Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Bezprzewodowe ładowanie i jego (nie)popularność

Droga do tego, abyśmy mogli bezprzewodowo – indukcyjnie naładować swojego smartfona była długa i kręta. Zaczęła się ona w 2008 roku, gdy utworzono Wireless Power Consortium. Była to grupa zrzeszająca wielu producentów - m.in. Nokia, Huawei, Sanyo, Texas Instruments i mająca na celu opracowanie standardu bezprzewodowego ładowania, który może znaleźć zastosowanie w różnych urządzeniach, przy zachowaniu zgodności i możliwością stosowania np. uniwersalnych ładowarek. O ile pierwsza specyfikacja standardu Qi została opublikowana w roku 2008, tak pierwszy smartfon wykorzystujący tę technologię został zapowiedziany dopiero w roku 2011.

Zasada działania ładowania bezprzewodowego jest względnie prosta - prąd przepływający przez cewkę w ładowarce wyzwala fale elektromagnetyczne, które powodują przepływ prądu drugiej cewce, znajdującej się w obudowie telefonu - ta natomiast połączona jest stykami z telefonem. Późniejsza droga prądu nie odbiega zbytnio od drogi prądu pochodzącego z "klasycznej" ładowarki.

Do intensywniejszego upowszechnienia standardu Qi doszło w zasadzie po premierze Nokii Lumii 820 i 920 we wrześniu 2012. Model 920 był wyposażony w obsługę ładowania bezprzewodowego "prosto z pudełka", do Lumii 820 należało natomiast dokupić specjalną obudowę.

r   e   k   l   a   m   a

Warte odnotowania jest, że standard Qi nie był i nie jest jedynym rozwijanym standardem ładowania bezprzewodowego. Równolegle inne organizacje, takie jak Alliance for Wireless Power, czy też Power Matters Alliance rozwijały swoje, niekompatybilne z Qi standardy ładowania bezprzewodowego. W pewnym momencie nie było więc wiadomo, który ze standardów zwycięży - coś jak w występującej przed laty walce Blu-ray i HD-DVD. Na dziś można jednak stwierdzić, że dominującym standardem jest Qi, choć o typowej dominacji trudno jest tak naprawdę mówić - o tym za chwilę.

Powszechność i niszowość

Spójrzmy więc jak wyglądała sytuacja po premierze modeli Nokia Lumia 820 i 920. O ile wyposażona fabrycznie w moduł ładowania bezprzewodowego, tak model 820 wymagał dokupienia specjalnej obudowy. Dochodzi jeszcze oczywiście ładowarka - producenci powoli odchodzą od zwyczaju dostarczania wraz z telefonami nawet zwykłych ładowarek (patrz: Motorola), bo z założenia każdy ma ich już całą szufladę, a brak ładowarki obniża cenę końcową produktu. Producenci nie będą więc dołączać do swoich telefonów bezprzewodowych ładowarek, co wydaje się logiczne. Przez pewien czas jednak obowiązywała promocja, w której do Lumii można było dostać gratis ładowarkę Qi. Jeżeli jej nie dostaliśmy, to cena takiego gadżetu wynosiła wówczas około 200zł, a cena obudowy do Lumii 820 około 100zł. Był to drogi biznes.

Zostając jeszcze chwilę przy Nokii/Microsofcie, spójrzmy jak sytuacja przedstawia się dziś. Modeli poniżej Lumii 735 nie naładujemy bezprzewodowo. Lumia 735 natomiast jest wyposażona w wymienną obudowę z obsługą funkcji Qi prosto z pudełka. Tak samo sytuacja wygląda z modelami 830, 930, 950 i 950 XL. Można więc z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że Microsoft nie zamierza wycofywać się z wyposażania smartfonów w tę funkcję - mowa oczywiście o tych z nieco wyższej półki, bo wszystko poniżej Lumii 735 ma walczyć głównie ceną.

Nie samym Microsoftem człowiek jednak żyje - spójrzmy więc na innych producentów i ich popularne, flagowe telefony. Zaczynając od Google i Nexusów, począwszy od Nexusa 4, 5, 6 oraz nawet siedmiocalowych tabletów Nexus 7, funkcja ładowania bezprzewodowego zawsze była w nich obecna. Dopiero wydany niedawno Nexus 5X i 6P został tej funkcji pozbawiony. Co ciekawe, przy okazji AMA na Reddit, gdzie można było przepytać "Drużynę Nexus" o różne drobiazgi dotyczące tego sprzętu. Zapytano o powody braku możliwości bezprzewodowego ładowania nowego Nexusa. Wytłumaczono to następująco:

Thanks for being a Nexus fan! We added Qi wireless charging starting with N4 because plugging in USB micro B was such a hassle! (Which way is up!?) With this year’s Nexii, we support USB Type-C which has a reversible connector so there’s no more guessing. AND it charges incredibly swiftly: 1% to 100% in 97 mins on the 6P for example (the first ~45 mins of charging is especially fast). Meanwhile, wireless charging adds z (thickness). So, ease of plugging in + fast charging + optimizing for thinness made us double down on Type-C instead of wireless!

W tłumaczeniu dość swobodnym: wkładanie tradycyjnej wtyczki Micro-USB było męczące, bo pasowała tylko w jedną stronę, teraz mamy USB Type-C, które wchodzi dwustronnie i ładuje telefon znacznie szybciej, niż starszy standard - od 1% do 100% w 97 minut. Dodatkowo podniesiono argument grubości telefonu - faktem jest, iż wmontowanie do telefonu cewek nieco go pogrubia. Jedni więc będą narzekać, drudzy stwierdzą jednak, że i tak tylko ułamek użytkowników korzystał z ładowania bezprzewodowego i że lepiej skupić się na grubości urządzenia i metodach szybkiego ładowania.

