Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Amerykańscy naukowcy: Zobacz co z czytelnikami robią nagłówki serwisów technicznych

Szokujące, niesamowite, a jednak - prawie że - prawdziwe. Z pomocą amerykańskich naukowców udało nam się ustalić niesłychane fakty odnośnie tego, jaki wpływ na czytelników mają nagłówki trzech popularnych w Polsce serwisów technicznych.

Cel – dokąd podąża to Metro

Zbadanie, jaka jest relacja między nagłówkami trzech popularnych serwisów technicznych, a faktyczną treścią artykułów i jaki ma to wpływ na czytelników.

Zacznijmy jednak od Faktów

Nagłówek w przyjętej przez nas nomenklaturze to coś więcej niż tylko tytuł artykułu. W języku polskim stosuje się te sformułowania zamiennie, ale na nasze potrzeby rozszerzyliśmy znaczenie nagłówka. Dlaczego?

r   e   k   l   a   m   a

Sam tytuł to zdecydowanie za mało, aby traktować go jako wyrocznię samej treści. Może być on w końcu przewrotny, zastanawiający, pytający, a nawet posiadać specjalne niedomówienia w celu zachęcenia do dalszego czytania. Rządzi się on tez swoimi prawami jeśli chodzi o składnię i gramatykę. W tytule – który przypominam, nigdy nie kończymy kropką, chyba że to wielokropek – można dowolnie przestawiać szyk, aby uzyskać ciekawy efekt. Celowo też - i jest to praktyka nagminna, korzystamy z równoważników zdań i zdań pojedynczych nierozwiniętych (nie mylić z niedorozwiniętymi autorami niektórych tytułów). Przypominam też, iż pytanie zawarte w tytule nie musi mieć odpowiedzi dosłownej w dalszej części artykułu – w końcu może być tylko hipotezą, której obalenie wynika z głębszej analizy treści.

Podsumowując: według zasad dziennikarskich i dobrego smaku, tytuł nie musi wcale oddawać treści, a ma zachęcać do jej przeczytania.

Co innego lead. Ten powinien zawierać skróconą (max. 4 zdania) informację o tym, co znajdziemy w reszcie artykułu i powinno być to podane właściwie jak przysłowiowa kawa na ławę. W zwykłej gazecie/redakcji/reportażu jest to absolutnie przestrzegane, trochę inaczej ma się to w luźnej publicystyce, gdzie lead ma wciąż zadanie zachęcić i wyjaśnić, ale nie musi on rygorystycznie przestrzegać zasad pełnej informacji. W takim leadzie można postawić pewien problem, który dalsza cześć artykułu/felietonu rozwinie. Może to też być obserwacja, która zostanie przeanalizowana… chodzi ponownie o zachęcenie czytelnika do kliknięcia w „czytaj więcej”.

No i Internet – globalna sieć stron WWW i nie tylko. Obserwując trendy tworzenia stron informacyjnych oraz blogów dziennikarskich, można zauważyć tendencję do zbijania tytułu oraz leadu w jeden byt, który ma zachęcić do dalszego czytania i wyświetla się go z zasady na pierwszej stronie. Powody takiego zachowania pominę (hajs się musi zgadzać!) – chodzi o to, że tak jest i trzeba wziąć to pod uwagę.

Dlatego właśnie w przyjętej na potrzeby tego wpisu nomenklaturze nagłówek to coś więcej niż tytuł.

Korpus – hasło, na pierwszy rzut oka, banalne. W językoznawstwie jest to jednak zbiór tekstów poddawany badaniom lingwistycznym, które w pewien sposób właśnie zamierzamy przeprowadzić. Stąd tez pojęcie korpusu w przyjętej przez nas nomenklaturze jest zbiorem wpisów z popularnych serwisów blogersko/informacyjnych z kategorii informatyczno/techniczno/gadżeciarskiej.

Przejdźmy Ekspresowo do konkretów – metoda badania

A więc, wykorzystując niezwykle zaawansowane technologie wprost z za oceanu – czyli szwagra, który przyleciał z Ameryki – usiadłem i zbadałem korpus składający się z trzech setek nagłówków z trzech różnych portali o tematyce technicznej (AW, SW, DP).

Szwagier czytał nagłówek, następnie czytał treść i zaznaczał:

- haczyk, jeśli teza, pytanie lub informacja w nagłówku pokrywała się z faktyczną treścią artykułu i czytający czuł, iż uzyskał satysfakcjonującą odpowiedź lub informację;

- kreskę, jeśli tylko częściowo można było zestawić ze sobą informacje z nagłówka i treści lub było to bardzo trudne;

- kółko, jeśli nagłówek kompletnie nie odpowiadał informacji jaka została dostarczona przez treść;

Dodatkowo dokonano subiektywnej oceny treści i stylu, która nie miała wpływu na pozostałe oceny.

