Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Moje Dokumenty & Internet Explorer 9

Moje Dokumenty

Postanowiłem napisać o czymś, co całymi latami wydawało mi się oczywiste i znane każdemu. Jeszcze kilka dni temu nawet do głowy by mi nie wpadło ten temat poruszać, ale w efekcie lektury kilku dyskusji blogowych, zacząłem mieć wątpliwości, czy rzeczywiście dla wszystkich jest to tak oczywiste.

Mój pierwszy PC poskładany był z jakichś starych części, które zostały bratu po rozbudowie i modernizacji jego komputera. Miałem w nim dwa dyski twarde (0,25 GB i 0,5 GB). Pamiętam jak brat montując, instalując i konfigurując całe to ustrojstwo powiedział, że na mniejszym dysku będę miał system, a na większym różne swoje prywatne rzeczy. W sumie dopiero stosunkowo niedawno, jakieś 4-5 lat temu, zrezygnowałem z układów dwudyskowych. Dzięki takim początkom nauczyłem się raz na zawsze, że plików osobistych, prywatnych nie trzyma się na dysku, albo partycji systemowej. Nigdy!

r   e   k   l   a   m   a

Wygodnym miejscem do przechowywania muzyki, filmów, kolekcji zdjęć i wielu innych takich są Moje Dokumenty. Wygodnym dlatego, że wiele odwołań systemu odnosi się właśnie do Moich Dokumentów. Owszem, można by to zmienić, ale byłaby to zajęcie żmudne, czaso- i pracochłonne. No, ale przecież nigdzie nie jest powiedziane, że Moje Dokumenty muszą być na partycji systemowej! Tym bardziej, że przeniesienie ich na inną partycję (dysk) jest śmiesznie proste.

W systemie Windows Vista wystarczy:

Menu Start – Moje Dokumenty – Właściwości – Lokalizacja – Przenieś.

W przypadku Windows 7 i bibliotek:

Menu Start – Dokumenty – Właściwości – Uwzględnij folder… 

…i tu wskazujemy dysk, albo partycję, na której mają się znaleźć Dokumenty.
Żeby komputer nie tracił czasu na niepotrzebne poszukiwania i przeszukiwania, z lokalizacji bibliotek usuwam wszystkie inne „miejsca”. Podobnie z Muzyką, Obrazami, czy Video – lokuję taką bibliotekę w odpowiednim folderze Dokumentów.

Przeciwnicy tej metody mówią, że jak się ma tylko jeden dysk i Moje Dokumenty są na innej partycji, to i tak wszystko się traci w przypadku awarii tego dysku. Tak, to prawda. Ale od całkowitego „padu” twardego dysku zdecydowanie częściej zdarza się „zwykła” awaria systemu, a więc trzymanie w tymże systemie własnych, cennych plików, wydaje się kompletnym nieporozumieniem i lekkomyślnością.

Wszystko jest jasne, łatwe, logiczne, jeśli chodzi o multimedia. Ale przecież „własne” pliki nie ograniczają się tylko do nich. Czy nie wygodnie byłoby móc – po nowej instalacji, albo po przywróceniu systemu programem Norton Ghost, Acronis True Image, czy innym – mieć w pełni zachowaną pocztę (wszystkie e-maile i ustawienia), wszystkie notesy programu Microsoft Office OneNote, wszystkie dane programu Personal Finances itp.? Ale to przecież też jest proste. Wystarczy, że pliki takich programów również wyprowadzi się z systemu i umieści w Moich Dokumentach, które mamy już na innej partycji, albo w ogóle jeszcze gdzieś indziej, byle nie na partycji systemowej.

Przykłady dwóch programów pocztowych:
a) Poczta The Bat! – Konfiguracja – System – Główny katalog poczty programu The Bat!
b) Poczta Systemu Windows – Narzędzia – Opcje – Zaawansowane – Konserwacja – Folder Magazynu i tu… zmień.

Uprzedzając ewentualne pytanie – nie, nie wszystkie programy na coś takiego pozwalają, ale wiele jednak tak, a to oznacza: większe bezpieczeństwo danych i ustawień, szybsze przywracanie systemu i wreszcie komfort psychiczny, bo kiedy system zaczyna się sypać, nie muszę już nerwowo i rozpaczliwie szukać jakichś opcji eksportu ustawień i archiwizacji plików (z ich przywracaniem też różnie to bywa), śpieszyć się z przegrywaniem danych na płyty, czy inne nośniki; wiem z doświadczeń znajomych, że nie zawsze się zdąży przed ostateczną klapą, a zwykle i tak zapomni się o czymś ważnym.

