Czas - drugi

Stała po środku drogi, zagubiona – jednocześnie jednak była tam, gdzie chciała być.

Słońce chyliło się ku zachodowi – pomarańczowe światło łagodnie obejmowało kolejne budynki centrum. Setki bilboardów, które mijała zmieniało powoli kolor a ulice płynęły żółtymi kolorami. Wieżowce, choć ustawione jeden koło drugiego, to jednak pozwalały bezproblemowo oglądać zachód. Tysiące szklanych fasad odbijało w końcu ten przepiękny widok i choć każda jedna konstrukcja wyrastająca z ziemi wprost w niebo wydawała się osobna, to skrupulatnie poprzeplata setkami kabli wydawała się żyć wspólnie z innymi, tworząc coś w rodzaju miejskiej dżungli. Czarne kropki na liniach energetycznych – ptaki – zagłuszały codzienne życie: ludzi, samochody, pociągi. Choć wieczór powoli się budził a mieszkańcy zaczęli zbierać się na pełne przygód eskapady, to wciąż było na tyle cicho, aby w spokoju zwiedzać ten labirynt.

Szukała tego jednego magicznego miejsca już od dawna – na facebooku dziesiątki innych członków grupy opisywało tę lokalizację do której mknęła najróżniejszymi słowami. Cudowna, przerażająca, wspaniała, straszna, przenikliwa, uspokajająca…

Szary, krótki, płaszcz, który miała na sobie, może i był przesadą w ten ciepły jesienny dzień, ale nigdy nie było wiadomo, czy aby za chwile w tym mieście nie lunie, albo… Skórzana torba wypchana gadżetami wisiała u boku, spokojnie falując przy każdym kolejnym niepewnym kroku – w końcu wciąż błądziła.

To tu? Czy jednak dalej?

Tory – to ich szukała – przecinały ulicę gdzieś w połowie długości, ciężko było jednak dokładnie określić z odległości to miejsce, gdyż ulica była naprawdę długa. Wreszcie jednak stanęła w miejscu, w którym chciała.

Historie jakich nasłuchała się i naczytała, były pełne sprzeczności, ale fanatycy urban legends mogliby nie jedno opracowanie napisać o tym miejscu. A to ktoś się rzucił z wiaduktu, a to ktoś wpadł pod lokomotywę, a to ktoś ukrył złoty pociąg, a to okazywało się, że tędy idzie spirytualna linia kolei miejskich – wszystko co sobie można było wymarzyć.

Zerknęła na zegarek – starodawna srebrna cebula, pełna cudownych grawerów poza czasem pokazywała także fazy księżyca, stan gwiazd i miesiące. Punkt dziewiętnasta. Wyciągnęła telefon i przestawiała aparat w tryb selfie – spojrzała w ekran, aby kadr ustawić najlepiej jak się da, obejmując zarówno wiadukt jak i tory, lecz to co ujrzała lekko ją przeraziło…

… bezpośrednio za nią stała biała, lekko rozmazana postać z ponurym grymasem.

Gdy tylko odwróciła się, aby skonfrontować się z istotą bezpośrednio - nie ujrzała niczego.

Lekko zakłopotana zrzuciła z ramienia torbę wprost na ziemię. Cofnęła się krok i próbując nie poruszać się zbyt gwałtownie rozejrzała się po okolicy. Na wiadukcie powoli sunął staruszek na rowerze. Obok niego stała kobieta w białym płaszczu. Porośnięte trawą tory – choć nieużywane zbyt często - wydawały się tętnić życiem zwierzęcym. Nic jednak nie przykuło jej uwagi.

Zjawa?

Powietrze przed nią lekko zafalowało a w uszach zadudniło cichym biciem serca. Teraz była już pewna. Istota, która zjawiła się przed nią byłą trudna do opisania – nieokreślona – pozbawiona prawdziwego ciała. Szept, który wdarł się do głowy dziewczyny wydawał się pochodzić znikąd, ale jednak dało się odczuć, iż stworzyła go szkaradna zjawa.

- Zobacz mnie a zjem twą duszę. Spójrz mi w oczy a pochłonę cię całą!

