Mój kolega Debian

Chciałbym Wam opowiedzieć o moim koledze, któremu na imię jest Debian. Kończy on w tym roku 24 lata i jest najstabilniejszą osobą, jaką znam.

Mój kolega Debian ma wstydliwy problem, który przeszkadza wielu osobom. Mianowicie, ma on nieświeże jądra. Jak sam mówi, to część jego stabilności i jeżeli nie potrzebuje, to jąder nie odświeża. Gdy jednak już musi to zrobić, zażywa tzw. backport (silna substancja, po której masz świeższe jądra; Debian bierze ją najpewniej z przemytu).

Mój kolega Debian jest szybki i ma wszystko to, czego potrzebuję. Wiem, że mogę na niego liczyć, nawet jeśli będzie musiał brać backporty. To dobry kolega. Szkoda tylko, że swoje "zasoby" odświeża raz na parę lat i musi specjalnie dla mnie brać wyżej wspomnianą substancję.

Mój kolega Debian jest bardzo stabilny. Nigdy nie widziałem, żeby się posypał. To chyba kwestia tego, że dopuszcza do siebie tylko dobrze sprawdzone informacje, ale sam nie wiem, nie pytałem go i zbytnio się krępuję, by to zrobić. Niektórzy zarzucają mu, że jest przez to zbyt nudny, biorąc tylko jedno piwo, a nie sześć, ale ja wolę go takiego, jakim jest.

Mój kolega Debian czasem przyjmuje ksywkę Sid. Podobno wtedy zdarza mu się bardziej zabalować i jest wtedy niestabilny. Niektórzy wolą go właśnie takiego, ale ja nie chcę go tak męczyć. Nie miałem też nigdy do czynienia z nim w takim stanie. Widziałem go za to, gdy testował "świeższe pakiety". Dla niektórych jest to dobry środek w wyborze, jaki Debian ma być. Szkoda mi go, że jest przez nas tak męczony, ale wydaje mi się, że on to lubi. Mówi, że dzięki nam staje się lepszy.

Mój kolega Debian to wspaniały kolega. Nie jest idealny, ale przecież nikt taki nie jest. Jest on za to osobą, na której wiem, że będę mógł polegać w chwili, gdy inni mnie zawiodą. Nie dziwię się, że moi inni koledzy - Ubuntu i Mint - opierają swoje ja właśnie na nim. Jest on dobrym wzorcem i wielu chciałoby być tak fajnym jak on.

Obecnie utrzymuję z Debianem kontakt poprzez komunikator VirtualBox. Jesteśmy jednak w stałym kontakcie i wiem, że w razie czego mogę na nim polegać. Mówi mi, że pokaże swoje odświeżone oblicze i chyba niedługo znowu się spotkamy. Jeżeli jeszcze nie znacie mojego kolegi Debiana, to zachęcam do poznania go. Nie jest trudno do niego zagadać i jest naprawdę miły. To świetny kompan, by obejrzeć wspólnie film i popijać piwkiem (on tylko jedno).

/stockowe obrazki z: strategylab.ca/