Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Linux = problem

Kiedy sięgam pamięcią wstecz, przypominam sobie setki instalacji i konfiguracji różnych wersji systemu Windows (98, Millenium, XP, Vista, 7, 8, 10) i stwierdzam ze zdumieniem, że generowanie rozlicznych problemów z tym związanych, a zwłaszcza rozwiązywanie ich, dostarczało mi emocjonalnego haju zwanego potocznie ulgą i satysfakcją.
Dowcip jednak polega na tym, że z tego wyrosłem…

Korzystając z sugestii, porad i podpowiedzi zawartych w: Pierwsze kroki z Linux Mint stworzyłem bootowalną płytę i odpaliłem system Linux Mint. Chciałem – bez zbytniego angażowania się, czyli bez pełnej instalacji – przyjrzeć się temu systemowi, poznać go.

Okazało się, że mysz działa (choć w ograniczonym zakresie), klawiatura też, jest nawet dźwięk i internet (skanera, drukarki, kamery nie sprawdzałem), co wydaje się znaczącym postępem w porównaniu do moich poprzednich eksperymentów z Red Hat, Mandrivą i wieloma innymi, wcześniejszymi dystrybucjami.
Problemy pojawiły się bardzo szybko, bo mimo ustawienia języka polskiego, a później nawet usunięcia wszystkich poza polskim, nie udało się na Linuksie wymusić, żeby wyświetlał cokolwiek w języku innym niż angielski.

r   e   k   l   a   m   a

Bardzo spodobał mi się system tworzenia zrzutów ekranu – okazało się, że wystarczy nacisnąć PrintScreen, a zrzuty tworzą się, nazywają i zapisują w określonym katalogu niejako same, bez potrzeby jakichkolwiek działań z mojej strony. To jest po prostu super!

Pliki graficzne zrzutów ekranu (o nazwach „Screenshot from 2015-01-07 05:50:48” oraz rozszerzeniu/formacie .png) przerzuciłem na dysk z Windows, żeby pokazać znajomym i pochwalić się, jak to przez chwilę miałem Linucha. I tu zaczęły się problemy koszmarne…

Plików z zrzutami nie można otworzyć, bo…

Nie można zmienić im nazwy ani rozszerzenia, bo…

Nie można usunąć ich do kosza, bo…

Z zadaniem tym (usuwaniem) nie radzi sobie nawet program TuneUp Utilities.

Jak już wspomniałem, nie bawią mnie już wyzwania systemowe, wyrosłem z tego (z tymi plikami w końcu też jakoś sobie poradzę), ale zastanawiam się, kiedy wreszcie nauczę się, że Linux zawsze = PROBLEM i przestanę naiwnie łudzić się, że być może kiedyś tam mógłbym zrezygnować z Windows i poważnie potraktować jakiś Linux na desktopie. Może to i dobry system dla serwerów sieciowych albo telefonów, ale na PC i do zastosowań domowych (multimedia, gry) raczej nadal się nie nadaje.

-----------------------------------

Jako, że nie każdy rozumie, o co w końcu chodzi, wyjaśniam.

KAISUJ, w znakomitym artykule „Pierwsze kroki z Linux Mint” napisał, że odpalenie tego systemu z bootowalnej płyty jest całkowicie bezpieczne i absolutnie nic nie może się nie udać, pójść nie tak. Podpowiedział, że można sobie nawet dysk twardy odpiąć, jeśli ktoś nie wierzy. Chodziło mi więc o to, żeby pokazać, że rada, by najpierw odpiąć dysk, wcale nie jest taka zła, bo – jak widać w opisanym przypadku – problemy jednak się pojawiły. Linux, nawet w ten sposób testowany, potrafi wygenerować problem.

-------------------------------------

PS.
Z dyskusji da się wyciągnąć jeden jeszcze wniosek, a może i dwa:

1. Czy można być użytkownikiem Windows, nie znając kompletnie żadnego Linuxa? Oczywiście – tak funkcjonuje jakieś 90% świata użytkowników komputerów.

2. Czy można być użytkownikiem Linuxa, niemającym kompletnie pojęcia o Windows? No… nie bardzo, chyba, że ktoś taki komunikował się będzie tylko i wyłącznie z posiadaczami podobnych dystrybucji Linuxa, bo gdyby tylko spróbował jakiś swój zrzut ekranu wysłać przyjacielowi, który ma Windows, to zrobi mu krzywdę – sprezentuje mu plik, którego nie da się otworzyć, nie da się usunąć, nie da się zmienić mu nazwy. Komputer do serwisu!

---------------------------------------
Obrazek:
http://demotywatory.pl/1016127/Wszystkim-dogodzic-sie-nie-da
 

windows linux inne

Komentarze