iPhone 11 będzie najlepiej sprzedającym się smartfonem na świecie

Jak wiemy, Apple "kończy się" od wielu lat. Smartfony ma coraz droższe, nikt nie chce ich kupować, w przeciwieństwie do coraz tańszych i coraz lepszych telefonów z Androidem. Ten nieco clickbaitowy tytuł nie jest podyktowany chęcią wywołania "żywej dyskusji" (łagodnie mówiąc), co zapewne się stanie, jest jednak w moim odczuciu mocno prawdopodobnym scenariuszem.

Żeby to wyjaśnić, cofnijmy się o rok do premiery iPhone XS oraz XR.

Dostaliśmy wówczas iPhone XS, czyli "ulepszoną" wersję iPhone X, wersję XS Max (coraz mniej mi się podobają nazwy), która była większą i jeszcze lepszą wersją modelu XS oraz, co tutaj kluczowe, iPhone XR, czyli "biedną" wersją modelu XS - choć określenie "biedna" jest może nie na miejscu, bo model ten kosztował prawie 4 tysiące złotych w dniu premiery, a teraz kosztuje wciąż ponad 3 tysiące złotych.

Opinie o iPhone XR były raczej mieszane. Narzekano na szerokie ramy wokół ekranu, żałosną wręcz rozdzielczość wyświetlacza, brak technologii OLED, pojedynczy aparat, radzono też zakupić sobie starszego iPhone X, zamiast wykastrowanego XR'a. Apple nie było to na rękę, dlatego zrobił coś, co raczej się wcześniej nie zdarzało - wywalił iPhone X ze swojego portfolio. Można było go kupić, jednak nie był już w aktualnej sprzedaży, przy jednoczesnym dalszym oferowaniu iPhone'a 7 (!)

Rynek specjalnie się tym nie przejął. Choć sprzedaż dość mocno spadła, o czym już wcześniej pisałem, to iPhone XR okazał się najczęściej sprzedawanym smartfonem na świecie w pierwszej połowie 2019 roku. Smartfon z gigantycznym notchem i rozdzielczością ekranu godną 2010 roku (to trochę ironia, proszę nie brać na poważnie).

Dziś jednak ludzie czekają już na swoje nowiutkie jabłka z przedsprzedaży. Zanim je jednak dostaną, spójrzmy na "rozmieszczenie" oferty rok temu i dziś:

"Bazowym" modelem był rok temu iPhone XS. Kosztował on $999. iPhone XR był modelem "dodatkowym" - tańszym ($749, co w Polsce przekładało się na cenę 3729zł), ale wciąż nowym i współczesnym.

Dziś jednak nastąpiła całkowita zmiana pozycjonowania produktów. Dziś bazowym modelem jest iPhone 11. Biorąc pod uwagę dotychczasowy cykl wydawania produktów - iPhone X, iPhone XS, iPhone 11 itd.), można pomyśleć, że model 11 jest duchowym spadkobiercą modelu XS. Pudło. Teraz modelem bazowym został następca XR. Model XS został "awansowany" i mianowany, wzorem iPadów jako "Pro". Są dwie główne interpretacje takiego zabiegu:

  1. Oszustwo. Wciskanie "wykastrowanego" modelu telefonu i poprzez manipulację nazwą sprzedawanie go jako ten bazowy (jak wiemy klientów Apple średnio interesują niuanse techniczne, liczenie pikseli i gigabajtów RAM'u).
  2. Genialny zabieg marketingowy. Teraz kupując iPhone 11, kupujemy tańszy od XR w dniu premiery model bazowy. Mamy najnowszy model, nie kupujemy "tego biednego" modelu. W ofercie mamy teraz model bazowy (iPhone 11) i ten jeszcze lepszy (iPhone 11 Pro), a nie bazowy i gorszy (iPhone XR, ten tańszy, ten kompromisowy).

O czym myśli przeciętny klient

Wiem doskonale, że niektórzy czytający ten tekst, szczególnie ci zorientowani technologicznie, złapią się za głowę - jak można być tak nieogarniętym i łapać się na takie rzeczy? Ośmielę się tutaj na nieco samokrytyki w kierunku naszej społeczności, ale faktem jest, że duży stopień zorientowania technologicznego nieco wykrzywia nam spojrzenie na sposób, w jaki zwykły obywatel, nawet niekoniecznie z Polski, który nie pisze na blogach ani nie wchodzi na forum podejmuje decyzje zakupowe. A tam takie niuanse naprawdę mają znaczenie jeżeli chodzi o optymalizację procesu podejmowania decyzji. Z podobnych powodów Samsung zaczął intensywnie karczować swój las oferowanych telefonów i z potworków typu "Samsung Galaxy Ace Duo Dual Sim Plus", teraz oferuje jedynie kilka modeli o prostych nazwach i wyraźnej strukturze ofertowej "lepszy-gorszy". Mniej czasami naprawdę znaczy lepiej.

Ile osób kupiło iPhone X zamiast XR? Zapewne sporo. Ile osób w ogóle nie kupiło XR, tylko zrezygnowało z zakupu, albo dołożyło do modelu XS? Również sporo. Kupić starszy i tańszy, czy może nowy i tańszy, ale pozycjonowany jako gorszy (XR)? Pisałem już we wcześniejszym wpisie, że oferta Apple w ostatnich latach uległa niepotrzebnemu skomplikowaniu i mogło to wyraźnie wpłynąć na procesy decyzyjne u klientów. Teraz wiele osób nie będzie miało tych zakupowych rozterek. Zobaczą nowy iPhone 11 i po prostu go kupią. Dla takich klientów jest ten model. Dla bogatszych, bardziej wymagających lub bardziej zorientowanych technicznie będzie wersja Pro i Pro Max.

Będzie hit i żadne wrzaski tego nie zmienią

Podsumowując, biorąc pod uwagę fakt, że iPhone 11 jest tańszy od XR (3599zł w dniu premiery vs 3729zł za model XR, a przecież jeszcze stanieje), uważam, że będzie to kolejny hit sprzedażowy. Większości nabywców nie obchodzi rozdzielczość 1792 x 828 oraz brak OLED'a, jeżeli obraz na ekranie wciąż wygląda świetnie. Zmiana pozycjonowania modeli sprawi, że 11'tka nie będzie postrzegana tak jak XR, czyli "model budżetowy". Po prostu ludzie rzucą się na iPhone 11. Bo "Pro" jest dla profesjonalistów, a XR'a nie opłaca się kupować przy tak małej różnicy cenowej. Myślę zatem, że 11'tka co najmniej zbliży się wynikami do tego fatalnego iPhone'a XR.

A w przyszłym roku stworzę wpis, w którym okaże się czy miałem rację.