Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Windows 7, czyli... pewne rozczarowanie

Miałem na swoich kolejnych maszynach Windows 95, Windows 98, Windows Me, Windows XP (Home i Prof.), Windows Vista Business i wreszcie Windows 7 Home Premium 64 bit. Eksperymentów z kilkoma Linuksami nie wspominam, bo to zawsze było grube nieporozumienie. W okolicach Windows Me, czyli mniej więcej dziewięć lat temu, nauczyłem się konsultować ze swoim sklepem/serwisem sprawę podzespołów, z których składamy (oni, lub ja, albo pół na pół) moje kolejne komputery. Ja wprawdzie zwykle dokładnie wiem, o co mi chodzi i czego potrzebuję, ale oni mają jednak zdecydowanie więcej doświadczenia.

Kiedy szykowałem się do przesiadki na Vistę, co oczywiście wiązało się z nowym komputerem, zjawiłem się w sklepie z kartką, na której wypisałem elementy, z których ma zostać zbudowana nowa maszyna. Dodałem też głośno i wyraźnie, że komputer będzie pracował pod kontrolą systemu Windows Vista, więc żeby wzięli to pod uwagę. Wzięli. Przestudiowali moją specyfikację i zaproponowali jedną tylko zmianę: twardego dysku na inny model (ta sama pojemność i parametry, tyle, że innej firmy i – co ciekawe – o kilkanaście złotych tańszy), bo ponoć ten, który sobie wybrałem, mógłby z Vistą sprawiać jakieś problemy. Oczywiście zgodziłem się.

Miałem ten komputer z Vistą od połowy roku 2007 i do końca nie sprawiał mi zupełnie żadnych problemów, a kiedy jeszcze doszły SP1 i SP2, byłem więcej niż zadowolony i całkowicie usatysfakcjonowany. Tylko czasem, z pewnym zadziwieniem i kompletnym brakiem zrozumienia czytałem w różnych miejscach setki wypowiedzi zawierających wściekłe ataki i krytykę tego systemu, który ponoć był/jest tak strasznie zły, tak potwornie niedobry, tak koszmarnie niedorobiony, że właściwie zupełnie nie da się go używać.

r   e   k   l   a   m   a

W przypadku systemu Windows Vista miałem tylko dwie uwagi, czy zastrzeżenia:

1. System zajmuje dużo miejsca. Jestem nauczony używać na bieżąco programu Norton Ghost 2002 (tej wersji, którą uruchamia się jeszcze przed startem systemu operacyjnego zainstalowanego na dysku) i trochę szkoda mi było czasu, bo przywracanie pełnej kopii Windows Vista ze wszystkimi sterownikami, z pakietem Office itd. zajmowało mi około 18-20 minut, a nie jak w przypadku XP 7-9 minut.

2. System Windows Vista startował wyraźnie wolniej niż Windows XP. Service Packi sporo w tym względzie poprawiły, ale nadal było to dla mnie zbyt długo. W normalnych (dla mnie) warunkach nie sprawiało mi to problemu. Włączam komputer rano, idę do łazienki, a kiedy wracam umyty i ubrany, wszystko już działa. A więc w czym problem? Długi start bywał irytujący jedynie w przypadku potrzeby restartowania systemu.

Na początku roku 2010 nadszedł czas na nowy komputer i nowy system: wychwalany pod niebiosa przez zachwyconych użytkowników (i producenta), wielbiony, opiewany i sławiony… Windows 7.
W praktyce okazało się, że:

a) System Windows 7 zajmuje trochę więcej miejsca niż Windows Vista; niedużo więcej, może ok. 1,5 GB, ale jednak.

b) System Windows 7 startuje nieco szybciej niż Vista, może nawet z kilkanaście sekund, ale to, jak już wyjaśniałem, właściwie mi „lotto”. Poza tym raczej wiązałbym owo przyśpieszenie z o wiele lepszymi parametrami mojej nowej maszyny, a nie z systemem.

c) System Windows 7 zawiera Kompozycje. Jako, że nie przepadam za obrazkami z dziecinnych bajek (na przykład), a usuwanie kompozycji i ich elementów jest koszmarnie żmudne i uciążliwe, uważam trwałe umieszczanie ich w systemie za spory minus. Zajmują miejsce, a tym samym wydłużają czas działania programu Norton Ghost (i oczywiście nie tylko, bo dłużej trwa choćby defragmentowanie dysku).

d) System Windows 7 szybciej się instaluje. Tak, to niewątpliwie plus. Tyle, że chyba niezbyt często się ten plus przydaje.

e) System Windows 7 ma Biblioteki. Ja oczywiście wiem, rozumiem, poczytałem sobie na ten temat, ale w sumie z punktu widzenia użytkownika, nie wgłębiającego się w zawiłe niuanse działania systemu bibliotek, jest to tylko kosmetyczna zmiana nazwy.

f) W systemie Windows 7 nie znalazłem jak dotąd żadnego klienta poczty elektronicznej. Ja sobie jakiś znajdę i zainstaluję, ale nie dla wszystkich jest to takie proste i oczywiste.

g) W systemie Windows 7 nie znalazłem jak dotąd (a pytałem na kilku forach) sposobu na wyświetlanie dużych i bardzo dużych ikon użytkownika.

h) W systemie Windows 7, PowerShell (interpreter poleceń) jest potrzebny tylko bardzo, bardzo, bardzo zaawansowanym użytkownikom, w bardzo, bardzo, bardzo rzadkich przypadkach. Wydaje mi się (obym się mylił), że ludzi potrafiących z niego korzystać i faktycznie korzystających, jest może ze 2% ogólnej liczby użytkowników komputerów. Ale miejsce to zajmuje wszystkim... niestety.

Żeby nie przeciągać – Czy system Windows 7 jest zły? Ależ skądże! Jest dobry! Bardzo dobry. Tyle tylko, że za jeden Windows 7 OEM mogę w tej chwili kupić dwie Visty BOX i gdyby mnie ktoś zapytał, czy Windows 7 jest wart aż tak ogromnej różnicy w cenie, to odpowiedziałbym, że jednak niestety nie, nie jest. I stąd moje niewielkie rozczarowanie...
 

windows oprogramowanie hobby

Komentarze