Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Asus Zenbook UX305 — recenzja króla smukłości

Dzięki uprzejmości firmy Intel w końcu miałem okazję przetestować sprzęt, który interesował mnie od dawna, czyli trzynastocalowy ultrabook Asus UX305. Sprzęt ten w założeniu ma być bardzo lekkim i bardzo mobilnym ultrabookiem o wydajności pozwalającej na wykonanie większości codziennych zadań, a jednocześnie oferującym cenę nie przyprawiającą potencjalnego nabywcy o zawrót głowy – na dzień pisania tego tekstu od 2899zł za najsłabszą konfigurację, po 4199zł za konfigurację, którą testowałem. Na pytanie czy to założenie spełniono postaram się odpowiedzieć w niniejszej recenzji.

Specyfikacja techniczna sprzętu:


  • Procesor: Intel Core M-5Y71 (2 rdzenie, od 1.20 GHz do 2.90 GHz, 4 MB cache)
  • Pamięć RAM: 8GB DDR3 1600MHz
  • Dysk twardy: Sandisk 256GB SSD M.2
  • Ekran: Matowy, LED, EEWV, 13,3’
  • Rozdzielczość ekranu: 1920x1080
  • Karta graficzna: Intel HD Graphics 5300
  • Łączność: WiFi 802.11 b/g/n/ac, Bluetooth, Intel WiDi
  • Złącza: zasilanie, Micro HDMI, 3xUSB 3.0, złącze słuchawkowe, czytnik kart pamięci
  • Akumulator: 3830mAh Li-Polymer
  • System: Windows 10
  • Wysokość: 12,2mm
  • Szerokość: 324mm
  • Głębokość: 226mm
  • Waga: 1,34kg
  • Cena: 4199zł
  • Co w zestawie?

    Kupując nowy model w sklepie, oprócz samego ultrabooka otrzymujemy oczywiście zasilacz, a także firmowe etui, ściereczkę do ekranu i adapter pozwalający podpiąć złącze Ethernet poprzez port USB. Nie trzeba również chyba mówić, że akumulator jest zintegrowany i nie ma możliwości jego wyjęcia.

    Recenzja sprzętu

    Najwyższy czas przejść do tego, co najważniejsze, czyli recenzji samego ultrabooka. Przez prawie dwutygodniowy okres testów całkowicie odstawiłem swój główny komputer, jakim jest Lenovo G710 na rzecz produktu Asusa, dzięki czemu mogłem sprawdzić jak taki sprzęt sprawuje się w różnych warunkach – był bowiem używany zarówno w domu, jak i poza nim.

    r   e   k   l   a   m   a

    Obudowa

    Cała obudowa komputera jest wykonana jest z aluminium. Po otwarciu pudełka i wzięciu ultrabooka do ręki od razu widać, że nie mamy do czynienia z produktem tanim – obudowa jest bardzo dobrze spasowana, sztywna i nieuginająca się pod naciskiem. Jedynym miejscem, gdzie można zaobserwować ugięcia jest środek klapy przy zamkniętym laptopie, jednak jest to praktycznie niezauważalne i nie umniejsza w żaden sposób jakości tego sprzętu. Dzięki bardzo „pewnej” obudowie i niskiej wadze spokojnie możemy podnieść laptopa za róg nie obawiając się, że coś się ugnie lub zaskrzypi.

    Jeżeli chodzi o konstrukcję zawiasów, to stawia ona prawidłowy opór, ekran nie chwieje się, a maksymalny kąt otwarcia to około 130 stopni. Należy zwrócić uwagę, że podczas otwierania ekranu tylna jego część zachodzi poniżej dolnego obrysu komputera – gdy jest otwarty tył po części opiera się na dwóch małych nóżkach (widać to na jednym ze zdjęć) -na biurku stateczność jest wówczas trochę gorsza, niż przy zamkniętej klapie. Wynika to jednak z samej konstrukcji mechanizmu otwierania klapy, która musi taka być, aby sprzęt był tak cienki. Mimo tego obudowa, która szczególnie w wersji białej mocno nawiązuje do MacBooka Air niewątpliwie jest mocnym punktem tego ultrabooka.

