Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Im wyższy lot, tym gorszy upadek. Kinowa premiera Overwatch

Overwatch miał być jedną z najgłośniejszych premier tego roku, dołączając tym samym do Wiedźmińskiego DLC Krew i Wino, Doom oraz Dark Souls III. I trzeba przyznać, że Blizzard stanął na wysokości zadania. Krótkometrażówki (zwane "szortami") wykonane we współpracy z deweloperami gry są epickie, zarówno w przesłaniu jak i w samej formie. Cudowne, świeże uniwersum osadzone w świecie przyszłości oddalonej ledwie o 60 lat przyciąga połączeniem znajomego z nowym. Tego nie da się schrzanić. Tego nie można schrzanić. Tu na scenę wkracza Coca-Cola wraz z powiązanymi sieciami kin (w przypadku Polski - Multikinem).

A miało być tak pięknie... miało nie wiać w oczy nam...

Czeka nas niesamowity 23 maja. Blizzard przy współpracy z siecią kin Cinemark i Coca Cola przeprowadzi na całym świecie premierę Overwatch na dużym ekranie – na żywo.
Każda osoba, która pojawi się na pokazie otrzyma upominek znany z imprez Blizzarda, którym jest ekskluzywny i limitowany SWAG!
Widzowie obejrzą krótkometrażowe filmy animowane wprowadzające w świat fabuły oraz staną się czynnymi uczestnikami panelu dyskusyjnego z twórcami gry.

Tymi słowami Coca-Cola i Multikino jeszcze niedawno wzywały wszystkich fanów cyfrowej rozrywki do zakupu biletów na ekskluzywny (sic!) pokaz premierowy. Miały pojawić się zarówno już wydane jak i nowe krótkometrażówki, miał być panel na żywo i mityczny Blizzardowy "swag" (co w gruncie rzeczy oznacza ni mniej ni więcej niż "gadżety dla każdego" lub "coś do lansowania", zależnie od interpretacji). Miało być epicko. Miało być ekstra. Wszystko w "przystępnej" cenie ok. 30 zł z drobną dopłatą za strefę VIP i z gwarancją braku "ścisku".

Dokonać niemożliwego

Kłopoty pojawiły się już na samym początku. Szumnie zapowiadana zniżka 5 zł w ramach "promocji na profilach społecznościowych" - przynajmniej dla mnie - była porażką. Nie udało mi się dotrzeć do etapu jej zamawiania ani razu w całym okresie przedpremierowym. Do tego w Poznaniu bardzo widoczny był anty-sukces sprzedaży biletów, gdzie kilkanaście (jak nie więcej) sztuk rozdał za darmo dodatkowy partner lokalny wydarzenia - GameRagon.pl, wyspecjalizowana w gamingu komórka bardzo dobrego sklepu Kuzniewski.pl. I choć niby zostały zajęte wszystkie miejsca na sali, to zdarzały się także fotele całkowicie puste...

r   e   k   l   a   m   a

Nie lepiej było z prowadzącymi spotkanie. W poszczególnych miastach na całym świecie okazały się to losowe, wybrane na ostatnią chwilę postaci z lokalnych społeczności graczy lub inni konferansjerzy z przypadku. W Poznaniu było o tyle dobrze, że rola ta przypadła Michałowi "Eridorowi" Majce, liderowi największego polskiego serwisu poświęconego grom Blizzarda, Blizzone.pl. Poradził on sobie z powierzonym mu zadaniem całkiem nieźle, przynajmniej w skali innych miast i tego co miał w dyspozycji. Organizator dostarczył mu bowiem aż 3 rekwizyty: przyczepiony pod (ponoć losowym) fotelem "złoty bilet", teczkę z hasłami do wypowiedzenia i pytaniem do zadania przed wręczeniem jednej jedynej figurki Żołnierza-76 "wylosowanej" z użyciem tegoż biletu osobie. Tak, Blizzardowego swagu było dokładnie tyle. Jedna figurka na całą salę. Cztery figurki na Polskę. Plastikowych kubeczków z grafiką inspirowaną grą oraz dmuchanych "klaskajek" od Coli nie liczę.

Wyobraźcie sobie tę sytuację. Stoicie w tłumie ludzi przed wejściem do sali. Sprawdzane są Wasze bilety. Podchodząc do sali otrzymujecie plasticzek i folióweczkę z klaskajkami. Myślicie sobie "nieźle, pewnie w środku będzie jeszcze lepiej". Wchodzicie na salę z konferansjerem zabawiającym już gości, trzymającym jedno skromne pudełko. Dowiadujecie się, że gdzieś wśród Was znajduje się osoba siedząca na miejscu ze "złotym biletem". Znajduje go (tj. żółtą kartkę A4...) dziewczyna z któregoś "nie vipowskiego" (sic!) rzędu. W tym momencie nikt inny nie ma prawa odpowiedzi na pytanie "konkursowe". Koniec. Nagroda rozdana. Niepewne oklaski, zapowiedź rozpoczęcia "transmisji". Na ekranie pojawiają się anglojęzyczne zwiastuny z 2014 i 2015 roku oraz polskojęzyczne krótkometrażówki. Oliwy do ognia dolewa fakt, że są one dostępne w Internecie za darmo. Cała sala w swoim zszokowaniu i niedowierzaniu ogląda w ciszy, w zakładanych momentach wybuchając przewidywalnym śmiechem. Następnie pojawia się wywiad z Twórcami. Nie, nie na żywo, lecz z nagrania, zmontowany, dopieszczony. I rzekomo ekskluzywna krótkometrażówka o Żołnierzu-76, która tak naprawdę pojawiła się w sieci już dzień wcześniej. Czujecie się oszukani? Ja jak najbardziej. Ale to nie wszystkie atrakcje.

Pod koniec seansu na ekranie pojawia się napis: "Service error". Pomarańczowe tło sprawia, że wiele osób uznało to za element wyreżyserowany. W niektórych polskich miastach treść komunikatu została przedstawiona po polsku: "Błąd usługi". I w sumie fakt. Cała ta premiera to jeden wielki błąd usługi.

Gorycz i żal. Kto ponosi winę?

W gruncie rzeczy, całą premiera okazała się zwykłym wyłudzeniem pieniędzy. Opis programu wydarzenia był kompletnie inny niż to, co miało miejsce w kinach. Gracze z całego świata wylewają hektolitry hejtu kierowanego na Blizzard. W mojej opinii niesłusznie, dlatego ja swój "gniew" zamierzam skierować przeciw Multikinie, jako jednostce, która otrzymała ode mnie opłatę za bilet. Wzorem wcześniejszych przygód, m.in. z awarią świateł w trakcie seansu Szybkich i Wściekłych, do kina skieruję stosowną reklamację. Bo moje 60 zł za 2 bilety mogłem zdecydowanie lepiej ulokować np. w 1/3 ceny samej gry w edycji Origin.

Winny jednak nie jest Blizzard. Z nieoficjalnych źródeł można uzyskać informację, że potentat gier komputerowych z kinową premierą wspólnego miał niewiele. Zawinił więc ogólnoświatowy organizator, koncern Coca-Cola, oraz partnerskie kina. I to na nich gracze powinni powiesić przysłowiowe psy.

Abstrahując jednak od tego kto zawinił, ciśnie mi się na usta jedno pytanie. Dlaczego? Dlaczego do licha ciężkiego została spierdzielona premiera gry, hype wokół której sięgnął zenitu dzięki nieszablonowej kampanii promocyjnej?! Dlaczego przekształcono to w ogólnoświatowe wyłudzenie pieniędzy od konsumentów głodnych ekskluzywności premiery tak kasowego produktu? Blizzard dołożył ogromnych starań, aby Overwatch osiągnął sukces; tymczasem Coca-Cola doprowadziła do naciągnięcia tysięcy ludzi na świecie na nieopłacalne bilety, w ramach której wszyscy - jak to określił ktoś na grupie Grających Dziewczyn - zrzucili się na prąd w kinie i figurkę dla jednego "pseudolosowego" uczestnika.

Coś takiego jest niedopuszczalne i w mojej prywatnej opinii, osoby odpowiedzialne powinny ponieść - no właśnie - pełną odpowiedzialność. Oszukani uczestnicy premiery powinni uzyskać zwrot pieniędzy, a Blizzard powinien przyjrzeć się swoim partnerom i odpowiednio obarczyć ich konsekwencjami, by chronić swoich fanów.

Już pozamiatane.

Premiera jest tylko jedna, dlatego jest tak szalenie istotna. Tę konkretną należy uznać za kompletną porażkę, i to pomimo wspaniałej kampanii ją poprzedzającej. Blizzard przy okazji Overwatch narobił sobie ogromnego hype'u, doprowadzając do sytuacji z powiedzenia: "im wyższy lot, tym gorszy upadek". Dzięki organizatorom kinowej premiery, w tym producentowi Coca-Coli, deweloper może dopisać kolejną (tradycyjną już) premierową wtopę do swojej historii, podobnie jak miało to miejsce już niejednokrotnie (chociażby z premierą Diablo 3 i ichnimi serwerami autoryzacyjnymi). Pomimo ogromnego doświadczenia i równie wielkich starań. Pomimo, że mógł faktycznie nie mieć z wydarzeniem zbyt wiele wspólnego.

Dla mnie osobiście, miała to być pierwsza oficjalna premiera jakiejkolwiek gry, na którą się udam. Z racji dotychczasowych działań Blizzarda związanych z Overwatch, uwierzyłem, że to co przygotowała Cola będzie nieziemsko wspaniałe, i warte inwestycji. Okazało się, że była to wielka klapa. Blizzard prawdopodobnie od całego zajścia umyje ręce, informując, że nie miał z premierą kinową nic wspólnego. I co ma w takiej sytuacji zrobić Kowalski? Kupić grę? Niewątpliwie, jest ona tego warta, ale niesmak premiery pozostanie jeszcze długo. A to nie wróży tytułowi dobrze, choć nie da się ukryć, że sam w sobie broni się on doskonale.

Aby dodać do całości jeszcze troszkę pikanterii, w momencie pojawienia się zażaleń i negatywnych opinii w sieci zawierających odniesienia do treści zapowiedzi, Multikino usunęło ze swojej strony internetowej artykuły na ten temat. Google jednak pamięta, podtrzymując nieistniejący już odnośnik na pierwszym miejscu na liście wyszukanych elementów. Interpretację całej tej sytuacji pozostawiam jednak Wam samym. 

gry hobby inne

Komentarze