Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Wywiad ze zwierzakiem blagera

Zapraszam was do mojego nowego cyklu wywiadowczego. Tym razem na tapetę weźmiemy dosyć niecodzienne persony. Pupile Blagerów.

Jak mają na imię? Jakiej są rasy? Kiedy śpią? I jakie kable ostatnio przegryzły?

W pierwszej kolejności wybrałem dosyć dobrze znanego już wszystkim czytelnikom blogów, kota imieniem Jan, który na co dzień specjalizuje się w informatyce.

r   e   k   l   a   m   a

Witaj Janie, czy też raczej Jaśnie Wielmożny Kocie Janie, jak to lubi zwać Cię twa rodzina. Posiadasz dość niecodzienne imię jak na domowego przedstawiciela kotów. Zapewnie nie tylko mnie ciekawi jego geneza.

Miau. Redaktorze i istoto pytająco, witaj. Tak naprawdę imię me Kaiser de Shoneauge brzmi. Jan, jak to zwykli do mnie domownicy mawiać, to tylko przydomek. Przyzwyczaiłem się. Trudno doprawdy stwierdzić, kto wpadł na to. Czasem pozwalam sobie nań zareagować, ale generalnie mam to w… tam gdzie się czasem liżę.

Zacznijmy może od prostych spraw. Jesteś kotem informatyka, co wiąże ze sobą wiele różnych dziwnych aspektów. Programujesz, kodujesz, naprawiasz laptopy? Czy też może wręcz na odwrót – psuj literalny i najlepszy w okolicy.

Miau. Raczej to drugie, przyznać muszę. Nie mniej, po kolei. Żadnych super fajnych bonusów w byciu zwierzakiem informatyka nie ma. Mało tego, kabli więcej się pałęta pod nogami, ciepłych kocyków brak i klawiatura też do najwygodniejszych legowisk nie należy. Z doświadczenia innych przedstawicieli mojej rasy wiem, iż różnica jest też w żywieniu. Moja karma jest wykładana według ustalonego algorytmu. Ma to swe zalety oczywiście. Reszta to osobowości kwestia.

Czyli rozumiem, że magia informatyków na Ciebie nie przeszła? Wiesz, ta magia – komputer nie działa, a jak informatyk przychodzi sprawdzić to wszystko jest ok.

Miauuu. Przyznać musze, po dłuższym rozważaniu, iż w jakiś magiczny sposób uzupełniam takowe informatyczne fale. Gdy jestem w pobliżu pewnych urządzeń te automatycznie działają gorzej. Jak na przykład konsola lub BlueRay. Cóż ja na to poradzę jednak, że na konsoli tak wygodnie się śpi. [Tu Jan przerwał by polizać się po jajkach] Warto jednak nadmienić, iż urządzenia w domu mają dziwną tendencje, tak same z siebie, do włosów mych zbierania. Potem za to mi się obrywa. Strasznie nie fair.

To może zapytajmy teraz o relacje między Tobą a MaXDemage – twym właścicielem. Dobra? Zła? Miłość od pierwszego spojrzenia? A może permanentna nienawiść?

Mrrrhhhhhh. Nic z tych rzeczy. Relacja akurat dobra jest. Ja mu nogi gdy śpi wygrzewam, on mi rano karmę wykłada. Czasem czesze. Czasem pogłaszcze. Większość czasu wolnego w domu spędza, więc jest zawsze na me zamiauknięcie. Ot, prosta relacja miłości, nienawiści i obojętności. Choć czasem, przyznać muszę, chorą satysfakcję czerpię siadając mu przed monitorem gdy on zagrywa się w multiplayerowego Mass Effecta. Zwłaszcza gdy Szturmowcem gra, bo wtedy każda sekunda jest ważna. Ach jaki ubaw wtedy mam. Doprawdy.
Oczywiście system też w drugą stronę działa. W najlepsze sobie śpię, a tu nagle czerwona kropka po podłodze sobie sama lata. To ja ją haps. A ona wzium. A potem nagle okazuje się, że to Max ze swym laserem był. Gnida.

To może trochę z innej beczki. Czytasz wpisy Maxa? Jest on w końcu dość popularnym i przystojnym blagerem. Co o nich sądzisz? Dobra są? Fajne? Miałkie może?

