Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Zakaz fotografowania w sklepie

Jednym z elementów gospodarki rynkowej jest wolność i swoboda w podejmowaniu decyzji przez konsumenta. Powszechny dostęp do Internetu na urządzeniach mobilnych oraz aplikacje konsumenckie - czytniki kodów, porównywarki cen, produktów, daje spore możliwości w wybraniu najlepszej jakościowo i cenowo oferty. Konsument ma prawo do pełnej i jasnej informacji o produkcie, prawo do sprawdzenia zawartości, składu, ceny i innych informacji wpływających na jego decyzje zakupowe. To co dobre dla konsumenta, niekoniecznie musi podobać się sklepom. Jednym ze sposobów utrudniania życia konsumentom jest wywieszanie informacji o zakazie robienia zdjęć, skanowania kodów. W skrajnych przypadkach może się skończyć to wyprowadzeniem klienta ze sklepu, żądaniu okazania aparatu, usunięcia zdjęć, nieużywania aplikacji, skanerów czy wręcz grożenie wezwaniem policji.

Jak to wygląda od strony prawnej, i czy musimy takim zakazom podporządkowywać?

reklama

Konsumenckie prawa o których mowa powyżej, są potwierdzane przez wyroki naczelnych sądów administracyjnych czy SOKiK. Takim przykładem jest np. uzasadnienie wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 14 marca 2008 r. o sygn. akt II OSK 245/07, wyroku WSA w Krakowie z 20 grudnia 2013 o sygn. akt I SA/KR 1534/13; czy postanowienie UOKiK (wyrok SOKiK o Sygn. Akt XVII AmC 1145/09 z 5 marca 2010 r.) czego konsekwencją było wpisanie do rejestru klauzul niedozwolonych zapisu: Zabrania się fotografowania i filmowania eksponatów oraz sal ekspozycyjnych bez uzyskania pozwolenia dyrektora Muzeum. Fotografowanie możliwe jest po uzyskaniu zgody i uiszczeniu opłaty - klauzula abuzywna ma do siebie, że nie jest istotne dokładne brzmienie zabronionego wpisu, a jego konsekwencja. Tak więc, ma ona odniesienie również do zakazów fotografowania stosowanych przez sklepy. (Takie rozumienie zapisów niedozwolonych zostało potwierdzone przez Sądy w odniesieniu do umów kredytów hipotecznych z bezprawnymi zapisami - choć w różnych bankach brzmiały one różnie, to wynikało z nich to samo.) Sprawa byłaby o wiele prostsza, gdyby w Polsce istniało prawo precedensu.

Środowiska prawnicze przekonują, że: prawo stanowi, że jeśli czegoś nie zabrania, to zezwala (źródło cytatu). W przypadku zakazu robienia zdjęć w sklepach polskie prawo nie ma jednoznacznych przepisów. Jest to klasyczny przykład nienadążania przepisów do aktualnego stanu.

Właściciel sklepu ma oczywiście prawo do narzucania wewnętrznych przepisów jakie mu się podobają, jednak nie mogą one być sprzeczne z obowiązującym prawem. Właściciel sklepu ma obowiązek w sposób jasny, łatwo dostępny, przedstawić potencjalnemu klientowi zasady - regulamin. Samo wywieszenie tabliczki jest niewystarczające. Niedopuszczalną, choć spotykaną, jest argumentacja, że są to przepisy wewnętrzne odmawiając okazanie ich klientowi - najczęściej są to niepisane polecenia kierowników dla pracowników, tak naprawdę bez mocy prawnej. Trudno przestrzegać, czegoś z czym nie możemy się zapoznać, dlatego warto upominać się o okazanie regulaminu w takich sytuacjach - kiedyś w odzieżowym sklepie sieciowym chciałem na drugi dzień wymienić produkt na ten sam o innym rozmiarze. Sprzedawczyni odmówiła, bo metka była odcięta. Na prośbę o pokazanie dokumentu potwierdzającego odmowę odesłała mnie do regulaminu na stronie internetowej sieci. Pech chciał, że odpaliłem stronę sklepu i w regulaminie nie znalazłem takiego zapisu, co gorsza był tam zapis, który stwierdzał, że odcięcie metki nie jest podstawą do odmowy... mina ekspedientki bezcenna.

