Nihil novi...

… czyli: jak znana, szanowana firma spaprała sobie opinię.

Określenie stary portfel usłyszałem po raz pierwszy od babci, jeszcze za tak zwanej komuny. Wyjaśniła mi, że chodzi o typową arogancję komunistycznej władzy i przekonanie jej decydentów, że ze starymi ludźmi nie potrzeba się liczyć w żaden sposób – można im dać głodowe renty i emerytury, a i tak nie podskoczą

Znajomi nieznajomi

- Dokąd idziecie, gdzie się wybieracie? – pytałem wychodzących z domu rodziców.- Do znajomych, na kawę – padała często odpowiedź – na brydża do znajomych.

Za moich czasów (cokolwiek to znaczy) nie było problemów ze sprecyzowaniem, kto znajomym jest, a kto nie. I jaki to jest poziom znajomości. Oczywiście nie ulegało wątpliwości, że znajomych się zna (teraz to chyba nie jest takie oczywiste) oraz utrzymuje z nimi osobiste kontakty. Zwykle w miarę regularne.

Znajomi, to ludzie, których odwiedzaliśmy (a oni nas) na zaproszenie.

O trudnej sztuce dokonywania wyborów

I znowu zbliżają się wybory i znowu wiele osób pyta mnie, na kogo będę głosował? Sama idea wydaje mi się z lekka durnowata, bo wynika z absurdalnego założenia, że większość obywateli jest rozsądna, ale mniejsza z tym…A głosował będę na mniejszość niemiecką.

Koszmarny sen miałem…

Koszmarny sen miałem ubiegłej nocy... I - wbrew pozorom - wcale nie śnił mi się znakomity program Firefox, ale wręcz przeciwnie, IE9. Na ekranie monitora kolejny raz pojawił się widoczny na zdjęciu komunikat: Na skutek problemu z tą stroną sieci Web karta została zamknięta i ponownie otwarta.

Ze wszystkich stron, które odwiedzam, w ten sposób Internet Explorer 9 reaguje tylko i wyłącznie na vortalu DP, a mnie się przyśniło, że także i na innych stronach www, a więc że znowu nie ma dla mnie żadnej bezproblemowo działającej przeglądarki. 

Pokonaj ograniczenia ekranu, a niemożliwe stanie się możliwe!

Urodziłem się w czasach, w których na podłączenie telefonu (oczywiście stacjonarnego – żadnych innych nie było, więc wtedy nawet nikt nie nazywał ich stacjonarnymi, bo i po co?) czekało się kilkanaście lat w mieście wojewódzkim, ale bywały miejscowości, w których nie przyjmowano zgłoszeń na żaden określony termin. Terminy te skracały się sukcesywnie w miarę upływu czasu, a kiedy zbliżyły się do lat pięciu, pewnego razu stwierdziłem, że jeszcze się doczekam, aż będą chodzić po domach i prosić się, żebym zechciał telefon – uznano mnie wtedy za szaleńca.

Windows 8? Chyba jednak niekoniecznie…

Windows Developer Preview English, 64-bit (x64). Obraz (3,6 GB) ściągał się prawie pół godziny. Instalacja trwała 13:40 min. Niezbędne okazało się podanie adresu e-mail w usłudze Windows Live, lub zalogowania w tej usłudze w jakiś inny sposób (Live ID). Być może dało się to jakoś obejść, ale zbyt namiętnie nie szukałem. Po instalacji system zajmuje 15,5 BG.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ekran z klockami, czy kafelkami (ang. tiles), czyli sławetny interfejs Metro:

Ale uwaga! To nie jest pulpit. Pulpit można włączyć klikając stosowny klocek (kafel).

Laptop? Dziękuję – nie! Ale może kiedyś…

Użytkownicy systemów operacyjnych opartych o jądro Linux, a dokładniej to chyba tylko niewielki ich odsetek (tak zakładam i taką mam nadzieję), bo chodzi mi o tych nachalnych, agresywnych, aroganckich, usiłujących swoimi preferencjami uszczęśliwić na siłę i bez przebierania w środkach całą resztę świata – wbrew jej woli zresztą – swoją postawą zniechęcili do tych systemów tak wiele korzystających z komputerów osób i tak niesamowicie skutecznie, że największy wróg Linusa Torvaldsa nie zrobiłby tego lepiej.

The Bat! - mój ulubiony klient poczty elektronicznej

The Bat! (Nietoperz!) jest komercyjnym, płatnym, klientem poczty elektronicznej produkcji mołdawskiej firmy RitLabs, a głównie dwóch programistów Stefana Tanurkowa i Maksima Masiutina, którzy napisali go w Delphi dla platformy Windows. Pierwsze w pełni stabilne wydanie (1.00 build 1310) pojawiło się w marcu 1998 roku, choć beta dostępna była już rok wcześniej.

W chwili obecnej program występuje w trzech wersjach: Home, Professional i Voyager.

I to by było na tyle

Kilkanaście ostatnich tygodni upłynęło pod znakiem eksperymentów. Mam tu na myśli wpisy na blogu oraz komentarze w rozmaitych tematach, na różnych forach. Jedne były przemyślane i z premedytacją, inne wynikały z okazji, która sama się pojawiła, jeszcze inne okazały się przydatne do celów eksperymentalnych dopiero w trakcie, a zdarzały się i zupełnie przypadkowe, niezamierzone.

Trochę prowokowałem, trochę się wygłupiałem, trochę knułem teorie spiskowe, trochę się bawiłem, złościłem, robiłem z siebie głupka, wtykałem przysłowiowy kij w mrowisko itd. itp.

Używam Firefoxa bo… - odszczekuję!

W kilku miejscach i przy różnych okazjach zadawano mi pytanie, czemu używam przeglądarki Firefox, kiedy mam o niej tak złe zdanie. Odpowiadałem zwykle, że z Firefoxem jest jak z demokracją, czyli – jest to przeglądarka zła, ale dotąd nie ma jednak lepszej, albo inaczej: z tych, które są do dyspozycji, ta jest najmniej zła.

Począwszy od sławetnego bicia rekordu pobierana, kiedy to wyraźnie widać było, że priorytetem Mozilli nie jest produkt i jego jakość, ale efekciarskie działania reklamowe i marketingowe, zaczynałem mieć coraz więcej wątpliwości.