    Klawiatura, touchpad, złącza

    Z „urządzeń wejścia” mamy dostępną wyspową klawiaturę oraz duży i „klikalny” touchpad z dwoma przyciskami.

    Klawiatura posiada niski, aczkolwiek wystarczający do komfortowego pisania skok klawiszy, a także duże Shifty, Enter i Backspace co ułatwia bardzo pisanie dłuższych tekstów. Wielkością nie powalają natomiast strzałki kierunków. Pisanie na klawiaturze jest bardzo przyjemne jeżeli chodzi o odczucia dotykowe, mniej natomiast przyjemne w kwestii odczuć słuchowych – klawiatura, szczególnie spacja jest dość głośna i odgłosy są bardzo „plastikowe”. Może jest to trochę przesadzone odczucie z mojej strony, jednak obcowanie z klawiaturą od mojego Lenovo G710 jest znacznie cichszym procesem – a jest to przecież plastikowy laptop z niskiej półki za 1600zł. Drugą wadą w mojej opinii jest położenie przycisku uruchamiania komputera – jest on po prostu normalnym klawiszem w klawiaturze i położony jest w prawym, górnym rogu obok klawisza delete. Usuwasz plik? Nie, wyłączasz komputer. Po kilku dniach jednak ręce się przyzwyczajają i nie wyłączamy już komputera podczas usuwania tekstu lub plików. Trzecia wada, choć już dość subiektywna jest taka, że sprzęt za ponad 4 tysiące złotych mógłby już posiadać podświetlenie klawiatury. Nie posiada. Podsumowując klawiaturę, mimo wymienionych wad ogólne odczucia z jej użytkowania są przyjemne, choć nie jest to klawiatura z MacBooków.

    Co można jednak powiedzieć o touchpadzie? Z pewnością, że jest duży. Ma ponadto dwa przyciski (na których jednak działa dotyk), jest „klikalny” na większej części powierzchni (przy górnej części już mniej) oraz obsługuje oczywiście wszystkie podstawowe gesty multi-touch. Mimo teoretycznie dobrych przesłanek do tego, żeby był to świetny touchpad, niestety korzystanie z niego nie jest zbyt przyjemne – o ile chociażby w MacBookach nieczęsto odczuwa się potrzebę podłączenia myszki, tak tutaj od razu zaczynałem szukać jej po pokoju. Powodem tego było dziwne opóźnienie między ruchem palca, a ruchem wskaźnika, którego nie mogłem zniwelować żadnymi ustawieniami zarówno tymi z Windows, jak i zewnętrznego oprogramowania sterującego touchpadem. Tutaj ponownie znacznie lepiej wypadał nachalnie wręcz plastikowy touchpad z Lenovo G710. Może jednak jest to kwestia sterowników, bo nie zauważyłem, żeby inne osoby testujące komputer się na to skarżyły.

    Zestaw złącz, którymi dysponuje ultrabook to oprócz wejścia zasilania 3 porty USB 3.0, wyjście słuchawkowe, port Micro HDMI oraz czytnik kart pamięci. Co się okazuje, jednak można w bardzo cienkim komputerze umieścić w miarę sensowny i dający się używać zestaw portów i nie trzeba ograniczać się do jednego portu USB Type-C i złącza Jack, jak w najnowszym MacBooku Retina. A należy zauważyć, że Asus UX305 jest od niego cieńszy, tańszy i oferuje przy tym kilkukrotnie lepszy zestaw złącz. Cóż, jednak się da.

    Ekran

    Niewątpliwie mocnym atutem produktu Asusa jest ekran. Matowa powierzchnia ekranu, połączona z relatywnie wysoką jasnością maksymalną powoduje, że ekran może się pochwalić dobrą widocznością podczas pracy na zewnątrz i możliwość pracy przy niskim poziomie jasności w pomieszczeniach, bo ustawiona na poziom maksymalny wręcz oślepia. Biorąc też pod uwagę bardzo dobre odwzorowanie kolorów można śmiało stwierdzić, że obcowanie z tym ekranem jest przyjemnością. Jedyną wadą jaką zaobserwowałem jest lekka ziarnistość widoczna na białym tle – inne parametry jednak rekompensują to z nawiązką. Trzeba też wspomnieć, że rozdzielczość Full HD najprawdopodobniej wymusi na przyszłych użytkownikach tego sprzętu ustawienie skalowania w Windows 10 na 125% lub 150%, bo inaczej elementy widoczne na ekranie mogą być zbyt małe.

