r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Netflix pod ostrzałem Nolana i Coppoli: miejsce widza jest w kinie

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Hollywood już na dobre pogodziło się z nowymi formami dystrybucji filmów i coraz bardziej liczy się z pozycją serwisów streamingowych, takich jak Netflix czy Amazon Prime. Jednak niektórzy przedstawiciele przemysłu filmowego wciąż zachęcają widzów, by korzystali raczej z kin niż ze swoich telewizorów. Ostatnio opinie takie wygłosili przedstawiciele ścisłej amerykańskiej czołówki, Christopher Nolan i Sofia Coppola.

Podczas corocznej konwencji organizowanej przez Narodowe Stowarzyszenie Właścicieli Kin, reżyserzy zachęcali do oglądania ich najnowszych dzieł w kinach, dla których je stworzono.

Nolan przedstawiał swój dramat wojenny Dunkierka, mówiąc: to trzymająca w napięciu historia, którą należy odbierać tak, jakby się tam było, a jedynym na to sposobem jest obejrzenie filmu w kinie. Z kolei Sofia Coppola nakręciła remake The Beguiled (Oszukany), w którym w 1971 roku główną rolę grał Clint Eastwood. Mam nadzieję, że ludzie zobaczą to w kinie. Tam, gdzie powinno być oglądany, stwierdziła.

r   e   k   l   a   m   a

Komentarzom obojga reżyserów nie ma się co dziwić. Musimy pamiętać, że Hollywood jest w pewnym stopniu uzależnione od właścicieli kin. I mimo swojej potęgi nie może ich lekceważyć. W USA istnieje ponad 100 sieci, a największe z nich posiadają setki kin i tysiące sal. Są więc w stanie np. zorganizować bojkot tytułu, mają zatem mocne argumenty, by przekonać Hollywood do swoich racji. Nic więc dziwnego, że reżyserzy występujący na imprezie organizacji zrzeszającą kina zachęcają do korzystania z kin.

Z drugiej jednak strony trudno nie zauważyć rosnącej potęgi Amazona czy Netfliksa. Obie firmy inwestują nie tylko w swoje serwisy streamingowe, ale również we własne seriale produkcje filmowe poruszające masy, znacznie skuteczniej, niż pełnometrażowy hollywodzki blockbuster. To nie tylko napędza im klientów, dzięki którym rosną w siłę, ale uniezależnia, przez co Fabryka Snów coraz bardziej musi się z nimi liczyć. Tym bardziej, że bez skrępowania starają się one wchodzić na teren zarezerwowany dotychczas dla Hollywood. W ubiegłym roku Netflix podpisał z niewielką siecią iPic (9 kin, 98 sal) umowę, na podstawie której produkcje Netfliksa debiutują jednocześnie na małym i wielkim ekranie.

Studia filmowe nie pozostawiają takiej impertynencji bez odpowiedzi i rozważają wcześniejsze udostępnianie swoich produkcji do oglądania na telewizorach. Wygląda więc na to, że sieci kinowe będą musiały nieco ustąpić serwisom streamingowym. Hollywood najwyraźniej uznało, że nie warto wiązać się wyłącznie z kinami. Tym bardziej, że i samo w ten sposób może uniezależnić się od warunków przez nie stawianych.

Możemy więc spodziewać się, że w najbliższym czasie czeka nas walka, podczas której wielkie studia filmowe, sieci kin oraz serwisy streamingowe będą ustalały swoją pozycję na rynku. Będziemy zapewne świadkami ostrych słów, szumnych zapowiedzi, sensacyjnych zmian frontu, a na koniec i tak się ze sobą dogadają, bo dobrze wiedzą, że najlepiej wyjdą na współpracy.

Dlatego też obecnie trudno jednoznacznie powiedzieć ile szczerości a ile wyrachowania jest w słowach Nolana czy Coppoli. Nie wiemy, co naprawdę myśli Sue Kroll odpowiedzialna w Warner Bros. za dystrybucję i marketing nazywając streaming okazją i mówiąc, że gusty konsumentów zmieniają się, a wraz z nimi zmienia się sposób prowadzenia biznesu, ani też czy Tom Rothman, szef Sony Pictures Entertainment, wygłaszający publicznie zdanie Netflix my ass, nie jest prywatnie fanem streamingu.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.