Rozmiary piractwa komputerowego w 2017 roku

Firma MUSO zajmująca się zbieraniem danych, o łamaniu praw autorskich w sieci, udostępniła raport dotyczący niedawno minionego 2017 roku. Choć dotyczy on, głównie treści multimedialnych, a nie oprogramowania, pokazuje ogólne trendy panujące wśród piratów. Warto więc przyjrzeć się bliżej, zebranym danym i zaprezentowanym wnioskom.

Przejedźmy więc do konkretów, MUSO raportuje iż w 2017 roku, strony z pirackimi materiałami odwiedzone zostały około 300 miliardów razy. Przekłada się to na wzrost o 1,6% rok do rok, na podstawie czego stwierdzono, że piractwo jest większe niż kiedykolwiek wcześniej.

W liczbach bezwzględnych jest to prawda, jednak należałoby zaznaczyć, że światowy ruch internetowy, w roku 2017 również był największy w historii. Nie znalazłem danych, dotyczących sumarycznego wzrostu ilości odwiedzin stron na świecie, ale szacuje się, iż całkowity przepływ danych w Internecie w 2017 roku, wzrósł o około 27%, a o 18% ten związany z przeglądaniem stron internetowych i wysyłaniem wiadomości. Piracki ruch rośnie więc zauważalnie wolniej, niż cały Internet, ma więc w nim coraz mniejsze znaczenie, co gryzie się niejako z wnioskami MUSO.

Przedstawiono również bardziej szczegółowe dane, rozpocznę od podziału na rodzaj treści multimedialnych. Najczęściej piracone były materiały telewizyjne i serwisów streamingowych pokroju Netflixa (106,9 miliarda odwiedzin – wzrost 3,4% względem 2016 roku), następnie muzyka (73,9 miliarda – wzrost 14,7%) i filmy (53,2 miliarda – spadek o 2,3%).

Pierwsze miejsce wydaje się oczywiste, oglądanie seriali w ostatnich latach stało się szalenie popularne, a podział na odcinki powoduje, iż obejrzenie serialu wymaga wielokrotnego odwiedzenia źródła. Do tego dochodzi problem dostępności do legalnych materiałów, często wiąże się to z wykupieniem sporego pakietu treści (nawet gdy interesuje nas pojedynczy tytuł), a w wielu krajach, premiera jest znacząco odległa w czasie, względem pierwotnej, co sprzyja wykorzystywaniu nielegalnych alternatyw. MUSO zauważa również, że rozpowszechnienie usług VOD takich jak Netflix, pomimo oczekiwaniom, nie wywołało spadku popytu na piracki treści. Natomiast według mnie w bardzo wielu krajach Netflix oraz podobne do niego usługi, są dostępne zbyt krótko, by wyciągać wnioski na ten temat.

W kontekście stosunkowo tanich i popularnych serwisów streamingowych, dziwić może pozycja muzyki w tym raporcie. Jednakże można zauważy, że większość z odwiedzin dotyczyła chęci zdobycia pliku muzycznego, co jest niemożliwe w przypadku legalnych serwisów streamingowych. W końcu na świecie nadal jest ogromna ilość urządzeń, na których niemożliwe jest korzystanie z streamingu, a jedynie odtwarzanie z plików lokalnych (choćby zestawy audio w przeważającej części samochodów).

To niezbyt chwalebne podium, zamykają pirackie filmy, które jako jedyne zaliczyły zmniejszenie popularności. Ten pozytywny fakt, nie został jednakże zbyt podkreślony w raporcie. Moim zdaniem na ten spadek, wpłynęły pewne zmiany w biznesie filmowym z ostatnich lat, np. prawie jednoczesna premiera na całym świecie największych hitów. Do tego dochodzi mniejsza popularność tego rodzaju rozrywki na urządzeniach mobilnych, z których to ogólnych ruch internetowy rośnie najszybciej.

Raport przedstawia również kilka innych trendów, mianowicie aż 53 % odwiedzin związanych jest z streamingiem, a pozostałe formy piractwa (np. torrenty) są w odwrocie. Jak widać, wygoda w konsumpcji treści, zwycięża niezależnie od ich legalności. Kolejną tendencją, tak jak w całym ruchu internetowym, jest ciągły wzrost znaczenia urządzeń mobilnych, które to w większości kategorii wyprzedziły już komputery.

Zaprezentowana jest również listę 10 krajów z największą ilością odsłon pirackich treści, jednakże nie będę tutaj jej przytaczał, ponieważ w dużej mierze pokrywa się ona z listą krajów o największej liczbie internautów.

Podsumowując choć nie popieram piractwa, to wnioski z raportu wydają się zaprezentowane tendencyjnie i głównie straszą wzrostem tego zjawiska. Niestety statystki zinterpretowano tak, by zgadzały się z finansowymi interesami firmy MUSO. Najgorsze że większość serwisów przytaczających ten raport, bezrefleksyjnie przekazuje go dalej swoim czytelnikom. Oczywiście w tym wiele polskojęzycznych, które do tego zachwalają brak naszego kraju, w pierwszej dziesiątce z największym pirackim ruchem, co przecież głównie wynika z zbyt małej ogólnej liczby internautów (29 miejsce na świecie).

Osobiście natomiast uważam, że oferta coraz większej liczby ciekawych usług w przystępnych cenach, powoduje powolny, ale jednak spadek znaczenia piractwa wśród użytkowników sieci w Polsce.

Źródło: raport MUSO