Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Historia w jednym akcie

Głośne stukanie do ogromnych drewnianych drzwi obudziło gwałtownie Maćka. Poniemiecka kamienica, w której mieszkał od kilku lat w niewielkim, wynajmowanym, czymś przypominającym lokum, miała wiele takich smaczków jak wspomniane łomoczące wrota. Olbrzymie, zielone, dębowe, miały chyba jednak chronić tylko przed nieproszonymi gośćmi, bo wielkie jak ręka szpary, ciepła na pewno nie trzymały. No ale ci nieproszeni goście, tak łatwo to dostać się nie mogli.

Namolne pukanie sprawiło w pierwszej chwili, iż przewrócił się tylko na drugi bok, jednak wystarczyła krótka chwila by wstał i kłusem doskoczył do komputera. Ułożył drążący palec na cienkim i chłodnym przełączniku. Czekał. Nic innego mu nie zostało.

Mechanizm wyglądał niczym wyjęty z postapokaliptycznego filmu. Niewielki dzyngiel odpalał domowej roboty silnik, który natychmiast generował spięcia i wyładowania magnetyczne całkowicie uszkadzając komputer oraz wszystkie dane na nim zawarte. Kolega z Ukrainy przeszmuglował plany konstrukcyjne z Chin na lewym, niezarejestrowanym pendrivie. Materiały, co prawda były powszechnie dostępne, ale wiedza o tym jak to zmontować już nie.

r   e   k   l   a   m   a

Oczy Maćka nerwowo szukały jakiegokolwiek znaku odnośnie tego, kto może go próbować nawiedzić o tak chorej godzinie. Słuch wytężony, próbował odgadnąć tożsamość pukającego. Bezskutecznie. Na jego czole zaczęły pojawiać się pierwsze krople potu, a on sam delikatnie podciągnął bokserki, w których spał.

- To ja! Kryśka! – ni to głośno, ni to cicho, wydobył się męski głos.
- Jezu Chryste – rzekł do siebie Maciek, po czym starł pot z czoła. Odetchnął z ulgą nie ukrywając swojego zadowolenia. Nie musiał palić komputera ani swoich danych, jego własnej tożsamości. Ubrał spodnie na tyłek i powolutku udał się do przedpokoju. – Idioto, chciałeś abym zszedł na zawał – mówiąc to otworzył drzwi.
- Wiedziałem, że spisz, bo próbowałem się dodzwonić do ciebie od godziny. Stary jest już godzina dziewiąta, lada moment będziemy się zbierać do nory.
- O żesz ty, faktycznie.

Chłopak był zaskoczony, iż przespał budzik, który miał zadzwonić o w pół do siódmej. Odkąd musiał pozbyć się piosenki Shakiry z telefonu, standardowy dżingiel jakoś nie może zerwać go na nogi. Już blisko dwa lata minęły, ale sytuacja się nie zmieniała… może już nadszedł czas aby kupić taki duży stojący budzik.

- Masz pliki? – zapytał Kryśka.
- Oczywiście, nie po to siedziałem całą noc nad tym popierdzielonym programem, aby ich nie mieć na dzisiaj.
- Dało radę? – tym razem w pytaniu było sporo niepewności.
- Dało, dało. Crack zadziałał bez problemu. Zresztą, co ja będę mówił, odpal sobie kompa i zobacz. Co InDesign to jednak InDesign. Co prawda możemy za to pójść siedzieć na dobre kilkanaście lat, ale póki nie podłączysz Internetu, będzie ok. Sprawa jest warta tego.
- Ha, no tak. Wczoraj rozmawiałem z dziadkiem, jak mu powiedziałem, że będziemy drukować ulotki, to nie mógł mu zejść banan z twarzy. Normalnie pochwalił mnie. Wyobrażasz to sobie? Mówił, że jest jak za dawnych czasów, że jego dziadek walczył w podziemiu, on walczył w podziemiu…
- Ta wiem. Ty też teraz walczysz w podziemiu – Maciek właśnie skończył się ubierać i pojawił się w drzwiach. – Choć Kryśka. Jedziemy na norę.
- A kabel?
- No tak, prawie bym zapomniał.

Jednym z warunków dostania się do nory było posiadanie własnego kabla ethernetowego, laptop i duży dysk twardy były oczywistościami, więc nie trzeba było o nich nawet przypominać.

Czekając na tramwaj Maciek sprawdził telefonem rozkład jazdy. Koszt około kilkunastu groszy, ale cóż poradzić skoro nie można było mieć kopii w pamięci. Zresztą, śpieszyło im się – w norze mieli być za dwa kwadranse, aby przekazać wszystkim pliki i rozporządzić akcją wywieszania ulotek.

