Nokia N9 — pokochałyby ją miliony

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Nokia N9 jest smartfonem pełnym sprzeczności. To pierwszy, ale zarazem i ostatni model fińskiego producenta oparty o system MeeGo. Ostatni, bo już teraz wiadomo, że MeeGo nie będzie rozwijane, a jego miejsce zajmie Windows Phone. System jest jednak naprawdę niezwykle ciekawy i warto przynajmniej rzucić okiem na to co oferuje względem Androida czy iOSa. Po drugie, choć Nokia N9 jest topowym modelem w ofercie producenta, można ją kupić tylko w niektórych krajach — oprócz Polski np. w Chinach, Tajlandii czy Kazachstanie. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii czy Niemiec muszą obejść się smakiem. Po trzecie, obudowa Nokii N9 wykonana jest z rewelacyjnego materiału, choć wcale nie jest to aluminium czy inny metal. Po czwarte... — można by tak wymieniać bez końca, ale najlepiej będzie jak po prostu przeczytacie naszą recenzję. Nokia N9 to bowiem zdecydowanie jeden z najbardziej interesujących smartfonów jaki kiedykolwiek pojawił się na rynku.

Nokia N9 wyposażona jest w dotykowy, pojemnościowy ekran AMOLED o przekątnej 3,9" i rozdzielczości 854x480 pikseli (16:9), pokryty odpornym na zarysowania szkłem Corning Gorilla Glass, układ SoC OMAP3630 firmy Texas Instruments, w skład którego wchodzi procesor ARM Cortex-A8 1 GHz sprzężony z układem graficznym PowerVR SGX530, 16 GB lub 64 GB wbudowanej pamięci, aparat fotograficzny 8 Mpix z obiektywem Carl Zeiss f/2.2 i funkcją rejestrowania wideo (HD 720p), dodatkową kamerę do wideorozmów, odbiornik GPS, magnetometr, akcelerometr, czujnik oświetlenia, czujnik zbliżeniowy oraz zintegrowany na stałe akumulator o pojemności 1450 mAh.

Telefon obsługuje wszystkie istotne częstotliwości pracy GSM/WCDMA, zapewnia wsparcie dla szybkiego przesyłu danych z sieci komórkowej HSDPA kat. 10 (download, do 14,4 Mbps) i HSUPA kat. 6 (upload, do 5,7 Mbps), obsługuje Bluetooth 2.1+EDR, WiFi 802.11 a/b/g/n oraz NFC (Near Field Communication). Całość pracuje pod kontrolą systemu MeeGo 1.2 Harmatann. Urządzenie ma obudowę o wymiarach 116,5 x 61,2 x 12,1 mm, waży 135 gramów i objęte jest 2-letnią gwarancją.

Pełną specyfikację znaleźć można na stronach producenta.

Pokochaj od pierwszego spojrzenia

Jestem fanem Nokii od lat. 3210, 5110, 7650, E50, E61, E7, N900 — to tylko niektóre modele jakie używałem. Nie będę ukrywał, że na najnowszy topowy model fińskiego producenta czekałem z wielką niecierpliwością. W końcu nadeszła ta chwila, kurier dostarczył paczkę z egzemplarzem testowym, zabieram się do rozpakowywania i... konsternacja. Rozumiem, że azjatyccy producenci wzorują się na Apple'u — tam inspirowanie się cudzymi wzorami jest tak samo powszechne jak u nas śmierdzące toalety w pociągach PKP. Niemniej jednak iPhonopodobne pudełko od Nokii to dowód, że w firmie naprawdę nie dzieje się najlepiej... Szkoda jednak czasu na roztrząsanie opakowania, bo to co znalazłem w środku było po prostu olśniewające.

Obudowa Nokii N9 to przykład najwyższej klasy skandynawskiego wzornictwa — minimalistycznego i nowoczesnego, ale nie banalnego czy wtórnego. Podczas gdy wielu producentów stara się coraz bardziej upodobnić swoje urządzenia do iPhone'a, Nokia poszła własną drogą i muszę przyznać, że efekt jest po prostu niesamowity. Żadne zdjęcie, które znajdziecie w Internecie, żadna wizualizacja producenta, nie odda rzeczywistości. Wierzcie mi jednak, że biorąc ten telefon do ręki ma się wrażenie obcowania z ideałem. Ergonomiczne wymiary powodują, że świetnie leży w dłoni — nie jest za mały, ani za duży — jest po prostu taki jaki powinien być. Dzięki temu można go wygodnie obsługiwać jedną ręką, czego nie można powiedzieć o coraz większych „paletkach” innych producentów. Warto też dodać, że kanciasta (na pozór) bryła N9 ma zwężenia przy krótszych końcach obudowy przez co telefon nie kłuje w dłoń.