Jakie argumenty możemy usłyszeć od sprzedawcy w takich przypadkach:

- art. 193 kodeksu karnego - naruszenie miru domowego: Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Opinie w tym zakresie są różne. Dominuje stanowisko, że sklep jest przestrzenią publiczną (rozporządzenie ministra infrastruktury z 12 kwietnia 2002 r.) i dlatego pracownicy nie mają prawa zakazać nam zrobienia zdjęcia, ani żądać od nas z tego powodu opuszczenia sklepu. Generalnie pracownik sklepu, ochrony, może nas poprosić o opuszczenie pomieszczenia mając ku temu uzasadnione podstawy - nie może przy tym użyć siły - naruszenie nietykalności cielesnej, zatrzymać - uprawnienia zarezerwowane tylko i wyłącznie dla służb mundurowych, czy straszyć nieuzasadnionym wezwaniem policji - groźba karalna. Nie rozpatrujemy przypadków demolowaniu sklepu, kradzieży, nietrzeźwości, agresji wobec osób trzecich, etc., które są w pełni uzasadnione do wezwania policji i podstawą do wyproszenia.

- zakaz fotografowania ma chronić przed nieuczciwą konkurencją
trudno tu o racjonalne wytłumaczenie. Producent wypuszcza konkretny produkt, który można kupić w rożnych sklepach. Wszędzie on ma takie same parametry, jedyną różnicą jest cena. Na czym ma polegać nieuczciwa konkurencja, podczas sprawdzania ceny czy szukania dodatkowych informacji o produkcie? Równie dobrze możemy spisać cenę na kartce i pójść do sklepu obok - tak zapewne niektórzy z nas robili przed erą smartfonów.

- ochroną wizerunku
według SJP wyrażenie wizerunek ma dwa znaczenia. W pierwszym dotyczy on tylko i wyłącznie osób. W drugim używane jest w odniesieniu do postrzegania, przedstawiania osoby lub rzeczy. W przypadku osób wizerunek podlega ochronie prawnej (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych). W drugim znaczeniu sprowadza się to tego, że jeśli przedstawimy osobę, produkt, opinię o firmie, etc. w niekorzystnym świetle (pomówienie, nieuzasadnione oskarżenia, nieprawdziwe informacje, etc.) to możemy spodziewać się konsekwencji. Jeżeli więc sprzedawca argumentuje zakaz ochroną wizerunku produktu, towaru... no cóż, to mniej więcej taki sam bzdet jak, modny swego czasu, na warezowych stronach - jeżeli jesteś przedstawicielem prawa, to masz opuścić stronę - kreatywność ludzie jest nieograniczona na tym polu. Robiąc zdjęcie produktu, skanując kod, czy inną czynność na własny użytek, w żaden sposób nie naruszacie polskiego prawa, i nikt wam tego zakazać nie może.

- ochroną utworu, własności intelektualnej
sposób prezentacji wystawy, towarów na półkach sklepowych, niektórzy sprzedawcy uzasadniają prawami autorskimi. W świetle ustawy o prawach autorskich jest to argumentacja kontrowersyjna (zasady te są zbyt rozbudowane i skomplikowane, żeby dało się je streścić w kilku słowach na potrzeby tego wpisu). Nie wdając się w spory interpretacyjne i uznając tę argumentację, należy pamiętać, że ustawa ta zezwala jednocześnie na dozwolony użytek własny.

- tajemnicą handlową
tajemnica handlowa wg. art. 11 ust 4.
(ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji): Przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się nieujawnione do wiadomości publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności. Wystawiony towar w sklepie musi posiadać opis, cenę. Każdy, kto wejdzie do sklepu, widzi te informacje, może się z nimi bez przeszkód zapoznać. Trudno więc traktować wystawę sklepu, towar na półkach, który jest ujawniony publicznie... jako tajemnicę.

Gdzie możemy spodziewać się takich sytuacji? Głównie w dyskontach, sklepach z elektroniką, a najbardziej przyjazne są sklepy branży budowlanej i ogrodniczej.

Jak zachować się w takiej sytuacji? Przede wszystkim spokojnie. Żądać wskazania podstaw prawnych, regulaminów. Być świadomym swoich praw, przepisów prawa i używać ich w dyskusji. Z doświadczenia wiem, że taka postawa kończy sprawę bez konsekwencji - "oczytany", świadomy klient może spowodować więcej strat niż korzyści.

P.S. Powyższy tekst stanowi kompilację audycji i artykułów ogólnodostępnych. W żadnym wypadku nie może on być traktowany jako wykładnia, porada prawna. Jest on tylko i wyłącznie moim subiektywnym zdaniem. Ogrom materiału, skomplikowanie definicji i języka prawniczego w niektórych przypadkach zmuszał do stosowania skrótów myślowych, uproszczeń i odnosił się wyłącznie do omawianej tematyki, co w innych sytuacjach może mieć odmienne konsekwencje. 

inne
reklama
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze