Jedna przeglądarka – która?

Zastanawiałem się ostatnio, czy możliwe jest posiadanie w systemie jednej tylko przeglądarki, a jeżeli tak, to która by to miała być? Oczywiście mam na myśli użytkowników nieco bardziej rozgarniętych, niż moja ciocia, która nawet nie wie, jaką przeglądarką się posługuje i której zdolność do korzystania, na przykład ze Skype, polega na realizacji instrukcji zapisanej na kartce:
a) kliknąć dwa razy na obrazek telefonu (taką ikonę jej wykombinowałem dla Skype),
b) kliknąć dwa razy na napis „Zdzisław” (obok jego zdjęcia) i jak się zgłosi – mówić.

A jak wygląda to u mnie?
Był taki czas, w którym namiętnie pisałem strony internetowe – wtedy niezbędne było podglądanie wyników pracy w 4-5 przynajmniej przeglądarkach. Ale pisanie stron interesuje mnie już coraz mniej, a może i wcale – ograniczam się tylko do modyfikowania treści już istniejących oraz prowadzenia bloga – a i przeglądarki w sposób jako tako zbliżony wyświetlają strony www, więc…

I tak doszedłem do wniosku, że po reinstalacji systemu, nie będę już potrzebował czterech czy pięciu przeglądarek i chętnie ograniczyłbym się do jednej. Pytanie tylko, której?

Avant Browser – nie blokuje reklam, a jego odmiana na silniku Gecko, Orca Browser, która miała mieć możliwość korzystania z rozszerzeń Firefoxa, też ma ostatnio problemy i choć Firefox z AdBlockiem na określonych stronach reklamy blokuje, to Orca Browser z (chyba) tym samym AdBlockiem – nie.

Flock mnie nie interesuje (także i RockMelt.), bo nie korzystam serwisów społecznościowych takich jak Facebook, YouTube czy Twitter; poza tym ostatnio Flock upiera się, że nie mam połączenia z Internetem.

Intelligent Web Reader – nie, jeszcze widzę. SpaceTime – ciekawa, ale raczej jako zabawka.

Po kolejnych eksperymentach odrzuciłem też Google Chrome (i klony np. SRWare Iron) i Safari – siermiężność nigdy nie należała do moich ulubionych cech. Poza tym uważam (Einstein też!), że wszystko należy upraszczać jak tylko można, ale nie bardziej.

Zrezygnowałem z SeaMonkey, uznając, że to projekt bez przyszłości. I Maxtona, bo mi się nie podoba.

W każdym razie, jak się można było tego spodziewać, na placu boju pozostały trzy przeglądarki: Firefox, Internet Explorer 9 i Opera. Zwłaszcza, że trzy funkcjonalności uważam za absolutne minimum: obsługa gestów myszy, kontrola polskiej pisowni i skuteczne blokowanie reklam.

Firefox – używałem długo, pewnie aż do wersji 4… może nawet 5. Ale Firefox bez rozszerzeń jest (IMHO) bezwartościowy, a przy nowej polityce marketingowej Mozilli, a dokładniej to przedkładaniu marketingu nad produkt, okazuje się, że z każdą nową wersją są problemy z rozszerzeniami – jeśli nawet nie na długo, to i co z tego? Coś takiego jest nie do przyjęcia. Poza tym jest mułowaty i dziurawy, a więc niezbyt bezpieczny. Automatycznie odpadają też klony Firefoxa (np. CometBird, Pale Moon).

Internet Explorer 9 – lekki, szybki, bezpieczny, współpracuje z dodatkami firmy Symantec, ale… nie podoba mi się. Po prostu! Zdecydowanie wolałbym, jeśli to możliwe...

Opera! Ta podoba mi się najbardziej. Ma wszystko to, co potrzeba, albo i więcej. Jest szybka, lekka i wydajna. Jest… śliczna i dopracowana. Ale niestety, nie może być przeglądarką wewnętrzną w Pajączku – tu w grę wchodzi tylko IE, albo Firefox.

I tak oto znalazłem odpowiedź na pytanie z początku tego tekstu, a brzmi ona tak:
NIE, NIE MOGĘ MIEĆ W SYSTEMIE TYLKO JEDNEJ PRZEGLĄDARKI – CHYBA, ŻE BĘDZIE TO INTERNET EXPLORER.

I jakoś nie jestem tym zachwycony...