Bezsprzecznie największe jednak wrażenie robi obudowa typu unibody wykonana z poliwęglanu. Ten nietypowy materiał jest bardzo przyjemny w dotyku, nie zostają na nim odciski palców, a przy tym jest sztywny i niełatwo go zarysować. To ostatnie byłoby zresztą i tak niegroźne bo tworzywo obudowy nie jest lakierowane tylko barwione w całości na ten sam kolor. Na marginesie, dostępne będą trzy do wyboru: błękitny, czarny i „amarantowy”. Tłumacząc na język zrozumiały dla facetów: niebieski, czarny, różowy. Do testów, jak widać na zdjęciach, trafił mi się ten pierwszy. Przyznam szczerze, że osobiście z tej trójki wolałbym czarny, albo jeszcze lepiej pomarańczowy (jak w Nokii N8), ale takiego nie ma i — przynajmniej na razie — nie będzie. Jakby jednak nie patrzeć kolor obudowy jest intrygujący i zwraca uwagę. Z kształtem i kolorem świetnie współgrają detale — metalowy pasek z tyłu, z logo producenta i wkomponowanym obiektywem aparatu, oraz takież przyciski na bocznej krawędzi, służące do regulacji głośności i włączania / wyłączania urządzenia.

Bez cienia przesady mogę powiedzieć, że jest to najlepiej wykonany smartfon jaki kiedykolwiek trzymałem w ręku.

Również ekran prezentuje się znakomicie. Jak wspomniałem na wstępie, w Nokii N9 zastosowano matrycę AMOLED i odporne na zarysowania szkło Corning Gorilla Glass. Na pierwszy rzut oka takie połączenie nie wydaje się specjalnie odkrywcze, różnica tkwi jednak w szczegółach. W odróżnieniu od innych smarftonów, ekran w Nokii jest lekko wypukły (!), matryca została zaś sklejona ze szkłem. Dzięki temu mamy unikalne wrażenie jakby wszystko co jest na ekranie — ikony, elementy interfejsu, aplikacje — znajdowało się tuż pod opuszką palca.

Na tym jednak nie koniec. Nokia zastosowała też polaryzator antyodblaskowy, dzięki czemu zawartość ekranu jest perfekcyjnie widoczna na zewnątrz. Żeby uzmysłowić co mam na myśli — kilka osób, którym pokazywałem N9 było w pierwszej chwili przekonanych, że na ekranie jest jakaś naklejka, podobnie jak na atrapach w salonie. Na pierwszy rzut oka nie sposób bowiem uwierzyć, że to naprawdę ekran w komórce może tak pięknie i jasno świecić. Pod tym względem ekran w Nokii to prawdziwy majstersztyk, który przewyższa nawet doskonałą matrycę Super AMOLED Plus z Samsunga Galaxy S II przy największym rozświetleniu. Świetne wrażenie robi ponadto piękne nasycenie kolorów, ciepła biel oraz — tradycyjnie dla AMOLEDów — absolutnie czarna czerń i rewelacyjne kąty widzenia. Rozdzielczość 854x480 pikseli przy przekątnej 3,9" również należy zapisać na plus — szczególnie jeżeli ktoś lubi oglądać filmy na komórce, jest to bowiem prawdziwy aspekt 16:9 (w odróżnieniu od popularniejszej rozdzielczości 800x480 pikseli). Ogólnie cały ekran to duży atut „endziewiątki”.

Dopełnieniem designerskiego wyglądu obudowy jest ciekawie wkomponowany głośnik. Nie tylko ładnie wygląda, ale też całkiem nieźle i dość głośno gra. Do jakości mikrofonu i słuchawki też zresztą nie mam żadnych zastrzeżeń — dźwięk jest czysty, a rozmówcy słyszą się doskonale.