Ach, TE blogi. Miau. Niestety muszę ich słuchać. Czytać jak zapewne domyślać się drogi redaktorzyno powinieneś, nie potrafię. Niestety to nie ratuje mnie przed wypocinami jego. Tak, zawsze gdy wstawia swój wpis, koniecznie przeczytać go na głos musi. Fanaberia, choroba psychiczna? Trudno określić. Miau. Znam jednak jego twórczość. Choć twórczość to słowo chyba zbyt mocne na te jego publikacje. Zaskakujące jednak jest to, że najlepsze perełki trzyma wciąż w zanadrzu – w sensie te, które mi się podobały. Boi się? Nie wiem, ale o tym że Internet umarł i o hot zlotowym jacuzzi to prawdziwe złoto w dziurze z gnojem. Ajć, wygadałem się chyba niepotrzebnie.
Jednak jeszcze do jego popularności się odniosę. Ta jest dla mnie miauuskoczeniem, w końcu to taki aspołeczny typ, ani przystojny, ani elokwentny z wielką sklerozą i paskudnym nawykiem. Paskudnym. Zaczyna mnie za uchem drapać i potem w najlepszym momencie przestaje.

Opowiedz nam może o Twoich komputerowych perypetiach. Jakie było Twe pierwsze spotkanie z urządzeniami bardziej zaawansowanymi pod względem mocy obliczeniowej.

Hmm. Czy przegryzienie kabli od słuchawek, można za pierwsze zetknięcie z komputerem uznać? Wątpię. Gdy Max okazjonalnie rozbiera swój komputer, lubię sobie obok posiedzieć i chłodzenie procesora powąchać. Taki nostalgiczny zapach ma ono. Gdy małym koteczkiem byłem i wielu rzeczy bałem się, chowałem się za rozgrzanym komputerem (wtedy jeszcze tak dobrze chłodzony nie był). Reszta to historia, jak to dawni rzeczą.

Szybko: Myszki na sumieniu?

Oj, z łapą na sercu przyznam się – li jedynie dwie. Jedna taki zwijany fikuśny kabelek miała. Aż żal było nie zagryzać.

Kolejne szybkie: ulubione legowisko?

Wysoko na szafie, gdzie będę miau na wszystko widok.

Wracając do spraw bardziej przyziemnych – era desktopów jest skończona? Jak sądzisz? Pytanie może wydaje się być bardzo dziwne biorąc pod uwagę, że jesteś kotem, nie mniej obracasz się w świecie informatyki, masz informatycznego Pana, a także 3 laptopy na stanie. Teoretycznie rzecz biorąc twoja opinia powinna być bliska prawdy i miarodajna~!

Desktopy, mhm? Mój koci instynkt podpowiada mi, że jeszcze sporo żwirku w kuwecie usypie się nim ze świadomości ludzi komputery stacjonarne zginą. Faktem jest, że coraz częściej ich rolę laptopy mocne przejmują. Choć wielu chciało by wtórować tezie, iż to tablety i smartfony normalny rynek zawojują, sądzę jednak ja, że póki co, dopiero prawdziwa era notebooków nastanie. W erze tej powoli już jesteśmy, gdzie wszędzie takie mobilne platformy stawia się, nawet w biurach. Nic pracy z myszką i fizyczną klawiaturą nie zastąpi. Miau.

[Khe, khe] - Wybacz, kłaczek.

Oczywiście wielu prężnych potentatów różnych dziedzin chce zaistnieć swe huczne tezy wygłaszając, lecz moja kocia intuicja podpowiada mi, że oni to tylko dla marketingu robią. Prawdą są sklepowe półki – jeśli widnieją na niej same lapki – to znaczy, że na tym można zarobić. Nie na innym czymś.

Mądre słowa.

Miau!

Czy masz jakieś ulubione strony? Zgaduje, że łapki trochę uniemożliwiają przeglądanie Internetu, ale…

No, tu nie zgodzić się śmiem! Na klawiaturze to i trudno mymi puszystymi odnóżami klepać, ale tablet – ekran dotykowy to wynalazek wręcz wspaniały. Zwłaszcza dla nas, kotów. A ulubione? Kotburger, strona domowa ketchupu z Kotlina, blog Koterskiego i kilka innych kocich miejsc.

To może na koniec jakaś rada dla czytelników?

Pupilom swym, najlepszą karmę kupujcie!

Dziękuje za udzielenie swego głosu w naszym wywiadzie i życzę powodzenia w dalszym przeszkadzaniu.

Mhrrrrr.

To tyle jeśli chodzi o wywiad z Pupilem Blagera. Typujcie drodzy czytelnicy następnego pupila już dziś… i uwielbiam was wszystkich, drodzy członkowie koła wzajemnej adoracji ;)

 

hobby inne

Komentarze