Ostatnim elementem badania była kategoryzacja artykułów do jednej lub większej ilości kategorii z listy:

- informacja prasowa

- recenzja

- felieton/artykuł

- wywoływanie dyskusji

- hejt dla hejtu

Wykresy i Pudelki

Wyniki – szokujące – zostały następnie przepuszczone przez specjalistów z Polski – szwagra numer dwa – który tylko potwierdził, to co widać na załączonych grafikach.

Przeanalizujmy pierwszy wykres – widać na nim jak na dłoni, iż ponad 10% nagłówków rozmijała się kompletnie z treścią – oznacza to, że tezy, pytania lub informacje przedstawione w nagłówkach nie były prawdziwe lub wprowadzały w błąd celowo (lub nie).
Nie jest to szokująca liczba – przynajmniej nie jak ta druga – czyli informacja o tym, że 1/3 nagłówków wprowadzała częściowo w błąd, zadawała pytanie, na które nie było jasnej odpowiedzi lub informacja z nagłówka była bardzo mocno ukryta.

Jako przykład tego ostatniego zachowania można przywołać AW:

Tytuł: INSTAGRAM WYCENIANY NA MILIARDY DOLARÓW. GRUBE MILIARDY

Lead: Instagram ostatnio przywoływany był w branżowych mediach m.in. za sprawą przeskoczenia Twittera pod względem liczby użytkowników. Już 300 mln osób korzysta z serwisu, który jakiś czas temu został przejęty przez Facebooka. Imperium Zuckerberga wyłożyło wtedy na stół okrągły miliard dolarów i mogło się wydawać, że to przesada, że trwonią pieniądze. Te komentarze schodzą na dalszy plan, gdy przywoła się dzisiejsze wycena Instagrama.

Informacja o tym na ile wyceniany jest naprawdę Instagram można znaleźć dopiero w trzecim akapicie, wrzuconą w środek zdania jakby od niechcenia i zapamiętanie jej wymaga koncentracji przy czytaniu, gdyż może umknąć… Zamiast tego możemy poznać starą cenę serwisu a także poczytać o tym, dlaczego wydaje się tyle pieniędzy na startupy. Sama treść nie jest zła – chodzi tylko o relacje do nagłówka.

Ostatni słupek na wykresie to wynikająca z poprzednich dwóch informacja, iż ponad połowa nagłówków jest adekwatnych. Są to zarówno nagłówki, które same sprawują się świetnie i nie potrzebują treści by przekazać informacje, jak i nagłówki, które stawiają pytania/tezy, na które uzyskujemy odpowiedzi.

Drugim wykresem jest relacja danej kategorii artykułów/wpisów względem zbadanego korpusu. Ponieważ podczas przyjętej metody badań, szwagier mógł przypisać kilka kategorii do jednego tekstu, ich suma nie składa się na sto procent.

Rozkład jaki można zobaczyć w gruncie rzeczy nie powinien zaskakiwać. Zdecydowana większość tekstów to informacje prasowe podane w schludny i suchy sposób. Felietonów/artykułów można doliczyć się raptem 20% co jest i tak całkiem dobrym wynikiem biorąc pod uwagę to, iż blogi techniczne rzadko, tak naprawdę, są w dzisiejszych czasach blogami.

Liczba recenzji nie zaskakuje – w końcu ile rzeczy można opisać? A teksty angażujące luźną dyskusję, nieprzepełnioną nienawiścią i wyzwiskami wśród czytelników, to wciąż rzadkość w naszym internecie.

Hejt – tej kategorii należy się drobne wytłumaczenie. Przyznawana była ona zawsze wtedy, gdy ilość treści negatywnej wynikającej z nagłówka sugerowała, iż w komentarzach dojdzie do ostrej bitwy – i co smutne, prawie zawsze się to sprawdzało.

1/3 – zapiszę to słownie, jedna trzecia(!) nagłówków zawierała zbędne emocje, które doprowadzały do ostrej wymiany zdań w komentarzach. Oczywiście, nie mając odpowiednich danych, nie można powiązać tych tekstów z dochodami serwisów i redakcji, więc wysnuwanie wniosków o tym, że aktualny Internet zarabia na nienawiści bratniej, było by daleko idącym bezpodstawnym oskarżeniem, z drugiej jednak strony… statystyki nie kłamią*.

ONETykietę prasową pora zawalczyć

Pozostaje więc odpowiedzieć na pytanie, co z czytelnikami robią nagłówki….

… ale, sądzę moi drodzy, że na to pytanie już nie muszę odpowiadać. Bo wiedzieliście o tym w momencie kliknięcia w TEN nagłówek.

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w nowym nadchodzącym roku.

* „Statystyka nie kłamie. Kłamią jedynie statystycy.”

 

inne

Komentarze