Krótka seria o tym jak stałem się sceptykiem...
liczba publikacji: 3pierwszy wpis: 25 Lutego 2014ostatni wpis: 18 Stycznia 2015

Dużo czytania, dużo myślenia, mało zdjęć. Dlaczego era Post PC to ściema i w jakim kierunku idzie świat gestów, co jest nie tak z naszymi ubraniami... A niebawem jeszcze więcej.

O tym jak stałem się pecetosceptykiem

Dużo w moim życiu zmieniło się gdy po raz pierwszy zrozumiałem potęgę internetu w komórce. Przechwalając się jakoby mogłem nagle w roku 2011 z pomocą marnego Desire podłączyć się do zdalnego pulpitu komputera oddalonego o 300 km od mojego aktualnego miejsca pobytu nie rozumiałem wtedy jak bardzo ważny moment mam przed oczyma. Wtedy to była ekstrawagancja, teraz jest to normatyw. Przeciętny, nieszczególny normatyw.

Zacznijmy jednak od bębnów

W Afryce – kontynencie, a nie państwie, jak niektórzy sądzą – bębny były znakomitym środkiem komunikacji.

O tym jak stałem się „gestosceptykiem”

Pewnego dnia, pewna bardzo ładna nauczycielka klasy I podstawówki, prowadząc akurat lekcje języka angielskiego zapisała na tablicy słowo: table. Stół, jak mniemacie słusznie. Dzieci podniosły się ochoczo z ławek, ich łapki wystrzeliły w górę – one wiedziały dokładnie jak przetłumaczyć to słowo na język polski.

O tym jak stałem się ubraniosceptykiem

(Przy czytaniu polecam zapuścić w pętlę następujący kawałek: link do Blumenkranz - dlaczego, zrozumiecie jak skończycie)

Oj, niech tytuł was nie przeraża. Nie zamierzam paradować z nagim tyłkiem po ulicach Wrocławia. To była by przesada. Zresztą nie chodzi o ubrania zwykłe. Chodzi o te żywe. Zacznijmy jednak, jak zawsze w przypadku wpisów o sceptycyzmie od, na pierwszy rzut oka, kompletnie niezwiązanego z tematem spostrzeżenia.