Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Gdy Bóg stał się Użyszkodnikiem

Oto jednoczęściowa historia o tym jak bogowie stali się ludźmi, a ludzie bogami. Dodatkowo polejemy opowiastkę HotZlotem aby zapunktować i zebrać jeszcze więcej komentarzy, gdyż jak już się nie raz przyznałem tylko na tym mi zależy.

Dodatkowa adnotacja - Temat podkradłem Januszkowi, bo widząc, że On się nie zabiera do pisania, postanowiłem go wyprzedzić i skorzystać z jakże przezabawnej historyjki, która nas spotkała.

Ale nie tylko mnie i Januszka. Nie mniej, wszystko po kolei.

r   e   k   l   a   m   a

Ku mej radości na HotZlot i z powrotem miałem okazje jechać razem z niezwykle narwaną paczką niesamowitych osobliwości – niestety to powrotna droga ma swoje pięć minut w postaci tego blagu. Głównym kierowcą naszego rydwanu zajebistości był postawny Shaki, chłop jak dąb – to przyznać mu trza. Wyśmienitym pilotem okazał się wspomniany już Januszek, który swą wiedzą i pomysłowością wbijania gwoździ w deski zaskakiwał nawet mnie. Białą Renówkę dopełniał nieokiełznany Kubutu.

Nie należy zapomnieć i o mnie – wysoki, szczupły, przystojny, mądry i czy wspomniałem już, że przystojny… MaXDemage.

Przenieśmy się do miejsca i czasu właściwego: okolice Piły, godzina już trochę leniwa. Biała strzała zajechała na stację paliw, aby napić się trochę życiodajnego płynu. My w tym czasie udaliśmy się pochłonąć Orlenowskie HotDogi myśląc wciąż o HotZlocie. Po wyjściu i zajechaniu na parking obok spostrzegliśmy tajemniczy płyn wydobywający się spod przedniej części samochodu. Szybkie oględziny w wykonaniu Shakiego i wspólnymi siłami doszliśmy do wniosku, iż wycieka nam "woda" z chłodnicy.

Tutaj potrzebna jest mała dygresja – osobiście nie znam się na samochodach ani trochę. No chyba, że na takich w GranTourismo … ale tylko takich.

Nie zastanawiając się długo właściciel pojazdu udał się na stację, aby błagać o pomoc. Nie wiem, jakich magicznych inkantacji użył, ale raptem 5 minut później, nim jeszcze zdołaliśmy skończyć jeść nasze gorące pieski, na horyzoncie pojawiła się rozklekotana niebieska furgonetka. Z tego jakże tajemniczego pojazdu niezbyt śpiesznie wysnuł się podejrzany Pan w niebieskim ubraniu roboczym.

Zacznijmy akcję właściwą. Nim przyjechał Pan Specjalista Od Pojazdów pochyliliśmy się wszyscy nad silnikiem nie widząc nic specjalnego. Coś ciekło, ale co dokładnie, tego nie potrafiliśmy za Chiny stwierdzić. Macaliśmy tu, macaliśmy tam – mimo naszych troskliwych dotknięć niewiasta nie chciała okazać słabości. Tymczasem Pan Specjalista Od Pojazdów podszedł do Reni, zerknął na silnik, zerknął pod silnik i nie słuchając nikogo włożył rękę w silnik. Zarówno Januszek jak i Shaki chcieli coś powiedzieć, coś wskazać – na próżno. Zdołałem zaledwie mrugnąć raz, może dwa a tajemniczy mechanik wyciągnął już rękę – ku memu, i na pewno nie tylko memu, zaskoczeniu w ręce tej znajdowała się bliżej nieokreślona rura.

- K**** poszła k**** uszczelka, wysunęło się k**** coś, coś coś k****, bla bla k***** bla, technikalia k*****, bla bla, k**** trzeba kupić bla k**** bla…

Zarzucił nie do końca zrozumiałym żargonem. Uradowani faktem, że problem się znalazł tak szybko, przyklasnęliśmy i w spokoju odsunęliśmy się dając więcej przestrzeni specowi. Tu jednak wyszło nieoczekiwane nieprzygotowanie ze strony mechanika – nie miał kluczy. Racząc nas krótkim: k*** oddalił się i obiecał wrócić za 5 minut.

Powrócił z jednymi kombinerkami i niczym MacGyver zabrał się za naprawę białej Renówki.

Historia ta jest w sumie dłuższa i ma w sobie niejeden zaskakujący zwrot akcji, włączywszy w to kolegę tirowca, nieznajomego bez koszulki i drugie kombinerki, ale już w tym momencie chciałbym przejść do końca i morału historii.

Gdy już wszystko było naprawione, dostaliśmy dokładne instrukcje, co kiedy zrobić, po czym ruszyliśmy w trasę. Zasiadając w pojeździe przypomnieliśmy sobie wszyscy o naszych kochanych użytkownikach będących pod nasza opieką i z zaskoczeniem stwierdziliśmy, że właśnie przeżyliśmy jeden z takich momentów. Tak, tak – staliśmy się użyszkodnikami, o których pewnie wspomniany Pan Specjalista będzie długo rozprawiał się z innymi Panami Specjalistami w formie żartów i porównań. Błahostka, którą (na moje oko) dało się naprawić jednymi kombinerkami w 3 minuty przyprawiła czterem komputerowcom nie lada problemów.

Tak oto bogowie od komputerów stali się użyszkodnikami samochodu, a osoba, która zapewne* miałaby problemy z zainstalowaniem GG stała się w naszych oczach bogiem. Na dodatek takim dobrym i prawy – co to nas nawet dużo nie policzył.

A morał tego wpisu jest bardzo, bardzo prosty moi drodzy – następnym razem jak będziecie narzekać na swoich użyszkodników, zastanówcie się czy oni nie robią w tej chwili dokładnie tego samego, narzekając właśnie na Was.

Na koniec, podobnie jak inni – bo jakieś takie chyba trendy są tutaj, a ja lubię być trendy – zapowiem wam, że mój next blag będzie o memach :)

* – Zapewne – nie dam sobie głowy uciąć. Może Pan Specjalista byłby w stanie nie tylko zainstalować GG, ale i od reki machnąć kilka programów w C#! - To by go czyniło 1000 razy bardziej AWSOME!

PS. Zdjęcie również wykonał Januszek i je takowoż ukradłem do tego wpisu... Normalnie 100% złodziejstwa w tym wpisie. 100%!
 

Komentarze