Jedziemy więc dalej. Samsung wyposażył w fabryczne Qi dopiero model S6, w modelach wcześniejszych należało zmienić obudowę. iPhone? Są akcesoria firm trzecich, niezbyt praktyczne, a same telefony nigdy takiej funkcji nie oferowały i oferować nie będą. LG? Nie. HTC? Niezbyt. Motorola? Ewentualnie pojedyncze modele, w dodatku zazwyczaj na rynek amerykański. Nie będziemy przekopywać wszystkich producentów. Zmierzam po prostu do tego, że oprócz Microsoftu i tego, co mu zostało po Nokii, to w zasadzie żaden producent nie jest szczególnie zainteresowany tą formą ładowania telefonu. Można się też pokusić o stwierdzenie, że Samsung w modelu S6 umieścił Qi w telefonie, bo zastosował teraz inną konstrukcję obudowy, gdzie wymiana klapki i baterii nie jest już taka prosta.

Na rynku istnieje szereg akcesoriów pozwalający "dodać" obsługę Qi do telefonów jej nieposiadających. Zazwyczaj opiera się to na ręcznym montażu cewki np. pod obudową, a potem dyskretne podpięcie jej do portu MicroUSB w telefonie. Wystarczy spojrzeć na Allegro czy chińskie sklepy. Użyteczność, praktyczność i wrażenia estetyczne takiej modernizacji sprzętu są wątpliwe.

Z drugiej strony mamy rynek ładowarek Qi. Gdy na początku za ładowarkę trzeba było zapłacić 200zł (niektórzy tyle dziś wydają na telefon), tak dziś za ładowarkę typu no-name zapłacimy około 20-30zł, a za oryginalną ładowarkę Nokia około 70zł.

Mieliśmy też pewnego czasu boom na wbudowywanie Qi w świat zewnętrzny. Stoły w fast-foodach, meble z Ikei lub samochody z wbudowanymi ładowarkami. Teraz to wszystko jakoś ucichło.

W praktyce

Gdy zakupiłem Lumię 735 i zorientowałem się, że posiada ona obudowę wspierającą Qi, postanowiłem dokupić ładowarkę DT-900 i przekonać się jak to działa w praktyce. Żółta ładowarka dumnie spoczywa na biurku i jest w sumie jedynym źródłem energii dla telefonu. Pełne ładowanie telefonu zajmuje około trzy godziny, podczas gdy normalna ładowarka uwija się w około dwie godziny. Proces ładowania jest więc znacznie dłuższy. Nie ma to znaczenia, gdy ładuje się telefon głównie w nocy, ma jednak znaczenie, gdy potrzebuje się szybko podładować telefon w ciągu dnia. Do zalet niewątpliwie należy zaliczyć wygodę oraz niezmasakrowany telefon w miejscu gniazda Micro-USB - zawsze rysuję tam wszystkie telefony niezbyt subtelnym wkładaniem wtyczki. Do wad natomiast, po pierwsze dłuższy czas ładowania (wraz z większymi stratami prądu), po drugie wyższą temperaturę telefonu podczas ładowania (szczególnie podczas ładowania telefonu "od zera"), a po trzecie częstsze przerywanie procesu ładowania (np. gdy piszemy z kimś i co chwilę odkładamy telefon na ładowarkę. Dwa ostatnie mogą mieć pewien wpływ na żywotność akumulatora. Przez pół roku takiego wpływu nie zauważyłem, co nie znaczy że go nie ma.

Generalnie ładowarkę kupiłem z ciekawości. Jest wygodna, ale nie zmienia życia. Co więcej, patrząc na popularność standardu jest 80% szans, że mój następny telefon z moją ładowarką się po prostu nie dogada. Zasadność specjalnego zakupu takiej ładowarki do telefonu stoi więc pod dużym znakiem zapytania.

Jak nie smartfony, to co?

Ładowanie bezprzewodowe to nie tylko domena małych, mobilnych urządzeń - w Wielkiej Brytanii postanowiono przetestować jak ten sposób ładowania będzie sprawował się w większej skali - w samochodach elektrycznych. Pomysł opiera się na dostosowaniu infrastruktury energetycznej i drogowej w ten sposób, aby w pasie drogowym znajdowały się kable pozwalające wytworzyć pole elektromagnetyczne i za jego pomocą naładować jadący po nim samochód elektryczny. Nie trzeba chyba mówić jak cenne może być ładowanie "elektryka" podczas jazdy. Na razie rozwiązanie to ma być dopiero tetowane - rząd ogłosił 18-miesięczny okres badań. Wśród wypowiadających się znajdują się sceptycy wskazujący na bardzo duży koszt takiego rozwiązania.

Nie jest to pierwsze tego typu przedsięwzięcie - takie rozwiązanie funkcjonuje już w mieście Gumi w Korei Południowej i jest to 12-kilometrowy pas, który ładuje podczas jazdy autobusy elektryczne. Są to jednak pojedyncze próby zaadaptowania tej technologii pod motoryzację. Czy do nich dojdzie i na jaką skalę, zapewne trzeba będzie poczekać mniej więcej tyle, ile na to aż nasz samochód sam zawiezie nas do domu w momencie, gdy będziemy mieć za wysokie stężenie alkoholu we krwi.
 

sprzęt urządzenia mobilne inne

Komentarze