HTML 5 – i żyli sobie długo i szczęśliwie…

Moim niezwykle skromnym zdaniem 5 nie było i nie jest lekiem na całe zło, podobnie jak X. XHTML miało być cudownym rozwiązaniem wszystkich bolączek Internetu, webmasterów, internautów itp. Tak się nie stało. Prawdopodobnie burza w szklance wody w przypadku HTML 5, potrwa nieco dłużej, ale na jakieś cuda (oczekiwane, prorokowane, wymarzone) raczej bym nie liczył. HTML 5 nie zawiera już żadnych elementów prezentacyjnych – zła wiadomość dla tych, którzy jeszcze nie opanowali tajników kaskadowych arkuszy stylów (Cascading Style Sheets, CSS).

HTML 5 ma być kompatybilny wstecz, co oznacza, że ujednolicone zostaną wreszcie sposoby i metody wyświetlania stron zawierających błędy. Oczywiście przez przeglądarki, które w pełni HTML 5 obsługiwać będą. Bo z czasem pewnie okaże się, że obsługują wszystkie, ale nie do końca, albo trochę po swojemu. Rozliczne problemy z porozumieniem producentów wiodących przeglądarek, np. odnośnie HTML 5 Canvas, a dokładniej użycia i zastosowania tych samych kodeków, dają pewien przedsmak tego, co nas czeka.

W każdym razie warto pisać strony bez błędów i strict (poprawna wersja standardu), niż czekać, aż nadejdzie wielki i cudowny HTML 5 i załatwi za webmastera wszystkie jego problemy w sposób tyleż skuteczny i tajemniczy, co magiczny.