Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Ubuntu 10.04 - Linux w końcu dojrzały?

Słowem wstępu

Choć jestem (po części z konieczności) użytkownikiem Windowsa, a ściślej 64-bitowej Visty, idee wolnych, otwartych systemów operacyjnych (czy też raczej cały nurt wolnego oprogramowania) zawsze były bliskie mojemu sercu. Gdy co jakiś czas wychodziły kolejne dystrybucje Linuksa, testowałem je i obserwowałem, co się zmieniło. Dawno temu zainstalowałem Mandrivę (być może była wtedy dostępna pod inną nazwą) i niestety nie spełniła moich oczekiwań. Potem testowałem Ubuntu, wersję 8 i 9 nawet dość dokładnie, lecz i tu coś zawsze było nie tak.

Od Linuksa oczekiwałem zasadniczo kilku rzeczy - bezproblemowej instalacji i konfiguracji, dostępu do wszystkich opcji poprzez GUI i współpracy ze wszystkim, co mam podłączone do komputera. Stwierdziłem, że będę mógł polecić Ubuntu innym, gdy sam nie napotkam na żaden problem. Gdy Ubuntu 10.04 ujrzał światło dzienne, kilka dni po premierze pobrałem ISO, wypaliłem i zacząłem męczyć w VirtualBoxie działającym na dość mocnym desktopie. Wszystko działało rewelacyjnie, więc czym prędzej zainstalowałem go na laptopie, by sprawdzić jak nowe Ubuntu poradzi sobie z fizycznym sprzętem.

r   e   k   l   a   m   a

Ubuntu 10.04 - instalacja, pierwsze uruchomienie

Na swoim laptopie mam wgraną już 32-bitową Vistę i tzw. Recovery Disk. Miałem pewne obawy, że Ubuntu skaszani mi owe recovery, więc czym prędzej wypaliłem je na płytkach. Po instalacji okazało się jednak, że Ubuntu nie tknął ani systemu, ani recovery - pierwszy plus. Byłem także w ciężkim szoku, gdy bez problemu udało mi się uruchomić myszkę na bluetootha i połączyć się z domowym routerem poprzez WiFi. Ubuntu zaproponowało samo, że pobierze aktualizacje, dociągnie pakiety językowe i wgra mi sterowniki do karty graficznej RADEON. Extra.

Moje pozytywne zaskoczenie rosło i rosło - działały klawisze funkcyjne, mogłem sobie regulować głośnością dźwięku i przełączyć łatwo system na zewnętrzny ekran. Uruchomiłem Firefoksa, a tu widzę, Flash działa, YouTube działa, dźwięk działa. I to tak sam z siebie. Na co dzień korzystam z Opery, wiec szybko wszedłem na ich stronę i zassałem instalator - bez problemu wgrałem przeglądarkę i także tutaj zadziałał Flash i cała reszta.

Ubuntu 10.04 - to działa!

Tego dnia niemal nie spałem, szukając dziury w całym. W systemie znalazłem OpenOffice.org, soft do filmów, do muzyki. Zassałem też gry - wszystko miodzio - podstawowe zadania Ubuntu spełnia. Choć zabrakło czasu na wgranie Wine i sprawdzenie kilku gier z Windows (ale do tematu wrócę!) uznałem, że Ubuntu to dojrzały system. Podoba mi się też jego wydajność, chodzi dużo sprawniej niż Vista - choćby głupi Firefox czy Writer. No i 4 GB pamięci starczają mu z nawiązką a Vista lubiła to czasem zapchać.

Oczywiście nie ma róży bez kolców - pomimo walki jaką stoczyłem [fora, pliki pomocy, google] nie udało mi się uruchomić regulacji podświetlenia matrycy. Po pierwszym uruchomieniu niby działała, ale wadliwie, a teraz to już w ogóle nic: pracuje na maxa. Tymczasowo jak mam potrzebę, zjeżdżam z kontrastem w panelu ATI, ale muszę rozwiązać ten problem. Poza tą wpadką jestem nowym Ubuntu zachwycony. 

Komentarze