Niektórzy myślą, że myślą...


A tu Michał ogłasza: Koso nie prędzej. Prędzej sierpem! Ja więcej nażął!
Tak, tak, sierpem więcej, krzyczo już cało gromado: Michał więcej nażął! O, dużo więcej sierpem nażął!
Próbuje przekrzyczeć: Co wy, ludzi, jakże nie więcej, toż widać! Ja skosił do końca, a Michał do połowy nie doszedł!
Łżesz!
/…/
Michałowego dwieście kroki, naszego pięćset! Ogłasza cicho Ziutek i tate znowuś poderwało: A pójdziesz ty, czercie nasienie!

To fragment „Konopielki” Redlińskiego, w którym mowa jest o sile durnego tłumu, który wbrew widocznym i oczywistym faktom zakłamuje rzeczywistość i upiera się, że sierpem ścina się żyto szybciej niż kosą. Jest to też manifestacja znanej od wieków postawy: jeśli moje przekonania nie zgadzają się z faktami, to tym gorzej dla faktów.

„Konopielka” była kultową powieścią mojego pokolenia. Do dziś chętnie do niej wracam – to była świetna zabawa. Gorzej, że opisany w niej model nadal i wciąż powtarza się w życiu.

Większa część (tak sądzę) społeczeństwa dała się ogłupić i wbrew oczywistym faktom wierzy w jakieś rzekome zalety tzw. energooszczędnych żarówek, chociaż:

- Żarówki te, wypełnione rtęcią, w przypadku rozbicia, są potwornie toksyczne.

- Wymagają kosztownej i… tak, tak… energochłonnej, specjalnej utylizacji, podczas gdy zwykłe, wypełnione argonem albo próżniowe, nie wymagają żadnej utylizacji.

- Sam układ zapłonowy żarówki energooszczędnej zawiera więcej szkodliwych związków niż cała żarówka tradycyjna.

- Żarówki energooszczędne emitują szkodliwe promieniowanie UV. Zwykłe żarówki emitują światło o barwie zbliżonej do światła słonecznego i nie występuje w nich efekt migotania.

- Ich koszt produkcji, a co za tym idzie i cena, waha się w granicach 20-100 razy większej niż zwykłych, tradycyjnych żarówek.

- W początkowej fazie zapłonu żarówka energooszczędna zużywa wielokrotnie więcej energii (sic!) niż deklaruje producent na opakowaniu. Było to oświetlenie wymyślone do pracy ciągłej, na przykład w pasażach handlowych. W domu, gdzie światło w pomieszczeniu co chwila zapala się i gasi, żarówki energooszczędne żrą energię oraz szybciej się zużywają.

Choć żarówka energooszczędna musiałaby się świecić w domu jakieś 380 lat (strzelam), by problematyczna oszczędność energii zrównoważyła jej cenę i koszt utylizacji, wielu ludzi wmawia sobie nawzajem, że energooszczędne żarówki to dla domu świetny pomysł, i płaci za nie 30-80 złotych zamiast 0,90 za tradycyjną.

Jednak nie o żarówki mi chodzi, ta batalia jest już prawdopodobnie z kretesem przegrana – teraz toczy się inna kampania, choć model pozostaje dokładnie taki sam: zarobimy wielką kasę jeśli pewną liczbę odbiorców przekonany, że wolą produkt gorszy i droższy; później już sami siebie nawzajem będą przekonywać i indoktrynować, nawet bez naszego udziału.

O cóż chodzi? LAPTOPY.
Produkt dużo gorszy (jeśli porównywać parametry) od komputerów stacjonarnych, ale jednocześnie dużo, dużo droższy. A najśmieszniejsze jest to, że coraz bardziej pożądany i to przez osoby, którym mobilność tego sprzętu kompletnie do niczego nie jest potrzebna.

No, cóż… ludzie trzeźwo myślący mają przekonania zbudowane na bazie wiedzy oraz doświadczenia, pozostali, niestety, mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia.