Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

O szkołach słów parę w erze "global blackout"


Przed chwilą Minister Michał Boni potwierdził, że Polska podpisze ACTA (...) Dokument ten naraża naszą wolność (...) neguje podstawy demokracji. Na znak protestu strona dobrychprogramów zostanie wyszarzona, a nasze logo ocenzurowane na 24 godziny.

No niestety, o nas, blogerach, nie pomyśleliście ;) A niektórzy też chcieliby swoje blogi wyszarzyć. Z tego względu, wybrałem najbardziej szary spośród szarych i przygnębiających stylów bloga, a także wstawiłem odrobinę podrasowany avatar z cenzurą i krakenem.

Szkoła

Jednak nie o tym nam dzisiaj rozmawiać. Prawdziwym tematem, który spędził mi sen z powiek i sprawił, że piszę ten tekst zamiast, jak na studenta przystało, iść spać (ha-ha-ha), żeby jutro uczyć się na kolejny egzamin (to już nie jest nawet zabawne...), jest szkoła. Poczciwa, polska szkoła.

Obierzmy sobie cel. Do wyboru mamy liceum ogólnokształcące, liceum profilowane i technikum. Podstawówkę odpuszczam, tam wiele i tak nie ma do zmian. Gimnazjum też opuszczam, gdyż ogólnie jestem jego wielkim przeciwnikiem w naszym polskim wydaniu. Zresztą, nawet jakbym zaczął je opisywać, to i tak za wiele zmian trzeba tu wprowadzić, żeby jeden tekst na to wystarczył.

r   e   k   l   a   m   a

No dobra, to na czym tu się skupić... To całe liceum profilowane - co to jest, tak w sumie? Już odpowiadam: jest to połączenie starej, dobrej zawodówki z liceum ogólnokształcącym. I nie uwierzycie... właśnie podlega ono likwidacji!

Ok, czyli tym się nie zajmiemy. Ale to nawet dobrze. Zostają nam dwie szkoły, i obie omówimy. Cel główny? Porównanie szkół oraz określenie poziomu nauczania w obydwu. Cel dodatkowy: polemika z wpisem Shakiego81 pt. "Idealni uczniowie".

Ogólniak kontra Technikum - pierwsze starcie

Zanim jednak będziemy oglądać ich walkę, porozmawiajmy chwilę o podstawach moich rozważań. Jakiś czas temu chwaliłem się, że otrzymałem stanowisko Trenera w Szkole Nowych Technologii polskiego oddziału Microsoft. W sumie, to nawet nie stanowisko - to praktyki, co gorsza, darmowe. Ale bardzo satysfakcjonujące, jeśli ktoś lubi to co robi - a ja wręcz uwielbiam i szkolić, i jeździć autem ;) Więc podróżuję od szkoły do szkoły, po niemal całej Wielkopolsce, i obserwuję, co też się w tych szkołach wyprawia.

Bardziej szczegółowo pisząc: odwiedziłem kilka szkół w Kaliszu, po jednej w Środzie Wlkp., Wrześni i Ostrowie Wlkp., dwie w Pogorzeli i jedną w Czarnkowie. Na tej podstawie, jak też na bazie własnych doświadczeń ze swojego, poznańskiego liceum, wysnułem całkiem sporo ciekawych wniosków.

Dys-cy-pli-na

Dawno dawno temu, straszono mnie opowieściami o moim dziadku, który miał bardzo proste podejście do swoich dzieci. Otóż, na ścianie wisiał przyrząd, zwany "dyscypliną". Opowieści rodzinne niosą, że nie została użyta ani razu - już sam jej widok sprawiał, że wszyscy zachowywali się jak należy. Jako że ja do najgrzeczniejszych dzieci nie należałem, nasłuchałem się o tym tego i owego, ale o dziwo, na mnie to już nie działało za dobrze. No, może na parę dni. Tym niemniej, wtedy, dawno, ten jeden fakt, jakim było znajdowanie się tego nieprzyjaznego przedmiotu na widoku, sprawiał, że każdy przestrzegał dyscypliny.

