Nie, Lidl nie rozdaje słodyczy, a ty nie odbierzesz żadnego prezentu od Milki

Strona główna Aktualności
fot. Getty Images
fot. Getty Images

O autorze

"Gratulacje, otrzymujesz słodki kosz i masz możliwość odbioru zestawu słodyczy" – brzmią SMS-y rozsyłane do Polaków, opatrzone odnośnikiem kierującym, jak mogłoby się wydawać, do witryny sieci Lidl. O co chodzi naprawdę? Otóż o wyłudzenie danych.

Metoda tym razem wykorzystana przez naciągaczy jest stara jak świat, ale to nie czyni jej niegroźną. Wprost przeciwnie – wizja otrzymania czegoś za darmo bardzo często wystarcza, aby kompletnie uśpić czujność. Zwłaszcza, gdy oszust dość dobrze podszywa się pod powszechnie znaną markę. Tłumaczę, o co chodzi.

Odnośnik tak naprawdę nie prowadzi do strony sieci Lidl, lecz Lldi. Łatwo to jednak przeoczyć, gdyż przez odpowiednią kombinację małych i wielkich liter wygląda tak:

Witryna, do której prowadzi, wprawdzie już nie wskazuje na żadne powiązania z siecią Lidl, ale rzekoma nagroda pozostaje do odebrania. Cóż, w pewnym sensie. Bo w opisie nie ma już żadnej gwarancji przyznania upominku. Jest za to informacja, aby się pospieszyć z uwagi na ograniczoną ilość bonów.

Teraz – klucz całej sprawy. Chcąc ubiegać się o odbiór prezentu, należy wypełnić krótki kwestionariusz. Niby nic groźnego. Są pytania o płeć, wiek i preferencje dotyczące słodyczy. Żeby jednak ankieta została wysłana, należy jeszcze podać imię, adres e-mail i wyrazić zgodę na... przetwarzanie zgromadzonych danych w celach marketingowych spółce M-Line i współpracującym z nią podmiotom trzecim.

A to z kolei, jak wynika z umieszczonej drobnym druczkiem informacji, jedynie uprawni respondenta do wzięcia udziału w losowaniu nagrody.

Podsumujmy więc: dostajesz SMS-a mówiącego o wygranej w Lidlu, po czym okazuje się, że chodzi nie o Lidl, lecz Lidi. I nie o nagrodę już zdobytą, lecz konkurs, który dopiero pozwoli ją zdobyć, lub nie. Tymczasem organizator radośnie gromadzi sobie dane i zgody na ich przetwarzanie. Taką bazę może później odsprzedać w celach reklamowych, bez żadnych konsekwencji.

Metoda ta jest, jak już zostało wspomniane, stara jak świat. A spółka M-Line ma bogatą historię tego rodzaju działań. Przy czym warto zwrócić uwagę, jak zręcznie wymyka się ewentualnym roszczeniom ze strony większych firm. Nie używa ich nazw, co najwyżej do nich nieśmiało nawiązuje, a w przypadku wymienionej wprost Milki informuje, że ta nie ma nic wspólnego z niniejszą kampanią. Gimnastyka pierwsza klasa, można by rzec.

© dobreprogramy
s