Nasze smartfony staną się największą siecią do wykrywania trzęsień ziemi. Na poważnie

Strona główna Aktualności

O autorze

Choć problem silnych trzęsień ziemi Polski z uwagi na położenie geograficzne nie dotyczy, w skali świata zdecydowanie wymaga rozwiązań. Wiadomo, naprężenia skorupy ziemskiej nikt ot tak nie rozładuje, ale można chociaż zawczasu ostrzec ludność, aby znalazła schronienie lub chociaż przyjęła bezpieczną pozycję. I tu na scenę wciągnięto właśnie Androida.

Earthquake Alerts System, bo o nim tu mowa, to najnowsza biblioteka działająca w ramach Usług Google. Jak sama nazwa wskazuje, służy do ostrzegania przed trzęsieniami ziemi.

W jaki dokładnie sposób? Otóż Google wykorzystał monitowane we wszystkich współczesnych smartfonach akcelerometry, czyli czujniki przyspieszenia, zwane też – trochę nieprecyzyjnie i sumarycznie niepoprawnie – czujnikami ruchu. Funkcja telemetryczna zbiera dane z akcelerometrów na danym obszarze, po czym wysyła je do zdalnego serwera w celu analizy.

Jeśli odpowiedź częstotliwościowa będzie zgodna ze wzorcem trzęsienia, system wyda wszystkim użytkownikom stosowne ostrzeżenie.

Kieszonkowy sejsmograf dla każdego

Stworzono więc coś na kształt sieci miniaturowych sejsmografów, co ma być przydatne zwłaszcza w tych regionach, gdzie brakuje profesjonalnej infrastruktury pomiarowej. Według spółki z Mountain View, takie rozwiązanie jest nie mniej precyzyjne od dotychczasowych metod detekcji trzęsień, a jednocześnie może działać znacznie szybciej.

Co warte odnotowania, powiązanie biblioteki nie z samym Androidem, a Usługami Google zapewnia też szybką jej dystrybucję. Earthquake Alerts System ma trafić na wszystkie urządzenia z akcelerometrem, które są wyposażone w system operacyjny Android 5.0 lub nowszy (i mają dostęp do Sklepu Play). Czyli de facto na zdecydowaną większość sprzętu będącego obecnie w eksploatacji, przynajmniej pomijając Azję.

Jedynym ograniczeniem, aczkolwiek ponoć tylko tymczasowym, pozostaje zasięg wykrywacza. W tej chwili chmura analityczna ma wyłącznie dane dotyczące Kalifornii. Na wsparcie innych regionów trzeba poczekać, choć zdaniem Google'a jest to kwestia kilku tygodni, maksymalnie miesięcy.

Od akademickiej apki do funkcji systemowej

Przy czym wybór akurat Kalifornii na poligon doświadczalny nie jest przypadkiem, i niezupełnie chodzi o to, że w XXI wieku przeszła już przez co najmniej trzy potężne trzęsienia ziemi o sile powyżej 7 w skali Richtera.

Opracowując Earthquake Alerts System, Google wykorzystał duże fragmenty kodu aplikacji MyShake, stworzonej przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley na potrzeby lokalnej społeczności. Przewagą niniejszej implementacji nad poprzednikiem jest jednak to, że zostanie systemowo wdrożona u każdego i nie będzie już uzależniona od instalacji apki.

Słowem, cała ta sytuacja jest świetnym przykładem, jak dobry pomysł zewnętrznego podmiotu może stać się integralną częścią systemu. Jest też prztyczkiem w nos dla tych, którzy konsekwentnie uważają funkcje telemetryczne za wymysł o wyłącznie komercyjnej wartości. Pomysłom kalibru Earthquake Alerts System zdecydowanie warto kibicować.

© dobreprogramy
s