Jak to się ma do szkół? Sami wiecie - uczniowie dzisiaj są rozpieszczeni przez wszystkie prawa im nadane. Owszem, prawa te są słuszne, ale niestety, wbrew opinii Shakiego, że to uczniowie są winni rozprzężeniu, tak nie jest. To nauczyciele, niepotrafiący odnaleźć się w dzisiejszym systemie praw i obowiązków nie umieją zapanować nad swoimi podopiecznymi. To rodzice, niemający czasu dla swoich latorośli, zrzucają ten obowiązek na wcześniej wspomnianych zagubionych.

Jednakże, powiem Wam, że jest pewna zależność, między typem szkoły, a dyscypliną. Wchodząc do większości techników (a dokładniej: do klas w których mam szkolić), pierwszym co słyszę jest... cisza. Totalna, niezmącona cisza. Następne jest: "Dzień dobry" skierowane w moją stronę. I zaskoczenie, gdy odpowiadam "Cześć wszystkim, miło mi Was poznać". Podobnie zresztą jest w trakcie szkolenia - sporadyczne szepty, 2-3 osoby korzystające z komórki, w 60 osobowej grupie...

Dla kontrastu - wchodząc do ogólniaków, pierwsze o czym myślę, to: "znowu to samo...". Wchodzę do klasy - nikt się tym za bardzo nie przejmuje. Może parę osób się obejrzy - ale i tak bardziej ich interesuje przekrzykiwanie się nawzajem. Po jakichś 30 sekundach wrzasku nauczyciela, mogę ewentualnie się przywitać, ale raczej bez odpowiedzi. Momentami czuję się jak systemowy "ping", który czeka na jakąś odpowiedź, po czym ze smutkiem stwierdza: "packet lost" i przechodzi do dalszego wysyłania.

LO 0 : 1 Technikum

Olej w głowie, czy niebieskie migdały?

W trakcie swoich szkoleń, staram się uczniom zadawać jak najwięcej pytań z nimi związanych. Pytam zarówno o kwestie związane bezpośrednio z tematyką, jak i o takie, które dla przeciętnego licealisty, ba, gimnazjalisty, powinny być czymś tak banalnym, jak to, że po skorzystaniu z toalety należy spuścić wodę (przepraszam, to było jedyne porównanie, które przyszło mi w tym momencie do głowy). I tak oto, z niewinnego pytania powstał eksperyment.

W pierwszej, czy może drugiej ze szkół, w których szkoliłem, zapytałem: "Jaka jest różnica między liczbami rzeczywistymi, a całkowitymi? Podpowiem, wystarczy jedno słowo jako odpowiedź.". Dodatkowo, przedstawiłem im wymierną nagrodę za odpowiedź, w postaci dostępu do płatnego oprogramowania na parę dni przed pozostałymi uczniami z tej grupy. Uczniowie wymienili między sobą znaczące, nieco zdenerwowane spojrzenia, ale nie odpowiedzieli. Proste słowo "przecinek", bo tak przecież najprościej i na najniższym poziomie możemy przedstawić tę różnicę, nie przeszło im przez gardła.

Gdy spytałem o to w następnej szkole, a reakcja była identyczna, postanowiłem, że będę to pytanie zadawał wszędzie. Był ku temu dobry temat - wykonywanie obliczeń w API JavaScript dla HTML5, więc cały eksperyment był dobrze zakamuflowany (a przynajmniej tak sądzę). Wiecie, jaki jest tego wynik? Jedna szkoła miała ucznia na tyle rozumnego, żeby odpowiedział na to pytanie poprawnie. Jedna spośród chyba 8, które miałem okazję szkolić. Czy mam przez to rozumieć, że tylko 12,5% szkół posiada jednego ucznia, który potrafi odpowiedzieć na pytanie, z którym powinien poradzić sobie uczeń trzeciej klasy podstawówki? Zbiory liczbowe, liczby naturalne, całkowite, wymierne i niewymierne oraz rzeczywiste. Dopiero na studiach dodatkowo pojawiają się liczby urojone, spoza zakresu liczb rzeczywistych.

