Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

O „profesjonalnych tłumaczach” filmów i seriali

W zamierzchłych czasach dostęp do filmów i seriali zapewniała w zasadzie tylko telewizja i wypożyczalnie. O ile wypożyczalnie w sensie fizycznego obiektu gdzie możemy sobie pochodzić i wybrać coś do obejrzenia na wieczór są już praktycznie reliktem przeszłości, to na ich miejsce wchodzą internetowe wypożyczalnie lub sklepy ze strumieniowaniem materiałów lub pobieraniem ich na dysk. W zamyśle ma być tanio, szybko i wygodnie i tak właściwie jest. Poza tym, że nie w Polsce. Amerykanie mają Hulu, Netfliksa i masę innych miejsc z dużą ilością porządnych produkcji. My mamy VOD z naszych stacji telewizyjnych, zwykle z rodzimymi produkcjami, których nie chciałbym oglądać nawet, jakby mi za to płacono. Oczywiście rynek ten idzie do przodu, coś się zmienia na lepsze, UPC coś kombinuje w tym zakresie, HBO GO powinno niedługo zostać uwolnione od przymusu posiadania pakietu HBO w kablówce, ale generalnie jest bardzo nędznie.

Polska to jednak kraj zaradnych ludzi - jeżeli producenci, wytwórnie i reszta bogatej ekipy nie chcą ich pieniędzy, to po prostu wydadzą je na serwisy, które nielegalnie udostępniają treści lub nie wydadzą ich w ogóle, bo treści te pozyskają za darmo. Wiele bowiem wskazuje na to, że wcale nie poskąpilibyśmy pieniędzy na dobry serwis z filmami i serialami pod warunkiem, że będzie on sprawnie działał i będą w nim aktualne odcinki seriali, a nie te wyemitowane w USA rok temu. Takich jednak szukać jak na lekarstwo, dlatego serwisy pokroju dawnego Kinomaniaka dalej będą miały się dobrze, a zamknięcie jednego spowoduje powstanie trzech następnych.

Wstęp trochę przydługi, jednak w naturalny sposób chciałbym przejść do kwestii regionalnych. Możemy załatwić sobie przez VPN dostęp do Netfliksa, jednak, co oczywiste, nie będziemy mogli oglądać treści po polsku. Pirackie zatoki, Chomiki i inne usługi stoją więc otworem, a w przypadku braku polskich wersji mamy programy takie jak dostępny w tym vortalu Napiprojekt, który pobierze nam napisy praktycznie do każdego materiału, który został kiedykolwiek i przez kogokolwiek na język polski przetłumaczony. O legalności takich napisów do filmów bywały już długie dyskusje, wiele osób pamięta również zamknięcie serwisu Napisy.org. Nie w tym kierunku jednak chciałbym iść.

r   e   k   l   a   m   a

Wychodzi nowy odcinek serialu w Stanach Zjednoczonych. Za dwie godziny pojawia się on w wyszukiwarkach plików torrent i innych serwisach. Po kolejnych dwunastu godzinach mamy dostępne profesjonalne, polskie tłumaczenie do filmu, które program ściągnie nam tak szybko, jak zostanie ono udostępnione. Gdyby wszystkie te wielomilionowe firmy tak dbały o nasz komfort, jak ci wszyscy piraci świat byłby piękny, prawda? Oczywiście trochę przesadzam - nie jest moim zamiarem przekazanie tu, że popieram piractwo albo, że będę przeklinał każdego, kto się przyzna, że ściągnął kiedyś Doktora House'a z Internetu, bo w telewizji emitowano jeden sezon, w środku tygodnia i o 2:00 nad ranem. Niestety sprawa ta nie jest tak prosta i właściwie to nie tym chciałem pisać.

Jakiś czas temu postanowiłem obejrzeć serial Suits. Przyznam się bez bicia iż nie pochodził on z oficjalnej dystrybucji. Napisy do niego pochodziły z tego samego miejsca, co napisy do tysięcy filmów i seriali, które możemy legalnie lub nie pozyskać z Internetu - zostały napisane przez grupy tłumaczy, hobbystów lub po prostu kogoś, kto został o to poproszony. Język angielski znam dość dobrze, jednak nie na tyle dobrze, aby seriale oglądać bez tłumaczeń, szczególnie gdy używa się w nich jakiegoś charakterystycznego słownictwa np. medycznego lub prawniczego. Mimo, iż lektor jest mniej zajmujący niż czytanie napisów zdecydowanie wolę opcję drugą. Po pierwsze, słyszę oryginalne dialogi, gdzie pełno jest różnych słownych zabiegów, które nie mają odpowiednika w języku polskim, a które znam. Po drugie, nie lubię gdy coś zagłusza mi oryginalną ścieżkę dźwiękową, która jest w materiałach z lektorem zazwyczaj wyciszona. Po trzecie, można się czasem czegoś nowego o języku nauczyć. Po czwarte natomiast, zauważyłem już dawno coś bardzo dziwnego, trochę niepokojącego i dodatkowo zniechęcającego mnie do nabywania filmów i seriali z oficjalnych źródeł. Jest to porażająca, zamierzona lub nie, całkowita niekompetencja osób tłumaczących anglojęzyczne dialogi na język polski. Ostatnio miałem okazję oglądać po raz drugi kilka odcinków wyżej wymienionego serialu w telewizji, w wersji z lektorem. Oto niektóre z zauważonych przeze mnie uchybień:


