Motorola Razr. Widzieliśmy najtańszy w tej chwili smartfon ze składanym ekranem

Strona główna Aktualności
Nie oznacza to, że sensu stricto tani, fot. Tomek Bryja
Nie oznacza to, że sensu stricto tani, fot. Tomek Bryja

O autorze

Motorola stała się trzecim po Samsungu i Huawei producentem głównego nurtu, który wprowadził do oferty smartfon ze składanym ekranem. Mowa o modelu Razr. Tak, po prostu Razr, co stanowi oczywiste nawiązanie do popularnych przed laty motoroli z klapką.

Producent z Illinois, w odróżnieniu od swych rywali, nie stawia na absolutną bezkompromisowość. To jednak ma plus w postaci znacznie niższej ceny niż w przypadku rywali.

Pod maskę trafiły komponenty typowe co najwyżej dla dzisiejszej klasy średniej, a konkretniej czip Snapdragon 710 o taktowaniu 2,2 GHz, 6 GB RAM oraz 128 GB na dane. Ba, pod wieloma względami to nawet nie jest klasa średnia. Aparat na tyle jest raptem pojedynczy i ma 16 Mpix, choć oferuje jasny obiektyw f/1.7, EIS, autofokus Dual Pixel, dodatkowy sensor laserowy i podwójną diodę. Siłą rzeczy na froncie nie ma rewelacji. Sensor ma 5 Mpix, przy obiektywie f/2.0.

Nieszczególnie imponuje również akumulator. Litowo-jonowa jednostka o pojemności 2510 mAh, którą można ładować poprzez USB-C z mocą 15 W. To samo można powiedzieć w kontekście starszego Wi-Fi 802.11ac czy Androida 9 Pie. Średniak i nic więcej.

Jak puderniczka, tyle że po nowemu

Nic poza składanym ekranem, naturalnie. Zastosowana matryca to oczywiście OLED. Cechuje się przekątną 6,2'', rozdzielczością 2142 na 876 pikseli i składa wzdłuż linii poziomej. Tak, jak puderniczka i klasyczna Motorola Razr V3. Zagęszczenie pikseli przemilczmy. Zaletą są kinowe proporcje 21 do 9, dzięki czemu ekran będzie optymalnie zagospodarowany podczas oglądania filmów. Przynajmniej tych współczesnych.

Jak przystało na telefon z klapką, po złożeniu do akcji wkracza ekran numer dwa. Ten również jest typu OLED, ale zapewnia przekątną równą raptem 2,7'' i rozdzielczość 800 na 600 pikseli.

Najtańszy nie oznacza, że tani

Teraz najważniejsze – cena. Sprzęt ma trafić do sprzedaży w styczniu 2020 roku i kosztować 1499 dol., co uwzględniając podatki, w Polsce przełoży się zapewne na 7-7,2 tys. zł. W tej cenie producent obiecuje zapewnić nie tylko sprzęt, ale także całodobowe wsparcie i gwarancję wymiany na nowy w przypadku uszkodzenia podczas normalnego użytkowania.

Samsung Galaxy Fold realnie kosztuje 9 tys. zł, a Huawei Mate X ma być jeszcze droższy. Tak więc Motorola Razr wypada całkiem przystępnie. Przyznam jednak, że wielkiej popularności jej nie wróżę. Jeśli ktoś może sobie pozwolić na wydatek takiej kwoty na smartfon, to raczej oczekuje sprzętu bezkompromisowego i do takowego dopłaci. Naciągany średniak nie wygląda kusząco, choćby składał się w obie strony, radośnie przy tym podskakując na blacie. Ale mogę się, co zrozumiałe, mylić. Uważasz inaczej, wyprowadź mnie z błędu, proszę.

© dobreprogramy
s