Najgorsza jednak nie była niewiedza uczniów, lecz to, co mówili ci, którzy się odważyli odezwać. Ot, jeden uczeń wypalił: "No rzeczywiste to te, które są tylko dodatnie, a całkowite to też jeszcze ujemne...", a po moim ostrym spojrzeniu: "Oj! No właśnie! Na odwrót! Rzeczywiste to te wszystkie, z ujemnymi, a całkowite tylko dodatnie!". Szkoda, że nie widzieliście miny nauczycielki informatyki, która z wrażenia aż wstała (czy może lepiej: zerwała się na nogi).

Niestety, tutaj nie było reguły dzielącej LO i technikum. Z drugiej jednak strony, wiedza ogólna z dziedziny informatyki i matematyki była znacznie lepsza wśród uczniów drugich klas szkół technicznych, niż u uczniów klas trzecich mat-fizów z liceów. To daje ostro do zastanowienia.

Zatem, ledwo ledwo, ale mamy rozstrzygnięcie:

LO 0 : 2 Technikum

Zainteresowanie, zaangażowanie, pasja

To akurat ciekawa sprawa. Uczniowie szkół technicznych zazwyczaj odbywają jakiegoś rodzaju praktyki. W pewnym sensie, muszą mieć znacznie większe doświadczenie, no i mają dodatkowy rok czasu na naukę z tego powodu. To, niestety, zabija w nich część pasji, ale na szczęście nie całą. W technikach bardzo często jestem pytany przez wszystkich o różne aspekty spraw związanych z tematyką wykładów. Jest tam też w miarę akceptowalna aktywność (mogłoby być lepiej), ale po prostu... każdy zna swoje miejsce i każdy wie czego chce. I ciężko powiedzieć, czy to dobre, czy złe, chociaż... nie, definitywnie, nie jest to złe. Gorzej z określeniem, czy jest to dobre.

W liceach za to, ciężko znaleźć regułę. Przeważnie bowiem, zależy to od statusu liceum. Jeśli jest ono uznawane za "słabe", wówczas nie ma ani aktywności, ani żadnych pasji. Jeśli natomiast jest ono "niezłe" lub jeszcze lepiej "najlepsze", wówczas możemy spotkać się z czymś zupełnie innym. Nie mamy tu do czynienia z nieco przygaszonymi zawodem, ale rozentuzjazmowanymi marzeniami przyszłymi absolwentami technikum, tworzącymi niemal jednorodną masę (przy czym nie mówię, że ta masa jest zła :D). Tutaj mamy do czynienia z dwiema kategoriami: "ogółem" - czyli niemal każdym, kto chce przejść przez liceum bez oporu i dostać się na jakieś studia, oraz "jednostkami wybitnymi" - czyli osobami, które ze względu na swoje zainteresowania, pasje oraz zaangażowanie w ich realizację przebijają zarówno wiedzą, jak i umiejętnościami, nie tylko rówieśników, ale nierzadko i swoich nauczycieli!

I z tego względu, choć w technikach pasja nie zanika całkowicie, a jedynie lekko przygasa, i rozkłada się równomiernie wśród uczniów, wynik jest następujący:

LO 1 : 2 Technikum

Podsumowanie

Na pewno dałoby się dodać jeszcze parę kategorii. Np. podejście rządu do placówek określonego typu. Albo zapotrzebowanie na określony rodzaj specjalistów i rokowania na przyszłość po danej szkole. Ale nie w tym rzecz. Pomijam już teraz swoje zmęczenie. Oto to, co chciałem udowodnić, właśnie zostało udowodnione, nic więcej pisać nie trzeba. Technika SĄ lepsze* od liceów, a ja, idąc tych parę lat temu do ogólniaka popełniłem wielki błąd, kto wie, czy nie największy w życiu. Co jednak bardziej dobija, to kategoria Olej w głowie, czy niebieskie migdały? i wynikający z jej treści wniosek: poziom edukacji, niezależnie w jakiej szkole, jest dziś denny, skoro niemal nikt nie znał odpowiedzi na pytanie ze szkoły podstawowej...

