepisy mówią wprost, że tajemnica korespondencji obejmuje wyłącznie obywateli Stanów Zjednoczonych przebywających na terytorium Stanów Zjednoczonych. CIA to obchodzi, ale o tym później...
Natomiast te przepisy pozwalają na całkowitą dowolność w inwigilacji cudzoziemców, tutaj nawet nie trzeba zachowywać jakichkolwiek pozorów w postaci nakazu sądowego, amerykańskie służby mogą inwigilować cudzoziemca zawsze i wszędzie, na całym świecie, bez ograniczeń.
Ale co mają Amerykanie do telefonów w Polsce?

Edward Snowden w maju 2013 roku przekazał dziennikarzowi brytyjskiego "Guardiana" Glennowi Greenwaldowi różne dokumenty które wykradł podczas pracy w CIA i NSA. Kilka z nich dotyczyło Polski.
Okazuje się, że polska Służba Wywiadu Wojskowego na podstawie umowy o współpracy wywiadowczej z maja 2009 roku pozwoliła amerykańskiej National Security Agency wpiąć swoje kabelki do polskich sieci telekomunikacyjnych. W końcu Amerykanie mają więcej ludzi i sprzętu.
W ten sposób Amerykanie zyskali dostęp do absolutnie wszystkiego co przepływa przez polskie sieci telekomunikacyjne. Według jednego z dokumentów Snowdena w jednym tylko miesiącu NSA przechwyciła 71'819'443 rozmów telefonicznych na terytorium Polski.
Od 2013 roku minęło już trochę czasu, więc są lepsze komputery przechwytujące, lepsze algorytmy sztucznej inteligencji analizujące rozmowy...

Amerykanie też inwigilują własnych obywateli. Obchodzą przepisy w ten sposób, że w ramach Sojuszu Pięciorga Oczu (wcześniej w teoriach spiskowych znanego pod nazwą Echelon) blisko współpracują z wywiadami Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii. Superkomputery inwigilujące Amerykanów są na terytorium tych państw, więc nie podlegają pod przepisy amerykańskie, teoretycznie są pod opieką lokalnych służb, które tylko dzielą się informacjami z CIA. W praktyce, to przepływ informacji między nimi nie jest niczym ograniczony.
Specjalny i dziwny status ma Izrael, Amerykanie udostępniają im swoje dane wywiadowcze bez wcześniejszej obróbki. Chociaż doskonale wiedzą, że Izrael szpieguje też ich, to jeden z najintensywniej działających wywiadów zagranicznych na terenie Stanów Zjednoczonych.

Natomiast Polska należy to tzw. Poziomu B (w 2013 roku także Austria, Belgia, Czechy, Dania, Niemcy, Grecja, Węgry, Islandia, Włochy, Japonia, Luksemburg, Holandia, Norwegia, Portugalia, Korea Południowa, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria i Turcja). Oznacza to kraje peryferyjne, którym czasem udostępniają jakieś informacje, ale które to są totalnie inwigilowane przez Amerykanów. Na przykład słynne podsłuchiwanie rozmów kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Po ujawnieniu dokumentów Snowdena władze amerykańskie tłumaczyły się, że system totalnej inwigilacji służy zwalczaniu terroryzmu. Ale dokumenty mówią coś zupełnie innego, terroryzm ma tutaj marginalne znaczenie, system służy głównie do szpiegostwa przemysłowego zagranicznych konkurentów amerykańskich korporacji, oraz polityków i rządów innych państw. Ułatwia to na przykład negocjacje i wygrywanie przetargów.

Tak samo jak "za komuny", inwigilacja pierwotnie miała służyć bezpieczeństwu państwa i obywateli, tak samo miała pozostać tajemnicą by obywatele żyli w błogiej nieświadomości przebywania w systemie najlepszym z możliwych, tak samo w końcu się wydało. I tak samo państwa będą się starały rozpracowywać grupy opozycyjne, żeby zapobiec zmianie ustroju.

Tylko naiwni uważają, że amerykański polityczno-gospodarczy system służy obywatelowi. On służy przede wszystkim najbogatszym i ich interesom. Przekonali się o tym członkowie z Okupuj Wall Street, którzy sobie tylko koczowali na widoku finansistów i zostali brutalnie spałowani przez policję, scenka niczym z czasów polskiego ZOMO.

Właśnie po to władze zbierają informacje o znajomościach i lokalizacjach obywateli, aby ci nie mogli się zorganizować i wszystko pozostało po staremu. Nie dla ochrony obywateli przed terrorystami, bo śmierć w zamachu terrorystycznym jest równie prawdopodobna jak od ukąszenia pszczoły (zwłaszcza kiedy ktoś jest uczulony) lub uderzenia pioruna. W miarę rozgarnięty terrorysta wie jak uniknąć internetowej inwigilacji i po prostu nie zabierze ze sobą telefonu komórkowego.

Pół żartem pół serio, w niedalekiej przyszłości będzie krążyć dowcip: "Jak dokonać zbrodni doskonałej? Po prostu zostawić telefon w domu, wtedy służby państwowe nie ustalą sprawcy".

Informacje o inwigilacji Polski przez Amerykanów pochodzą z książki Glenna Greenwalda "Snowden, nigdzie się nie ukryjesz" (wyd. 2014). Więc w tekście nie zdradziłem żadnych nieznanych tajemnic państwowych.