Mario Kart Tour wylądowało na smartfonach. Niestety nie tego oczekiwałem

Strona główna Aktualności

O autorze

Chyba nie przesadzę pisząc, że "Mario Kart Tour" to jedna z najbardziej oczekiwanych gier mobilnych ostatnich lat. Szkoda więc, że Nintendo odarło ten tytuł praktycznie ze wszystkiego, co w tej serii najlepsze.

Plany wkroczenia na rynek gier smartfonowych Nintendo ogłosiło w marcu 2015. Gdy więc w kwietniu 2019 pojawiła się zapowiedź nowej odsłony "Mario Kart", byłem szczerze podekscytowany.

Uważam Nintendo za jedną z najbardziej kreatywnych firm technologicznych na świecie. Skoro zatem Japończycy mieli przynajmniej cztery lata na opracowanie gry należącej do jednej ze swoich najpopularniejszych marek, miałem nadzieję, że wycisną pełnię potencjału z nowej dla siebie platformy. Tak się jednak nie stało.

"Mario Kart Tour" jest grą maksymalnie uproszczoną

Sterowanie? Pojazd jedzie sam, a zadaniem gracza jest w zasadzie jedynie skręcenie i wystrzeliwanie broni, co można zresztą robić praktycznie na ślepo.

Trasy? Mają swój urok i bazują na konsolowych pierwowzorach, ale są krótsze i mniej rozbudowane.

Oprawa graficzna? W mojej ocenie bez szału. A mówimy o grze Nintendo — firmy, która słynie z wyciskania ostatnich soków z nie najwydajniejszych przecież podzespołów swoich konsol.

Sterowanie jest przy tym toporne

Mam na koncie przynajmniej kilkadziesiąt godzin spędzonych z "Mario Kart 8 Deluxe" na Switcha. Tymczasem grając w mobilne "Mario Kart Tour" mam poważne problemy, by wejść prawidłowo w zakręt. Pojazd reaguje jakby z opóźnieniem, a do tego fizyka jest nieprzewidywalna.

Jasne, akurat sterowanie może być kwestią przyzwyczajenia, ale ta gra jest na razie tak odpychająca, że nie wiem, czy zdążę sobie te przyzwyczajenia wyrobić.

Nawet pionowy widok odziera "Mario Kart Tour" z ważnego elementu rozgrywki

Kamera pracuje w trybie wertykalnym. Ma to swoje uzasadnienie, bo dzięki temu możliwe jest granie z użyciem jednej ręki. Tylko że takie podejście w przypadku tego konkretnego tytułu kompletnie nie zdaje egzaminu.

Bo widzicie — w "Mario Kart" jednym z najistotniejszych aspektów całej zabawy od zawsze było obserwowanie przeciwników. Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego niż skuteczne użycie zdobytej broni akurat w chwili, gdy rywal znajduje się tuż obok. Odebranie mu złudzeń, gdy myśli, że już wysuwa się na prowadzenie. Dlatego nieodłącznym elementem klasycznych odsłon serii zawsze była kamera obejmująca całą szerokość toru.

Grając w "Mario Kart Tour" czuję się natomiast jakbym obserwował rozgrywkę przez dziurkę od klucza. Na długim panelu 19:9 Galaxy Note'a 10 a nie widzę mijającego mnie przeciwnika, za to niemalże połowę ekranu wypełnia niebo, sufit czy co tam akurat znajduje się nad horyzontem. Ciasny widok kamery całkowicie psuje doświadczenie.

"Mario Kart Tour" w chwili premiery nie ma nawet trybu multiplayer

To już w ogóle absurd. W "Mario Kart 8 Deluxe" na Switchu ani razu nie zdarzyło mi się grać w pojedynkę. To sztandarowy przykład gry imprezowej, w której najważniejszą częścią zabawy jest rywalizacja ze znajomymi. Jeśli nie na kanapie to chociaż po sieci.

W "Mario Kart Tour" tryb multiplayer — choć widoczny w menu — jest nieaktywny. Na razie można grać wyłącznie z botami.

Żeby było zabawniej — gra bezczelnie udaje przed graczem, że jest inaczej. Przed każdą rundą pojawia się ekran wczytywania zawodników, których wielojęzyczne nazwy ewidentnie mają imitować internetowe nicki.

No i te mikropłatności…

Wspomnę tylko, że w grze z "Mario" w tytule nie mogę od razu zagrać w Mario. Tzn. mogę. Jeśli wykupię specjalną paczkę za 94,99 zł.

OK, na razie mikropłatności nie są na tyle upierdliwe, by po jednym dniu uniemożliwiły mi dalsze granie. Boję się jednak, że gdy tryb wieloosobowy zostanie już wdrożony, rozpocznie

I znów "Mario Kart Tour" stoi to w opozycji do klasycznych odsłon serii" Po odpaleniu "ósemki" na Switchu od razu miałem dostęp do wszystkich tras, postaci i pojazdów. Gra stawia na czystą zabawę i rywalizację na równych zasadach.

"Mario Kart Tour" jest grą wewnętrznie sprzeczną

Przymknąłbym oko na wiele wad tej gry, gdyby była chociaż zaprojektowana konsekwentnie. Proste sterowanie i widok pionowy? Nie miałbym z tym problemu, gdyby "Mario Kart Tour" było u podstaw zaprojektowane z myślą o okazjonalnym, niewymagającym graniu ze znajomymi.

Tylko że po drugiej stronie barykady mamy całą mechanikę zbierania kart i wirtualnej waluty, która wymusza na graczu zaangażowanie. To gryzie się z prostotą samej rozgrywki.

Ale dam jeszcze "Mario Kart Tour" szansę Liczę na to, że tryb multiplayer zapewni mi przynajmniej kilka godzin fajnej zabawy, w którą — wreszcie — będę mógł wciągnąć większą liczbę znajomych. Z tym było dotychczas ciężko, bo wszyscy wiemy jak jest z popularnością konsol Nintendo w naszym kraju.

Na razie jednak — jako gracz lubiący tę markę — jestem rozczarowany. Jednocześnie nie wątpię, że Nintendo stworzyło kolejną kurę znoszącą złote jajka.

© dobreprogramy
s