    Głośniki

    O „sprzęcie grającym” umieszczonym w tym ultrabooku w zasadzie nie powinienem mówić nic złego, ale też nic dobrego – przy tak niskiej grubości laptopa nie ma zbyt wielkich możliwości umieszczenia w nim dobrej jakości głośników. Głośniki więc po prostu są, ale brzmią bardzo „płasko”. Film możemy obejrzeć, muzyki w żadnym wypadku słuchać nie radzę, a ogólnie to w domu radzę zaopatrzyć się w głośniki, a poza domem w słuchawki.

    Osiągi

    Wyrażając chęć testowania tego komputera byłem świadomy, jakich osiągów się spodziewać. Biorąc pod uwagę pozycjonowanie tego produktu – ma być bardzo mobilny, cienki i chłodzony pasywnie (nie posiada on żadnych wentylatorów) – należało spodziewać się wydajnościowych kompromisów, szczególnie jeśli chodzi o procesor.
    Procesor Intel Core M-5Y71 o współczynniku TDP zaledwie 4,5W (w „normalnych” piętnastocalowych laptopach jest to zazwyczaj 35W) jest niedawno wydaną pozycją Intela do stosowania właśnie w bardzo cienkich laptopach i niektórych tabletach. Charakteryzuje się niskim poborem mocy, niskim poziomem wydzielanego ciepła, a co za tym idzie możliwością chłodzenia pasywnego przy jednoczesnej wydajności wystarczającej do podejmowania większości zadań, jakie na takich mobilnych komputerkach się wykonuje.

    Uznałem zatem, że testowanie tego ultrabooka przy zastosowaniach takich jak konwersja wideo nie ma sensu, bo nie jest to sprzęt do tego przeznaczony. Procesor zastosowany tutaj jest znacznie wydajniejszy od stosowanych masowo w tabletach i urządzeniach hybrydowych z Windows Intel Atom Z3740, ale też o wiele mniej wydajny niż niskonapięciowe procesory Core i3. Biorąc pod uwagę całkowicie subiektywne odczucia, wydajność tego procesora w połączeniu z 8GB RAM i naprawdę szybkim SSD była dla mnie zupełnie wystarczająca. Duża ilość kart w przeglądarce, pakiety biurowe, bazy danych w IBM SPSS – wszystko działało bez większych zająknięć. Problemy zapewne zaczęłyby się dopiero w momencie uruchomienia na nim jakichś cięższych programów Adobe lub obszerniejszych projektów w Autocadzie. Należy mimo wszystko mieć świadomość, że podczas projektowania tej serii procesorów wydajność nie była na pierwszym miejscu.

    W celu szczegółowego porównania jak takie procesory mają się do swoich „większych” braci pozwolę sobie przekserować zainteresowanych do rankingu procesorów Notebookcheck.net, gdzie mamy obszerną bazę benchmarków i duże możliwości porównawcze.

    W Asusie UX305 umieszczono dysk SSD o pojemności 256GB marki Sandisk. Prędkości zapisów i odczytów prezentują się następująco:

    Szybkość dysku powodowała, że użytkowanie tego komputera to była przyjemność. Posłużę się przykładem wziętym z życia. Posiadam pendrive Kingston HyperX Fury 64GB. Producent podaje, że jego prędkość zapisu wynosi 30MB/s. Kopiując pliki ze zwykłego, talerzowego dysku na pendrive poprzez USB 3.0 osiągam prędkości około 60-70MB/s. Kopiując pliki z SSD prędkość zapisu na pendrive wynosiła już 110MB/s – prawie 4 razy więcej niż deklaruje Kingston i znacznie więcej, niż można osiągnąć na dysku talerzowym.

    Podsumowując wątek wydajności, mamy tutaj bardzo szybką pamięć wewnętrzną, dużo pamięci RAM i niskonapięciowy procesor, który wystarcza do podstawowych czynności, ale zadławi się, gdy spróbujemy na nim wykonywać czynności, które wymagają sporej mocy obliczeniowej. Jest to wątek, który niejednokrotnie widziałem w dyskusjach – podważa się tam płacenie dużej ilości gotówki za komputer z procesorem relatywnie słabym wydajnościowo, podczas gdy za taką samą ilość tejże gotówki można kupić komputer znacznie pod względem wydajności mocniejszy – jest to jednak kwestia potrzeb. Wybieramy tutaj albo mobilność, albo wydajność.