Śmiech rozdarł na moment okolicę, równie nagle jednak zrobił to donośny krzyk, który pojawił się chwilę później – a zjawa nagle upadała. Tuż przy niej stała dziewczyna – ta sama co wcześniej. Jednak trochę inna…

Rozpięty płaszcz odkrywał srebrne ubranie pełne tajemniczych rysunków, niby hieroglifów – w dłoni dzierżyła srebrną rozkładaną pałkę, przystawioną do głowy potwora…

- Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy – powiedziała spokojnie spoglądając z pogardą na zjawę. – Choć nie, czekaj. Jednak zrobię.

Uniosła do góry pałkę, jednak nie zdążyła uderzyć, gdyż tajemna istota lekko się rozmazując uskoczyła w bok – nieskutecznie. Nim ktokolwiek zdążył by się zorientować, w ułamku sekundy, dziewczyna doskoczyła do przeciwnika umieszczając kij w jego brzuchu z całej siły. Przeraźliwy krzyk, który rozniósł się w tym momencie rozdarł niebo… nikt jednak nie zwrócił nań uwagi.

- Czym? – zapytała zjawa.

Higa - tak brzmiało jej imię – nie była przeciętną nastolatką. Właściwie daleko jej było nawet do przeciętnego człowieka. Była Argensem – rodem zrodzonym dawno temu w celu walki ze strasznymi potworami panoszącymi po planecie i choć wieki się zmieniały, a nowe technologie przybywały – to jej ród wciąż walczył. I walczy dalej.

- Twoją zgubą. – Odpowiedziała zdecydowanie, zakręciła srebrzystą pałką i przygotowała się do ataku. – Nie uciekniesz.

Tajemnicza istota miała jednak inne plany. Widząc, iż nie ma do czynienia z kolejnym niefrasobliwym dzieciakiem żądnym niewytłumaczalnych przygód a kimś kto jest w stanie zadać niematerialnemu bytowi faktyczne szkody – stworzenie astralne postanowiło uciec, rozmyło się więc, ale po chwili przybrało ponownie prawie stałą strukturę - ku swemu zaskoczeniu.

- Wiry czasu. Strefa, w której się znajdujemy jest szczelnie zamknięta i odgrodzona od płynącego poza nią czasu. Powtarzam. Nie uciekniesz.

Dziewczyna w tym momencie praktycznie zniknęła – choć tak naprawdę tak niezwykle szybko doskoczyła o przeciwnika podcinając go i następnie wymierzając solidne uderzenie prosto w tył głowy. Zjawa jednak nie miała zamiaru poddać się tak łatwo. Wykrzeszając resztki sił krzyknęła wprost w nastolatkę co odrzuciło tę że w tył o kilkanaście metrów.

- Nie! Nie masz szans ze mną. Jestem stworzony przez próżność i negatywną energię tego miejsca i to ja nim władam! Ja!

W odpowiedzi Higa tylko się uśmiechnęła – istotę, którą przed sobą miała, jej rodzina nazywała Duchem. Ten jednak był całkiem inny od tych z którymi do czynienia mieli jej dziadkowie – powstała z nowoczesnej technologii. Selfiki, zapatrzenie w telefon, oderwanie od rzeczywistości – te negatywne przywary wraz z emocjami im panującymi tworzyły takie zjawy. Dzięki temu potrafiły wykorzystując telefony, tablety i komputery rozprzestrzeniać swoje macki i żywić się energią innych. Dlatego to miejsce było tak popularne – i tym samym przeklęte. Dziewczyna jednak wiedziała, że stwór nie miał racji w jednym – teraz to ona rządziła tym miejscem i zamierzała mu dosadnie to pokazać.

Szybkość – tego nigdy jej nie brakowało. Nawet bez zegarka Argensów jej ruchy były prawie, że niemożliwe dla ludzkiego ciała, ale gdy w jej posiadaniu była machina pozwalająca dowolnie manipulować czasem, stawała się niepowstrzymaną maszyną do niszczenia. Nie zważając na ryk ducha doskoczyła do niego ponownie w celu uderzenia srebrnym kijem – choć trudno było spodziewać się obrażeń podobnych do tych zadanych człowiekowi – to jednak każdy kontakt z pałką był dla niematerialnych istot w pewien sposób bolesny. Odbierał im ich energię. Wystarczyło odpowiednio długo zadawać ciosy, aby odesłać zmory w czeluścią piekieł, czy tam skądkolwiek przyszły.

[...]