Muszę jednak przyznać, że na tym, na pierwszy rzut oka idealnym obrazku jest też kilka rys. Dla osoby oczarowanej powabem Nokii N9 mogą się one z początku wydawać mało istotne, niemniej jednak na dłuższą metę nie pozostaną bez znaczenia. Przede wszystkim kwestia wejść/wyjść. W porównaniu do N8, która przynajmniej z numeracji jest poprzednikiem N9, jest po prostu ubogo. Najnowsza Nokia oddaje do dyspozycji tylko 3 gniazda — microSIM, microUSB i mini-jack. Nie ma MHL ani wyjścia HDMI, brak slotu microSD na kartę pamięci. Z podłączeniem do telewizora można sobie jeszcze od biedy poradzić wykorzystując analogowy kabel Nokia CA-75U (mini-jack — 3 x RCA), niestety jakość obrazu jest taka sobie, poza tym kabel musimy dokupić bo nie ma go w zestawie. Tak czy inaczej brak cyfrowego wyjścia wideo w — topowym bądź co bądź modelu — jest dużym rozczarowaniem. Kolejne bezmyślne inspiracje produktami z Cupertino? Tyle że tam jest jeszcze przynajmniej złącze Apple Dock. Jeszcze gorzej z pamięcią, jeżeli kupiliśmy N9 w wersji 16 GB, a po jakimś czasie okaże się, że wbudowanej pamięci brakuje to... mamy problem — Nokia N9 nie obsługuje bowiem nawet USB On-the-Go.

Do listy mankamentów dodać można jeszcze kilka pomniejszych drobiazgów. Pierwszy związany jest z trudnym dostępem do gniazda microUSB — trzeba w odpowiednim miejscu nacisnąć klapkę. Działa to trochę opornie i na co dzień jest nieco irytujące. Być może był to problem tylko testowego przeze mnie egzemplarza, nie miałem jednak okazji tego sprawdzić. Drugi mankament związany jest z zachwalanym przeze mnie ekranem. Po dokładnym wpatrzeniu się weń (szczególnie elementy kontrastowe np. białe na czarnym tle) widoczne są czerwone subpiksele wokół krawędzi. To normalne w matrycach typu AMOLED (PenTile), zjawisko to jest niezauważalne dopiero w Super AMOLED Plus. Trzeci dotyczy odporności wypukłej powłoki Gorilla Glass. Po tygodniu obcowania z telefonem zauważyłem pod pewnymi kątami kilka niewielkich (cieńszych od włosa) rysek, a z kluczami go nie nosiłem. Cudów więc nie ma, wypukły ekran nawet z super odpornego szkła nie pozostanie na dłuższą metę bez skazy. Jeszcze gorzej jest z metalowym paskiem na spodzie smartfonu — ten rysuje się w okamgnieniu.

Genialny system...

Nokia N9 pracuje w oparciu o bazujący na Linuksie system MeeGo 1.2 Harmatann, owoc współpracy Nokii i Intela, powstały z połączenia Maemo i Moblina. Jeżeli nie śledziliście rozwoju MeeGo to oglądając zrzuty ekranowe na stronach Nokii niczego specjalnego nie będziecie się raczej spodziewać. Szczególnie, że wizualizacje menu głównego sugerują kolejną ślepą pogoń za iPhonem, a właściwie za iOSem. Nic bardziej mylnego...

Czy Twoja przeglądarka nie obsługuje skryptów?

Tymczasem jest to zdecydowanie najlepszy z systemów jaki Nokia kiedykolwiek instalowała na swoich smartfonach. Ba, jest to jeden z najlepszych (jak nie najlepszy) system na smartfony jaki dotąd powstał w ogóle. Twórcom udało się połączyć zalety iOSa, Androida i Maemo, dodając do tego dużą dawkę indywidualizmu. Na szczęście nie brali niczego z Symbiana ;) Siła MeeGo tkwi przede wszystkim w filozofii obsługi, którą Nokia streściła w słowach: All it takes is a swipe (wystarczy przesunąć). Cała nawigacja opiera się bowiem na przesuwaniu. Do dyspozycji użytkownika oddane są 3 kolejne ekrany: powiadomienia, menu główne oraz lista uruchomionych aplikacji, pomiędzy którymi można się przełączać muśnięciem palcem w lewo i prawo. Zasadnicza różnica w stosunku do innych systemów leży w sposobie uruchamiania i obsłudze programów. Wywołuje się je z menu głównego, a gdy nie są już potrzebne, nie zamyka, tylko odsuwa na bok, niczym kartkę papieru. Poza wyjątkami o których później, pozostają one zamrożone do chwili gdy będziemy chcieli ponownie z nich skorzystać. Jak to działa w praktyce najlepiej zobaczyć na powyższym filmie.

Ten sposób obsługi jest niezwykle wygodny i bardzo łatwo się do niego przyzwyczaić. Warto dodać, że czuły na dotyk jest nie tylko ekran, ale i ramka wokół niego, więc rozpoczynając przesuwanie od krawędzi system rozpoznaje, że chcemy odsunąć widoczne menu czy aplikację na bok, a nie przesunąć coś w samym menu czy aplikacji. Nie trzeba też lawirować palcami pomiędzy ekranem, a przyciskiem / przyciskami fizycznymi pod nim (bo ich nie ma), jak to ma miejsce w iOSie i Androidzie. Dzięki temu telefon bardzo pewnie trzyma się też w dłoni. Na dłuższą metę ciężko wyobrazić sobie coś bardziej wygodnego.

