Mozilla też bojkotuje Facebooka, ale to trudniejsze niż się wszystkim wydaje

Strona główna Aktualności
image

O autorze

Skandal wiążący Facebooka z kampanią wyborczą Donalda Trumpa zbiera coraz większe żniwo. Ze współpracy z firmą zrezygnował już pierwszy duży reklamodawca – Mozilla. Być może to początek końca niepodzielnego władcy platform społecznościowych, ale gigant będzie upadał powoli.

Fundacja Mozilla, prawdopodobnie najlepiej znana jako autor popularnej przeglądarki Firefox, ogłosiła, że wstrzymuje współpracę reklamową z Facebookiem. Na razie mowa po prostu o przerwie do czasu, aż serwis społecznościowy wzmocni ochronę danych użytkowników i zacznie szanować prywatność. Prawnicy Mozilli analizują obecnie ochronę danych na Facebooku i przyglądają się sytuacji z Cambridge Analytica.

Przy okazji Mozilla zwróciła uwagę na kilka szczegółów, które są dla Fundacji nie do przyjęcia. Domyślne ustawienia dla zewnętrznych aplikacji na Facebooku dają dostęp do ogromnych ilości danych, które nie są im potrzebne. Mark Zuckerberg obiecał poprawę i bardziej restrykcyjne domyślne ustawienia dla aplikacji, dzięki czemu Facebook będzie lepiej nas chronił przed wścibskimi grami. Mozilla rozważy powrót do współpracy, kiedy zobaczy poprawę. Pozostaje poczekać. Przekonamy się, czy Zuck dotrzymuje słowa.

Mozilla oczywiście zaproponowała własne rozwiązanie jeszcze zanim Zuckerberg przerwał milczenie. Najchętniej Fundacja wprowadziłaby „zasłonę”, uniemożliwiającą zewnętrznym aplikacjom przeglądanie listy znajomych użytkownika. Byłoby to dobre nie tylko dla prawie 2 miliardów użytkowników Facebooka, ale dla Internetu jako całości. W cyberprzestrzeni wiele czynności jest możliwych tylko dzięki zaufaniu do innych, a Facebook ostatnio nie daje nam powodów, by mu wierzyć.

Inni reklamodawcy zapowiedzieli, że mogą pójść w ślady Mozilli, na czele z brytyjską grupą Isba. Nordea i niemiecki Union Investment rozważają wycofanie swoich inwestycji w Facebooka.

Analizy finansowe pokazują jednak, że te wszystkie działania spłyną po Facebooku jak po kaczce. Partnerzy może i przestaną bezkrytycznie podchodzić do algorytmów Facebooka, ale wydatki na fenomenalnie kierowaną reklamę wzrosną w tym roku o przynajmniej 22% (tak twierdzi eMarketer). Nie jest to dobra prognoza w oczach bojkotujących Facebooka.

Okazuje się, że sam bojkot też nie jest tak łatwy, jak się wcześniej wydawało. Kampania #DeleteFacebook na Twitterze jest bardziej wymagająca, niż #DeleteUber. Ta druga zaowocowała usunięciem ponad 200 tysięcy kont i realnymi zmianami w sposobie prowadzenia firmy. Dla Facebooka, z którego korzystają prawie 2 miliardy osób skala działań jest zupełnie pomijalna. Nic dziwnego, że Zuckerberg nie zauważył „znaczącej” liczby skasowanych kont. Nawet gdyby tak było, trzeba pamiętać, że Facebook nie bierze pieniędzy bezpośrednio od użytkowników, a zarabia na współpracy z reklamodawcami. Dlatego też nawet milion albo kilka milionów skasowanych kont nie zrobi różnicy.

Dodatkowo, w przeciwieństwie do Ubera, Facebook nie ma żadnego realnego konkurenta. Pora pogodzić się z faktem, że Facebookowi udało się zbudować monopol i zapewne czeka go rządowy nadzór. Bojkotując Ubera można przesiąść się do innych środków transportu albo kupić rower. Wypisując się z Facebooka można zaś bezpowrotnie stracić kontakt ze znajomymi i rodziną, odciąć się od interesujących wiadomości z okolicy, grup i wygodnego agregatu wydarzeń, nie wspominając już o usługach mających logowanie tylko przez Facebooka (Instagram, Tinder i wiele innych). Bojkot Facebooka jest dla wielu osób zbyt kosztowny.

© dobreprogramy

Komentarze