    Hałas, temperatury i thermal throttling

    Asus UX305, jak już wcześniej wspomniałem, jest bezgłośny. Zastosowanie dysku SSD i pasywnego chłodzenia powoduje, że komputer nie wydaje żadnych dźwięków.

    Pasywne chłodzenie odbija się jednak na temperaturach obudowy. O ile podczas w miarę normalnych scenariuszy użytkowania, takich jak uruchomiona przeglądarka internetowa i kilka dodatkowych aplikacji, obudowa pozostaje zimna lub lekko ciepła nie powodując żadnego dyskomfortu, to podczas pracy na wysokich obrotach, z dużym obciążeniem CPU i GPU (np. w grach) aluminiowa obudowa wyraźnie się nagrzewa – jest to odczuwalne najbardziej w środkowej i prawej, górnej części obudowy, zarówno na wierzchu, jak i pod spodem. O ile na wierzchu nie stanowi to problemu, bo nie tam trzymamy ręce, to trzymając laptopa na kolanach i poddając go dużym obciążeniom niewątpliwie poczujemy jego temperaturę. Pochwała natomiast należy się za to, że w każdym scenariuszu użytkowania miejsca obok touchpada, na których trzymamy dłonie zawsze pozostają zimne.

    Temperatury procesora podczas normalnego użytkowania krążą wokół 40-50 stopni Celsjusza, natomiast przy maksymalnym obciążeniu procesora i karty graficznej zaczynają przekraczać 60 stopni i wtedy do akcji wkracza thermal throttling – taktowanie procesora zostaje zmniejszone, aby zmniejszyć jego temperaturę. Mam jednak wrażenie, że nie chodzi nawet o obniżenie temperatury samego procesora, bo według specyfikacji technicznej może on osiągać znacznie wyższe temperatury. Chodzi o temperaturę samej obudowy komputera, która przy maksymalnym obciążeniu i trzymaniu sprzętu na kolanach zaczęłaby po prostu parzyć.

    Akumulator

    Dzięki zastosowaniu energooszczędnego procesora, czasy pracy osiągane z dala od gniazdka elektrycznego są naprawdę imponujące. Przy wysokim poziomie jasności ekranu, włączonym WiFi, Bluetooth i normalną pracą na komputerze czas działania na zasilaniu akumulatorowym wynosi około 10 godzin, wyłączając natomiast WiFi i pracując chociażby z samym pakietem biurowym możemy ten czas przedłużyć o dodatkowe kilka godzin (tak, to nie błąd).

    Podsumowanie

    Podczas dwóch tygodni użytkowania tego ultrabooka uświadomiłem sobie, że opinia o nim zależy od punktu widzenia. Jeżeli bowiem spojrzymy na niego biorąc pod uwagę kryterium „cena za wydajność”, to dojdziemy do wniosku, że lepiej kupić coś innego, wydajniejszego, ale trochę mniej poręcznego. Z drugiej strony jednak, jeżeli weźmiemy pod uwagę świetną obudowę i ekran, niesamowitą smukłość i mobilność tego laptopa dojdziemy do wniosku, że jest jednak grupa ludzi, która jest w stanie za to zapłacić. Jest to kwestia priorytetów. Szczególnie wariant za 2899zł jest wart zainteresowania, ponieważ nie znajdziemy w takiej cenie równie cienkiego i mobilnego sprzętu.

    Zalety:

    • Ekran o świetnych parametrach
    • Smukła (12mm!) i porządnie wykonana aluminiowa obudowa
    • Szybkość SSD
    • Czas pracy na akumulatorze
    • Wady:


      • Kiepska płytka dotykowa
      • Głośna praca klawiatury
      • Wydajność procesora ograniczająca możliwości komputera
      • Występujący thermal throttling, aczkolwiek w normalnym użytkowaniu raczej niezauważalny
      •  

sprzęt porady urządzenia mobilne

Komentarze