Microsoft zabrania korzystać ze Slacka, odradza Amazon AWS i Dokumenty Google

Strona główna Aktualności
Satya Nadella (Getty / Sean Gallup / Staff)
Satya Nadella (Getty / Sean Gallup / Staff)

O autorze

Z komunikatora Slack korzystają zespoły programistów na całym świecie, ale nie w Microsofcie. Jedna z największych firm tworzących oprogramowanie poszerzyła listę narzędzi, których używania odradza lub zabrania z różnych względów.

Slack pojawił się na liście nie tylko dlatego, że jest największym konkurentem Microsoft Teams. Właściwie nie wiem, czy można mówić o konkurencji dobrego komunikatora grupowego z nieudaną krzyżówką e-maila i tablicy ogłoszeń. Być może jest to jeden z powodów, ale na pewno nie jest najważniejszy.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Kluczowym powodem zakazu używania różnych narzędzi jest bezpieczeństwo informacji, należących do Microsoftu. Wewnętrzna komunikacja Microsoftu i tajemnice firmy nie powinny być dostępne dla potencjalnych konkurentów.

Opis Slacka na liście zabronionych programów informuje, że zarówno wersja darmowa, jak i płatna, nie zapewnia odpowiedniego stopnia kontroli nad własnością intelektualną Microsoftu. Korzystające z nich zespoły są zachęcane, by przenieść rozmowy na Microsoft Teams, gdzie mogą korzystać też z rozmów wideo i integracji z Office 365. Wymagania Microsoftu spełnia Slack Enterprise Grid, ale Microsoft mimo wszystko zachęca do pracy na własnych rozwiązaniach.

W chwili pisania artykułu Slack nie skomentował decyzji Microsoftu. Może jednak nie być zadowolony, gdyż ujawnienie listy Microsoftu zbiegło się w czasie z debiutem giełdowym spółki. Do tego wiosną Slack wprowadził sporo ciekawych integracji z pakietem Office 365.

Z tego samego powodu co Slack, do grupy programów „zabronionych” dopisane zostało świetne rozszerzenie do sprawdzania pisowni i gramatyki Grammarly i oprogramowanie zabezpieczające firmy Kaspersky.

GitHub też jest na liście

W kategorii programów, których używanie nie jest zalecane, wymienione są Dokumenty Google, chroma Amazon Web Services, system zarządzania operacjami PagerDuty, a nawet chmurowa wersja GitHuba. Szczególnie ta ostatnia pozycja może dziwić, bo Microsoft przejął GitHuba pod koniec 2018 roku.

Obecność GitHuba może zaskoczyć, ale na listę została wpisana tylko chmura obliczeniowa GitHuba. Microsoft przestrzega przed korzystaniem z GitHub Cloud przy pracy z krytycznym i zastrzeżonym oprogramowaniem. Podobnie jest z chmurą AWS. Grammarly zaś nie może mieć dostępu do poufnych tekstów.

Korzystanie z Dokumentów Google nie ma biznesowego uzasadnienia. Ponadto Microsoft nie może pozwolić sobie na to, by jego wrażliwe informacje dostały się w ręce szpiegów.

Nie, to nie jest syndrom „not invented here”

Lista zakazanych programów przywodzi na myśl czasy, gdy Microsoftem rządził Steve Ballmer, a firma cierpiała na mocny syndrom „not invented here”. Użytkownicy korzystający z rozwiązań konkurencji byli krytykowani, czasami otwarcie. Ballmer podobno wyrwał jednemu z pracowników iPhone'a podczas spotkania i udawał, że depcze smartfon Apple'a.

Satya Nadella, obecnie kierujący Microsoftem, wyznaje inną zasadę. Jego filozofia „learn it all” zachęca pracowników do poznawania produktów konkurencji, patrzenia na świat z innej perspektywy i dopasowywania się do trendów rynku. Pod kierownictwem Nadelli Microsoft podpisał kilka korzystnych umów z dawnymi rywalami.

Nie przeszkadza to Microsoftowi zażarcie konkurować na niektórych rynkach. Nad Slackiem ma ogromną przewagę – lata doświadczenia w produkcji oprogramowania dla firm, spełniającego najwyższe standardy bezpieczeństwa.

© dobreprogramy