Powyższą opinię rozpatrzyłem nie tylko na poziomie uczniów, ale i nauczycieli, polemizując tu z opinią Shakiego - bowiem to głównie od zespołu pedagogicznego zależy, czy będzie on w stanie opanować swoich uczniów. A wnioskując po dyscyplinie w szkołach technicznych, ich kadra radzi sobie z tym lepiej, niż w jakimkolwiek ogólniaku.

I niech mi tu nikt nie próbuje wmówić, że to jednak tylko i wyłącznie sprawa samych uczniów. Miałem do czynienia z kilkuset uczniami z bodaj 8 szkół, rozmawiałem z kilkunastoma nauczycielami z tychże, zasięgnąłem też opinii samych uczniów. I wyraźnie widać tu, że Shaki przedobrzył, podobnie, jak przedobrzają ci, którzy przeciwnie do niego zrzucają zupełnie wszystko na barki pedagogów. Jak widać po powyższym tekście, wpływ na te sprawy ma też sam program edukacyjny danej placówki.

Ogólnie więc, wpływ mają wszystkie te elementy: nauczyciele, "system", uczniowie, opinia szkoły... Tu jest jeszcze wiele niewymienionych zmiennych. Ale, ostatecznie, dwiema najważniejszymi są nauczyciele i "system". Dopiero dalej w kolejności - uczniowie. I wiecie, aż ciśnie mi się na klawiaturę... a co mi tam, napiszę: uczniowie ci, są uwarunkowani przez... swoich poprzednich nauczycieli i własnych rodziców. No bo skąd uczniowie dowiadują się o ściąganiu i o coraz lepszych technikach tegoż? Od Zająca Wielkanocnego?

Jaki z tego wszystkiego wniosek (tak! To już koniec artykułu!)? Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci? Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz? Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał? A może, że poznać łatwo w starości, jaki kto był w młodości? Naprawdę, jakieś przysłowie by się tu przydało wtrącić :) Przysłowie, które będzie miało na celu ukazanie, że uczniowie są materiałem, który nienależycie obrobiony przez ich opiekunów (rodziców, nauczycieli, Państwo) będzie w przyszłości tworzył kiepskie świadectwo ich pracy. Ma ktoś pomysł?

________
*- W trakcie edycji i usuwania (jak się okazało) zbędnych cytatów z tekstu, postanowiłem raz jeszcze rozważyć tę kwestię. Rozmawiamy tu o moich doświadczeniach, jako osoby szkolącej z dziedziny informatyki. Jak wygląda zastosowanie naszego rodzimego języka wśród uczniów, widzimy na bieżąco w sieci. Dlatego żadne przedmioty humanistyczne nie były przeze mnie rozpatrywane. Przedmioty przyrodniczo-geograficzne z kolei nie są dziedziną, którą się zajmuję, stąd, jak łatwo stwierdzić, również ich nie mogłem sprawdzić.

Z powyższego akapitu wysnuć można jeden wniosek: moja analiza dotyczyła trzech dziedzin: przedmiotów ścisłych (w rozumieniu matematyki i informatyki, a z pominięciem np. fizyki), kultury osobistej i umiejętności zachowania w towarzystwie oraz posiadanych pasji i zainteresowań. I w tych trzech kategoriach, szkoły techniczne wygrywają. Nie zaprzeczam, wątpię, aby jakikolwiek humanista poszedł do technikum, zamiast do liceum. Stąd też, moja analiza jest ograniczona do tych trzech dziedzin. W takim rozumieniu, wniosek pozostaje aktualny. 

hobby inne

Komentarze