Na horyzoncie pojawiły się jednak kłopoty. Dwóch policjantów chodziło po drugiej stronie ulicy i sprawdzało legalność emptrójek w poszczególnych odtwarzaczach muzyki. Właśnie w tym momencie złapali młodo wyglądającą kobietę do kontroli. Miała na oko dwadzieścia, może dwadzieścia pięć lat. Studentka jak by nie patrzył. Próbowała ich wyminąć, ale oni byli szybsi. Zaszli jej drogę i jednym tylko gestem kazali pokazać czego słucha. Zaskakujące było to jak wiele można uzyskać prostymi komendami.

Wystraszona dziewczyna bez najmniejszego zająknięcia pokazała swojego niebieskiego iPoda, choć ręce jej lekko drżały. Jeden z funkcjonariuszy chwycił urządzenie i zaczął przeglądać listę odtwarzanych piosenek. Drugi w tym czasie sczytywał dane osobowe z chipa, który to podejrzana miała wszczepiony pod skórę. Chwile potem mogli już sprawdzić, czy to co widzieli zgadzało się z tym, co dostawca internetowy zarejestrował.
Maciek trochę się bał – wiedział dobrze, iż ma przy sobie tyle płyt z nielegalnymi rzeczami, że poszedł by na lata do więzienia, nie wspominając o tym, że posadzono by zapewne całą jego rodzinę, tak o, dla przykładu. Mimo tego próbował ze wszystkich sił udawać absolutnie normalnego uczestnika codziennego życia. Żadnych gwałtownych ruchów. Żadnego uciekania. Żadnego niepotrzebnego chowania torby. Niestety bezskutecznie – policjanci, gdy okazało się, iż dziewczyna była czysta jak łza, szybko znaleźli sobie nowy cel. Najmłodziej wyglądających chłopaków w okolicy. Jego i Kryśke.

- Uciekaj! – Krzyknął szturchając zagapionego kolegę. – Psy!

To jedno hasło wystarczyło aby zmobilizować towarzysza do karkołomnej pogoni w kierunku bliżej nieokreślonym. Byle dalej. On sam tymczasem postanowił pobiec do stacji benzynowej gdzie chciał pozbyć się wszystkich płyt. Wiedział dobrze, że policjanci namierzą go i tak, więc wolał udawać, że po prostu się wystraszył, niż tłumaczyć się skąd ma nielegalne oprogramowanie.

Biegł ile tylko miał sił w nogach – przypływ adrenaliny z pewnością pomagał.

Zakręcił w stronę ubikacji i otworzył drzwi kopniakiem.

Schował się w jednej z kabin, zatrzasnął drzwiczki i natychmiast zaczął wyciągać z torby kontrabandę.

W tym momencie usłyszał jak do kibla z hukiem wpadają policjanci. Byli mocno zasapani, ale wiedzieli, że nikt tam już im nie ucieknie. Nie spieszyli się.

Podeszli do pierwszej kabiny, ale była pusta.

W tym czasie Maciek wrzucił pendrivy i minicd do kibla po czym spłukał wodę.

Szum zwrócił uwagę funkcjonariuszy. Zapukali więc do kabiny skąd dobiegły do nich odgłosy.

- Otwierać, policja! – po chwili powtórzyli bardziej stanowczo waląc w drzwi z całej siły. – Otwierać!

Został mu jeden pendrive, ten najważniejszy. Nie zastanawiając się długo wepchnął go sobie najgłębiej do gardła jak mógł, o mało co nie wymiotując. Uczucie było ohydne, ale czego nie robiło się w walce o wolność.

*

Jednym z powodów dla których Adel należała do Wolnego Ruchu Internetowego był Maciek. Gdy spotkała go po raz pierwszy podczas manifestacji pod pałacem prezydenckim, zakochała się prawie od razu. Był charyzmatyczny, szybko podejmował decyzje i potrafił porwać tłumy. Do tego jego nonszalancki uśmiech i kaloryfer na brzuchu – śmiała się w myślach. Połowa lipca, strasznie gorąco – stał bez koszulki i protestował. Gdy go poznała osobiście kilka dni później, strzała Amora wbiła się jeszcze głębiej w jej serce. To był mężczyzn z jej snów – walczący o prawdę, o wolność o to, aby każdy mógł utkać swoją własną tożsamość w Internecie. Koncerny medialne musiały odejść. Rząd musiał odejść. Musiała powstać anarchia i dopiero wtedy – wspólnie, on i ona – można było tworzyć nową przyszłość, gdzie Internet były bez jakiejkolwiek cenzury. Gdzie można by było wypowiadać się w dowolnej sprawie. Gdzie prawa własności nie miały być racji bytu.

