Moja historia z kupowaniem używanego telefonu na Allegro Lokalnie – jak przepłaciłem za 3-letniego exflagowca.

Zanim przejdę do sedna warto wspomnieć, iż ten tekst nie ma na celu znieważania Allegro, osoby, od której kupiłem telefon ani nikogo innego. Jest to po prostu ostrzeżenie przed popełnieniem mojego błędu.

Po kilku latach korzystania z telefonów z niskiej albo średniej półki cenowej (Redmi 5A, Xiaomi Mi A2 Lite, Motorola One i Honor 7) postanowiłem w końcu spróbować czegoś z flagowców, lecz jako biedny uczeń technikum ze wsi nie mogłem sobie pozwolić na nic w budżecie większym niż 400 złotych. Po szybkiej obserwacji Allegro, OLX i podobnych im portali pod wpływem lekkiego fanboystwa Xiaomi wybór padł na 3-letniego Mi Mixa 2 niewykrywanego przez komputer podczas połączenia przez USB bez wgranego w cenie 350 złotych. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, w co się pakowałem. Krótko po zakupie urządzenia odebrałem paczkę, która była lekko wybrakowana w porównaniu z opisem:

Witam, mam na sprzedaż niezawodny telefon, który używam już od jakiegoś czasu i już mi się trochę znudził, model Mi Mix 2 6/64 GB, kolor czarny. Urządzenia nie muszę przedstawiać, bo osoby zainteresowane tematem znają doskonale jego możliwości :) Telefon kupiony z Chin, bez gwarancji. Stan dobry (tył idealny, ekran lekkie rysy widoczne pod światło, te ze zdjęć z lewej strony, z prawej to uszczerbek na szkle hartowanym) Do telefonu dodaje pudełko ze zgodnym numerem IMEI, ładowarkę i przewód USB-C. Możliwość wysyłki lub odbioru osobistego. Telefon aktualnie nie ma wgranego systemu, jest tylko recovery TWRP, mój komputer nie widzi urządzenia a jedynie je ładuje, sprzedam w okazyjnej cenie, dla osoby obeznanej wgranie systemu nie powinno być problemem.

W zestawie zabrakło ładowarki, lecz nie chcąc być osobą szukającą problemu na siłę nawet się o nią nie upomniałem. Jednak jej brak spowodował u mnie lekki niepokój i myśli typu: „Brakuje ładowarki, a co, jeśli urządzenie się nie uruchamia i dostałem w cenie 350 złotych przycisk do papieru?”, które na szczęście okazały się być mylne. Po lekkim podładowaniu urządzenia (wykazywało one 0 całkowite i podczas pierwszych prób uruchomienia wyświetlało tylko logo producenta) ładowarką od Motoroli zająłem się sprawdzeniem problemu z wykrywaniem urządzenia przez komputer. Na pierwszy ogień poszedł Windows 10 i telefon widział, jednak raportował o błędzie sterownika, który pomimo wielu prób naprawy nie ustępował. Następnie spróbowałem Linuxa, bodajże Archa, gdzie nic nie wykazywało na pierwszy rzut oka, iż telefon został wykryty, lecz dopiero analiza stanu rzeczy poprzez komendę lsusb upewniła mnie w tym.

Wracając do opisu i zwrotu, iż komputer nie widzi urządzenia a tylko je ładuje postanowiłem skontaktować się z sprzedającym w tej sprawie i spytać, czy Windows wykazywał u niego podobny błąd na co uzyskałem odpowiedź, iż nic takiego w jego przypadku nie występowało oraz że w serwisie dowiedział się, iż jest to problem z OTG wyłączonym w opcjach programistycznych. Ubiegałem się chwilę o zwrot towaru (brakowało mi pieniędzy na naprawę i wolałem już zostać z swoją Motorolą), lecz po kilku niekoniecznie przyjemnych wiadomościach wraz z sprzedającym zdecydowaliśmy się na częściowy zwrot kosztów zakupu w wysokości 70 złotych (w tej chwili pomijając koszt przesyłki na telefon wydałem 280 zamiast 350 złotych z planowanych 400) i po kilku dniach wspomniana kwota pojawiła się na koncie dzięki czemu mogłem zacząć interesować się naprawą urządzenia i kupnem ładowarki.

Już od początku każdą potencjalną naprawę planowałem wykonać w wrocławskim MiCenter z uwagi na nieufność do tzw. „Pudełek GSM”, które można napotkać w wielu sklepach lub galeriach handlowych i zacząłem wymieniać maile z pracownikiem tego serwisu, dzięki czemu dowiedziałem się, iż prawdopodobnym problemem nie jest OTG, a płyta USB albo płyta główna, a kwota naprawy wynosiła od około 100 złotych (USB) do około 500 w przypadku płyty głównej. Na moje szczęście problemem okazała się nie być płyta główna, a cała naprawa nie licząc kosztów przesyłki wyniosła mnie 140 złotych i krótko po otrzymaniu faktury oraz zapłacie za naprawę, urządzenie wróciło do mnie już w pełni sprawne wraz z wgranym na nie systemem Xiaomi.EU w wersji 20.6.18 (ostatnia wersja MIUI wydana na to urządzenie gdzieś w wakacje 2020).

Nie będę już wspominał o wyborze ładowarki, gdyż w tej kwestii wybór był prosty. Mogło to być wszystko, co jest pewne oraz wspiera Quick Charge 3.0, więc czas zakończyć tą trochę długawą historię i przejść do podsumowania.

Podsumowanie:

Podsumowując z planowanych 400 złotych zrobiło się ponad 500 złotych (niżej dokładna kalkulacja) i to nie koniec wydatków, gdyż po powrocie z MiCenter dowiedziałem się o kolejnym problemie, tj. pogłosie słyszanym przez moich rozmówców podczas rozmów telefonicznych, jednak dopiero teraz zająłem się tematem z uwagi na naprawdę ograniczony budżet, jednak sam telefon jako daily driver pomimo 3 lat na karku sprawuje się całkiem dobrze w porównaniu do już przestarzałem w dniu premiery Motoroli i zaraz po jego drugim powrocie z MiCenter (muszę spytać o zniżkę dla stałych klientów hah) zabiorę się za lekką recenzję z nadzieją, iż nie skończy tam, gdzie planowana po cichu przeze mnie recenzja Mi Airdotsów Pro (w Polsce znanych pod nazwą Mi True Wireless Earphones), która miała pojawić się krótko po artykułach o custom romach i MicroG, ale raczej nie ujrzy światła dziennego.

Na koniec wrzucam wspomnianą przeze mnie kalkulację zrobioną na szybko w Excelu (tym razem wraz z kosztami przesyłki):

Do następnego wpisu...