  • Nieprawidłowe tłumaczenia nazw własnych, które tłumaczenia w zasadzie mieć nie powinny
  • Całkowite pomijanie pewnych kwestii wypowiedzianych przez bohaterów - słychać w tle jak to mówią, tłumaczenia po polsku jednak nie ma - ktoś albo nie umiał tego dobrze przetłumaczyć, albo po prostu to pominął, bo uznał, że jest niepotrzebne. Nie wiedziałem, że zlecając tłumaczenie daje się automatycznie prawo do wywalania zdań, które w opinii "tłumacza" są niepotrzebne. Widać telewizornie rządzą się swoimi prawami.
  • Upraszczanie wszystkich wyrażeń do granic możliwości - najwyraźniej chyba jesteśmy uważani za idiotów. Osoba tłumacząca za darmo odcinek ściągnięty z Internetu słysząc jakieś niestandardowe wyrażenie zazwyczaj zada sobie trochę trudu sprawdzając w Internecie znaczenie, często gdy sprawa jest bardziej zawiła lub do czegoś nawiązuje zrobi po prostu w napisach krótki przypis, aby widz wiedział o co chodzi. "Profesjonalni tłumacze" chyba nie odczuwają takiego obowiązku, po prostu zastąpią to jakimś prostym słowem, aby ciemny lud nie miał problemów z przyswojeniem tego.
  • Kreatywność w tłumaczeniu tytułów - mam wrażenie, że niektórym produkcjom lepiej by zrobiło gdyby ich nazwy nie zostały w ogóle przetłumaczone i zostawione w oryginale, niż żeby krzywdzić je inwencją kogoś kto "miał wizję" na polski tytuł. The Wire jako pierwszy z brzegu przykład.

  • Gwarantuję, że gdybym obejrzał serial jeszcze raz, znalazłbym znacznie więcej takich perełek. Byłem naprawdę porażony niekompetencją tego tłumaczenia. W Internecie mamy masę anonimowych ludzi tłumaczących coś dla kogoś, dla hobby, dla nauki języka. Ktoś oferuje swoją pracę za darmo, zazwyczaj nie wiemy nawet kto to jest, mamy jedynie pseudonim, ewentualnie e-mail. A mimo to w znakomitej większości przypadków jest to praca, która przewyższa "profesjonalnych tłumaczy", którzy za to dostają kasę. Ale widocznie nikomu to nie przeszkadza, skoro sytuacja ta zdarza się nagminnie. Powiem wprost i brutalnie - jeżeli znasz angielski i obejrzysz spiracony film lub serial z napisami z Internetu, a potem legalny film z "profesjonalnym" tłumaczeniem, jest spore prawdopodobieństwo, iż chwycisz się za głowę. Zgłębiłem bowiem swoje wnioski - jest masa seriali lub filmów, które przyozdobione lektorem tracą cały swój klimat. The Office. Scrubs. Dr. House. Family Guy. Pierwsze lepsze przykłady "z głowy". Pół biedy osoba lektora zabijająca klimat. Dodając jednak do tego jeszcze tłumaczenie na poziomie szóstoklasisty otrzymujemy właściwie bolesne bezczeszczenie oryginału, podpisane imieniem i nazwiskiem i zakończone wpłatą na konto. Zapewne znajdą się jakieś tłumaczenia z Internetu, które będą gorsze niż oryginalne tłumaczenia, jednak zazwyczaj będzie to jakiś błąd stylistyczny lub ortograficzny, a nie przeredagowanie sobie całej ścieżki dialogowej pod swoje widzimisię i robienie z widza ćwierćinteligenta.

    Tłumacze na granicy prawa z całego świata, zwracam się do Was. Nie przestawajcie tłumaczyć. Nie ważne w jakim celu. Dla dziewczyny, chłopaka, nauki, ideologicznie, bez różnicy. I tak robicie to lepiej niż 90% "profesjonalistów". Może to Was tam powinni zatrudnić.

     

internet hobby inne

Komentarze