Teraz jednak czekała, aż przyjedzie do nory razem z projektem ulotek, które mieli wydrukować i rozwiesić w całym mieście. Niestety coraz dłużej go nie było.
- Może coś mu się stało? – zapytała cicho siedzącego obok niej Dawida.
- Jemu? Coś ty. Kryśka z nim jest. Poradza sobie jakby co. Nie ma co mu suszyć głowy. Przybędzie. Zobaczysz.

*

Drzwi od kabiny otworzyły się z hukiem a w nich pokazali się policjanci. Ku ich zaskoczeniu nie ujrzeli jednak Maćka. Zamiast niego na kiblu z wybrudzonym papierem siedział starszy facet z miną jakby zaraz ponownie miał wypełnić muszlę.

- Przepraszam. Nie zdążyłem się podetrzeć. – Próbował wybełkotać.

W tym samym czasie poszukiwany chłopak powoli wymykał się z żeńskiej ubikacji, do której wbiegł. Za każdym razem ta taktyka działała – o dziwo „psy” wybierały męską.

Choć co chwile odbijało mu się posmakiem metalicznym, próbował iść nie zwracając na siebie uwagi. Nie wiedział jak długo jeszcze wytrzyma, ale w głębi ducha śmiał się ze swojej pomysłowości. Po chwili jednak zaczął zastanawiać się jak do cholery uda mu się wyciągnąć tego pendriva powrotem i czy będzie on w stanie do użytku. – Może to jednak był zły pomysł?

*

Pojawił się w drzwiach nagle. Wyglądał jak duch. Był cały blady, śmierdziało od niego wymiocinami i dodatkowo wciąż próbował złapać oddech. Adel bez zastanowienia doskoczyła do niego obejmując w pół i pomagając usiąść na najbliższej sofie. Nora choć niewielka była przytulnie urządzona i mogła pomieścić kilkanaście osób z laptopami i switchami.

- Dajcie mu trochę miejsca! Oddychaj. Wszystko w porządku?
- Jezusiczku! Wyglądasz marnie, niczym osioł ze Shreka siedem!
- Tak też się czuje Dawid. Trzymaj – mówiąc to wyciągnął pendrivea z kieszeni. – Tu jest projekt ulotki. Miałem małe problemy z policją, na szczęście zgubiłem ich.
- Byłeś w zasięgu? – zapytała zaniepokojona Adel.
- Nie sądzę. Zresztą nie mieli kiedy sczytać chipa. Wszystko działo się tak nagle. Zgubiłem gdzieś Kryskę, bałwana jednego. Pobiegł przed siebie, nie zastanawiając się w ogóle.

Po odebraniu od Maćka pamięci, Dawid przeniósł się do swojego komputera. Wiedział dobrze, że ma do zrobienia swoją działkę i teraz od niego zależał sukces akcji.

Kilka lat temu, gdy cała ta wojna zaczęła się na dobre był doradcą w ówczesnym rządzie. Wiedział dokładnie jak sprawy wyglądały i dlaczego wszystko skończyło się takim wielkim bagnem. Niestety nie mógł wtedy zrobić nic. Był młody i głupi. Choć teraz wiedział, że i tak by nic nie zrobił – ludzie wiedzieli swoje. Rządy wiedziały swoje. Poza tym, nie chodziło o władze – tak samo jak dzisiaj nie chodzi o to by ktokolwiek przyznawał się do winy. Chodzi o samą walkę.

Zrozumiał to gdy spotkał Maćka – to on wytłumaczył mu czym tak naprawdę były te wszystkie regulacje i czym jest ich podziemny ruch. Tylko ten jeden chłopak wiedział dlaczego ludzie walczą, dlaczego przemycają przez granice pendrivy z utworami i filmami, dlaczego tworzą szyfrowane sieci. Sensu nabrał nawet fakt istnienia drugiego dna Internetu po Chińskiej stronie – chodziło tylko i wyłącznie o…

Skopiował pliki na kilka innych penów i rozdał podwładnym.

- Kraków, Wrocław, Łódź, Gdynia i Szczecin, reszta będzie w waszych rękach. Tylko pamiętajcie, nie przesyłajcie tego Internetem. My zaraz ruszamy z drukiem i w nocy rozwiesimy. Niech cały świat dowie się prawdy. Nie było żadnego zagrożenia ze strony hakerów, nie trzeba było wprowadzać stanu wojennego. Odzyskamy nasz kraj i wolność Internetu!

Reszta jego wypowiedzi był zagłuszona brawami i krzykami obecnych. W tym czasie Maciek dochodził do siebie, uśmiechając się pod nosem. Nareszcie spełniało się jego marzenie.

Wojna dopiero miała się zacząć.

*


 

internet hobby inne

Komentarze