Czym kierujecie się przy wyborze laptopa…

… bo ja tym, by zapierał dech w piersiach.

Historia laptopów w moim posiadaniu jest długa, nudna i raczej pokrętna. Skrócę ją teraz dla was do 5 zdań i podsumowania, aby nie zanudzać i szybko przejść do sedna.

Pierwszy laptop jaki dostałem (nawet nie kupiłem sam) był nudny. Kupili go rodzice – paredziesiąt lat temu. Kolejne już wybierałem sam i zaczynając od spektakularnego szczotkowanego metalu na obudowie HP ProBooka, poprzez niepokonanego ultralekkiego i wydajnego Vaio Pro 13, zamknąłem stawkę horrendalnie drogim tabletem działającym prawie jak normalna potężna stacjonarna bestia czyli Surface Pro 4 z i7 na pokładzie. Każdy z nich miał to coś – coś niesamowitego. Nie tylko osiągi - bo one też zawsze szły w parze - ale też jakiś szczegół, który sprawiał, że gdy inni chwalili się swoimi modelami, wtedy ja wchodziłem na scenę, cały na biało, na koniu i zgarniałem oklaski nawet od kierowcy autobusu!

Taki dziwak ze mnie, wiecie…

Gdy nadeszła więc chwila na to by ze smutkiem pożegnać Izette (imię Surface Pro 4ki) – wiedziałem, że kolejny modelu musi być równie zapierający dech w piersiach co poprzednie. Tylko jak to zrobić? Miałem już ładny biznesowy model. Miałem już sprzęt przy którym MacBooki Air kładły po sobie uszy. Miałem tablet, który zawstydzał większość laptopów z górnej półki. Jak to przebić? Jak żyć? 

Gdzie moja wyjątkowość miała by tym razem się odnaleźć? Czym zaskoczyć kolegów i koleżanki? Jak sprawić by zawyli z zachwytu a jednocześnie zzielenieli z zazdrości?

Długo się nad tym zastanawiałem i szukałem odpowiednich maszyn. Zwłaszcza, że miało być:

  • mocno
  • lekko
  • mało

Czyli max 14 cali, i7 i mniej niż 1,2 kg.

Ok. Jest kilka sprzętów, które są w stanie zapewnić te parametry. Przyznaje, że moim faworytem przez dłuższy czas był ThinkPad X1 Carbon. Ten maluszek jednak nie miał tego czegoś. Tego czegoś niesamowitego. Za plecami aktualnej wersji, historycznie upchano już 5 poprzednich wersji, które były równie małe i równie lekkie. A poza tym każdy już miał to cacko. KAŻDY! 

Smutek mnie ogarniał. Rozpacz dosięgała. Rozważałem aby może jednak pójść w DELLA XPS, albo HPka jakiegoś. Może Lenovo Yoga? Huwawei, czy jak się tam ich pisze, też miał teraz niezłego cudaka w swym portfolio. Może, może, może.

Może za to wy tutaj wyobraźcie sobie mnie wyrywającego własne włosy z głowy, gdy nagle…

… pojawia się on.

Wpierw nieśmiało – staje przed mną, ale tak bym w całości nie mógł go zobaczyć. Po chwili jednak kuca tuż obok, abym w całości podziwiał coś absolutnie niesamowitego.

Ściąga okulary przeciwsłoneczne i mówi słodkim głosem.

- Kup mnie!

Nie zastanawiałem się – rzuciłem kartą kredytową w ekran. Niestety, zapomniałem że jeszcze nie jesteśmy w XXII wieku i zakupy online tak nie działają. Więc czym prędzej popędziłem do jakiegoś sklepu online i zakupiłem bestię praktycznie nie szukając w niej wad.

Bo jedyne co było ważne to, aby gdy przyjdzie odpowiednia chwila – wyszedł na scenę i gdy ja krzyknę do niego, że jest breathteaking, on odkrzyknął:

- Jasne stary, odpalam Cyberpunka i nie mam czkawki!