Moja rada czy sugestia jest krótka: na partycji systemowej – system, a cała reszta, jeśli tylko się da, na drugim dysku, albo partycji.

Internet Explorer 9 beta

Nie przepadam za programami niedokończonymi, potencjalnie niestabilnymi, a nawet niebezpiecznymi, za które producent jeszcze odpowiedzialności nie bierze, a zwłaszcza nie gwarantuje, że wersja finalna nie będzie się od nich różnić w sposób istotny i zasadniczy; jak to było choćby w przypadku Longhorna i Visty. Poza tym, wypuszczanie produktów określanych jako czwarta duża alfa, albo trzecia mała beta, uważam za niebudzący wątpliwości i jednoznaczny komunikat: „uważamy was za tumanowate bachory, tak też was traktujemy, poza tym zdajemy sobie sprawę, że możemy sobie na to pozwolić, a co więcej, sprawia nam to niesamowitą uciechę”. Mimo to, gnany chyba owczym pędem i zwykłą ciekawością, po IE9 beta sięgnąłem. Oto w kilku punktach to, co mnie się w tej przeglądarce nie podoba:

1. Paskudne kolorki. Zupełnie jak moczące się trzecią dobę w kałuży gluty. Nie wiem, kiedy wreszcie do Microsoftu dotrze, że kolorowa strona zdecydowanie lepiej się prezentuje na tle obramowania czarnego (ciemnego), niż bladoglutowego. Podobnie jest zresztą z najnowszą wersją Windows Media Player.
Z kolorami jest zdaje się więcej problemów. Niebieskie strzałki pasują do zielonej strony, jak pięść do nosa. Ja w końcu nie potrzebuję tysięcy skórek, ale zwykła zmiana koloru jest możliwa nawet w Poczcie Systemu Windows i taka w zupełności by mnie satysfakcjonowała.

2. Styl minimalistyczny określić można jedynie, jako modę. Pasek Menu (Plik, Widok, Narzędzia, Opcje itd.), ponoć zabierał cenne miejsce na ekranie. Ciekawe tylko, że jakoś nie przeszkadzało to przy monitorach o rozdzielczości 640x480, ale widocznie mocno przeszkadza przy 1680x1050 i większych. Pewnych narzędzi trzeba teraz szukać, innych nie ma w ogóle, ale za to mamy bezsensownie puste miejsce na górnej belce, cóż z tego, że czasem nawet przezroczystej. Dotyczy to zresztą także innych przeglądarek, których twórcy mają najwyraźniej w głębokim poważaniu ergonomię, wygodę i potrzeby użytkownika, stawiając przede wszystkim na modę.

3. IE7Pro okazał się niekompatybilny z IE9 beta zainstalowanym na Windows 7 64 bit. W związku z tym szlag trafił zarówno sprawdzanie pisowni, jak i blokowanie reklam, bo choć Simple Adblock zainstalował mi się bez problemów, to niestety, reklam nie blokuje. Bo nie! Z obsługą myszy bywa różnie. Po pierwszej instalacji IE9 była nieobecna. Po drugiej – już tak.

4. IE9 beta, jak to się okazało w praktyce, nie zawsze wyświetla pewne elementy stron tak, jak robią to inne przeglądarki, w tym IE8, IE7, Firefox, Opera. Jeszcze tego mi teraz brakowało, żebym pisząc strony, musiał wymyślać jakieś hacki specjalnie pod najnowszą przeglądarkę Microsoftu! W taki oto sposób wyświetlane jest menu strony „Czas na yerba mate” w przeglądarkach IE9 i IE8:

Jestem przekonany, że bardzo szybko rozwiązany zostanie problem z punktu numer 3, ale to przecież nie zależy od Microsoftu, lecz od IE7pro.com. A co do reszty… Tu zdaje się obowiązywać będzie prawda stara, jak świat: jak się nie ma co się lubi, to się ma co się nie lubi.
 

windows internet inne

Komentarze