Czym kierujecie się przy wyborze smartfona…

... bo ja tym, aby mnie uzależnił!

Panie Max, jak to? - zapytacie. - Dlaczego ma cię ten nieszczęsny smartfon uzależnić? Dlaczego chcesz aby twoja interakcja z kawałkiem elektroniki przerodziła się w pokrętną, intymną i psychodeliczną podróż przez różne stadia uzależnienia i skończyła na terapii w bliżej nieokreślonym ośrodku odwykowym gdzieś w górach Izerskich. 

Bo lubię góry Izerskie?

Czym dla was jest smartfon - ta kostka którą nosicie w kieszeni/torebce? Przedłużeniem ręki, zastępstwem komputera, oknem na świat, źródłem informacji? Mógłbym pewnie kolejne funkcje wymieniać godzinami, więc pozwólcie że skrócę je do jednej - najważniejszej.

Czy smartfon dla was jest niezbędny - niezależnie od funkcji, którą sprawuje? Czy zabieracie go ze sobą zawsze? Czy czujecie się niepewnie i macie nerwowe odruchy gdy tylko zauważyliście, że być może zapomnieliście tegoż smartfona? Ale potem okazuje się, że wcale nie zapomnieliście, ale uczucie niepokoju was nie opuszcza. Czy denerwujecie się gdy ktoś niepowołany dotyka waszego sprzętu - bo w końcu może zepsuć, upuścić, przestawić - zrobić coś co sprawi, iż będziecie się czuć źle? Czy gdybyście go stracili, wasze życie by uległo znaczącemu pogorszeniu?

Jeśli choć przy jednym z tych pytań zawahaliście się - gratulacje, jesteście już straceni. Tak jak ja…

Więc jak wybieram tego smartfona - jakim faktycznym kryterium jest uzależnienie? Czym się cechuje?

Po pierwsze musi być wygodny - mam małe dłonie, więc 6 calowe przysłowiowe “paletki” odpadają. Jeśli jedną ręką nie jestem w stanie sięgnąć w przeciwległy kąt ekranu to sprzęt już jest spisany na straty. I nie, dziwne wynalazki magicznie zmniejszające ekrany nie wchodzą w grę - jaki jest sens w kupowaniu wielkopowierzchniowych ekranów jeśli jakieś magiczne oprogramowanie musi zmniejszyć o połowę przestrzeń wyświetlaną aby można było nacisnąć strzałkę w tył. Toż to idiotyzm - i jeszcze sprzedają nam to jako feature.

O, i jeszcze jedno nie, druga ręka nie wchodzi w grę - ja chce odebrać telefon jedząc kebaba.

Po drugie smartfon musi mnie trochę traktować jak idiotę. Tzn. generalnie to nie. Niech mnie traktuje jak geniusza, ale czasami, gdy mam totalne zaćmienie mózgu chciałbym aby traktował mnie jak idiotę i wyjaśnił wszystko krok po kroku - jak przeciętnemu Amerykaninowi. O.

Po trzecie. Nie zmulał. To niby proste a niby trudne. Jeśli otwieram listę kontaktów i muszę czekać sekundę aby się załadowała, to git - poczekam. Jeśli jednak przewijam facebooka i widzę zamiast smukłej animacji, delikatne zgrzyty, kulawa rwica mnie strzela. Ot. Proste, a niby trudne.

Więc - więc myślicie sobie, że to nie dużo. Myślicie - Max, nie powinieneś mieć problemów ze znalezieniem smartfona idealnego, takiego który bez problemu uzależnia rozmiarem, prowadzeniem za rączkę i responsywnością - a jednak jest to problem. Bo jest jeszcze czwarty bardzo ważny element w teorii uzależnienia, który jest też elementem prawdziwego uzależnienia. Otóż uzależnionego musi być stać na używkę - więc cena smartfonu jest istotna i wszystko powyżej kwoty minimalnego polskiego wynagrodzenia jest dla mnie nieakceptowalne. 

No i wyłania nam się obraz idealnej używki - która sprawia że z ciężkim trudem patrzę już ludziom w oczy podczas rozmowy i zdecydowanie bardziej wolę patrzeć w ekran na którym wszystko płynnie działa, wszystko mogę sięgnąć i wszędzie jestem prowadzony za rączkę. To miłe. Milsze niż interakcja z ludźmi.

Za moje uzależnienie odpowiedzialny jest więc tylko i wyłącznie Steve Jobs.