Stała po środku drogi, zagubiona – jednocześnie jednak była tam, gdzie chciała być. Jej biały płaszcz, delikatnie zabrudzony u dołu, praktycznie dotykał ziemi. Jasno białe włosy spokojnie opadały na ramiona. Dzierżyła w dłoni karabin i czekała na odpowiedni moment.

Choć jej siostra w takich sytuacjach była zdecydowanie dużo mniej finezyjna, była jednak też mniej skuteczna. Srebrna pałka nie miała po prostu takiej mocy jak srebrne naboje kalibru 7,62. A takimi właśnie była załadowana po brzegi broń, którą trzymała Cupra.

Czekała tylko na odpowiedni moment – na chwilę, w której zjawa będzie na tyle osłabiona by zniszczyć ją jednym celnym strzałem.

[…]

Potwór nie chciał jednak się poddać – walcząc o swe życie, tak jakby naprawdę istniało i było ważne. Raz co raz odgryzał się, wykorzystywał podmuchy wiatru wywołane krzykiem i uskoki aby tylko uniknąć ciosów Higi. Ta jednak również walczyła z całych sił, aby tylko unicestwić zjawę. Urodzona, wychowana – można by rzecz: stworzona – by walczyć z potworami.

Odchodząc spokojnie w stronę wiaduktu, dziewczyna kątem oka zobaczyła, iż zamknięta strefa czasu powoli się rozpływała. Nie miała zbyt wiele czasu – musiała wymęczyć na tyle zjawę by jeden strzał był w stanie ją unicestwić.

Jeszcze cios, lub dwa i powinno wystarczyć – pomyślał, po czym natychmiast ponownie przystąpiła do ataku. Szybko dobiegając do ducha ominęła głośny ryk i zadała cios w niematerialną strukturę. Potwór poczuł to – odrzucony siłą uderzenie na znajdujący się przy torach znak osunął się po chwili na ziemię – był już u kresu sił.

- Dlaczego, dlaczego mi to robisz?! – zawył złowieszczo, rozdzierając niebo. – Co ja ci zrobiłem?!

- Dziwne pytania. Jesteś złem wcielonym. Giń! – gdy miała już zadać ostateczny cios, chwile przed pęknięciem wirów, coś zatrzymało srebrną pałkę. To, co wydarzyło się potem trwało ułamki sekund, lecz dla Higi wydawało się wiecznością i na pewno było ogromnym zaskoczeniem.

Znikąd pojawił się wysoki mężczyzna, który dziwnie wyglądającym mieczem zablokował uderzenie. Jednym, szybkim i precyzyjnym kopniakiem w brzuch, odesłał dziewczynę kilka metrów w tył. Po czym ustawił się do ataku przygotowując miecz do zadania śmiertelnego cięcia – lecz nie w zjawę. W tym jednak momencie pękły ściany zamkniętej strefy czasu – a przed śmiercią uratował Higę strzał, który wymierzony był prosto w rękojeść miecza. Cupra strzeliła jeszcze raz, lecz tym razem tajemniczy mężczyzna nie dał się zaskoczyć i uskoczył w bok. Kolejne pociski chybiały go o dosłownie centymetry, gdy lawirował między nimi jak baletnica – w tym czasie duch zniknął, rozpływając się… niczym duch.

- Higa! – Krzyknęła białowłosa dziewczyna. – Żyjesz? – W odpowiedzi usłyszała tylko ciche jęknięcie. – Kim jesteś? – zapytała mierząc raz jeszcze z karabinu w przeciwnika.

Ten uśmiechnął się tylko przez moment i on również rozpłynął się niczym duch.

[…]

W samochodzie, którym natychmiast uciekły z miejsca walki, panowała w tym momencie cisza. Przerywało ją tylko stukanie palcami o kierownice prowadzącej auto Anty, trzeciej z sióstr.

- Cholera – powiedziała wreszcie na głos. – Żeby właśnie teraz. Teraz gdy jesteśmy w takim stanie.

- Spokojnie – Cupra przerwała milczenie. – Nawet jeśli to żelazny anioł, to nie uważam abyśmy musiały się obawiać. W trójkę na pewno damy mu radę.

- Oby.

Anty spojrzała raz jeszcze we wsteczne lusterko, gdzie zobaczyła siedzące na tylnej kanapie siostry – poobijaną, półprzytomną Higę i Cuprę trzymającą roztrzęsionymi rękoma karabin. – Oby.