Taka konstrukcja systemu ma jednak swoje ograniczenia. Jak wspomniałem na początku, MeeGo ma 3 ekrany główne. Domyślnie uruchamiane jest menu z listą programów. Łatwo zauważyć, że nie wszystkie ikony mieszczą się na ekranie, trzeba przewijać listę aby dotrzeć do pozostałych aplikacji. Z czasem, gdy zainstalujemy więcej programów, odnalezienie właściwego może być już trochę uciążliwe ponieważ system nie oddaje jakiegoś nadrzędnego miejsca gdzie dałoby się umieścić skróty do najczęściej uruchamianych aplikacji, tak jak to można zrobić w Androidzie czy Maemo. Nie ma też możliwości tworzenia folderów, jak w iOSie, aby nie doprowadzać do zbytniego rozrastania się menu. Sytuację ratuje co prawda możliwość przesuwania ikon względem siebie, ale i tak można odnieść wrażenie, że najwyraźniej Finowie nie przewidują... powstania zbyt wielu aplikacji na swój system ;)

Podobny problem jest z ekranem powiadomień. Wyświetlają się na nim aktualny czas, pogoda, informacje o nieodebranych połączeniach, nowych mailach, wiadomościach SMS, zaplanowanych spotkaniach, można też skonfigurować wyświetlanie wiadomości z Associated Press, Facebooka czy Twittera. Wszystko to działa bardzo fajnie i świetnie sprawdza się w praktyce, nie zaszkodziłaby jednak większa swoboda w aranżowaniu tej przestrzeni. Nie każdy jest bowiem facebookoholikiem, a niestety nie ma (a przynajmniej ja się nie doszukałem) możliwości wyświetlania w tym miejscu zwykłego kanału RSS z np. aktualnościami z dobrychprogramów czy innymi powiadomieniami. Poza wspomnianą pogodą, nie przewidziano też żadnych widżetów.

Nie mam natomiast żadnych uwag do ekranu z listą uruchomionych aplikacji. Naraz widoczny jest podgląd czterech (domyślnie) lub dziewięciu (po zmianie) programów. Po przytrzymaniu na jedno z okienek można zamknąć dowolną aplikację lub wszystkie na raz. Analogiczny sposób przełączania się pomiędzy aplikacjami był już w Maemo i uważam, że jest to świetne rozwiązanie.

Wiele osób krytykowało Symbiana za momentami chaotyczny system, również Android z całą pewnością nie jest pod tym względem ideałem. W porównaniu z nimi MeeGo jest uporządkowane niczym wzorcowe mieszkanie z katalogu IKEA. Wszystkie opcje konfiguracyjne są dostępne w jednym, czytelnym menu Ustawienia. Również poszczególne aplikacje systemowe — Telefon, Kontakty, Wiadomości, Kalendarz, Kalkulator itd. są zaprojektowane w taki sposób aby obsługa była intuicyjna i ergonomiczna. Praktycznie wszystko można wygodnie obsługiwać trzymając telefon w jednej ręce. Nigdzie nie ma tu kluczowych opcji np. w lewym górnym rogu ekranu, nigdy nie trzeba gimnastykować się palcami czy wspomagać drugą dłonią aby coś włączyć. W innych smartfonach, szczególnie tych z ponad 4-calowymi ekranami, nie jest to takie oczywiste. Wrażenie uporządkowania całości potęguje minimalistyczna i przejrzysta grafika, współgrająca zresztą z bryłą telefonu.

Świetnym rozwiązaniem, pochodzącym zresztą jeszcze z Maemo, jest też możliwość przypisania na karcie kontaktu danej osoby nie tylko numeru telefonu komórkowego, stacjonarnego, adresu e-mail itp., ale także jego nazwy użytkownika w komunikatorach Skype i Google Talk, czy w serwisie Facebook (po podłączeniu do tych usług listy kontaktów ściągane są automatycznie, karty można później scalić). Dzięki temu wszystko jest w jednym miejscu i z poziomu systemowych Kontaktów można łatwo połączyć się z kimś przez Skype'a, czy wysłać wiadomość bezpośrednio na Facebooka. Nie trzeba uruchamiać dodatkowych aplikacji czy ekstra komunikatorów. Tak jak w Maemo można też ustawiać dostępność online dla każdej usługi niezależnie. Nowością jest możliwość zdefiniowania dowolnego konta SIP i realizowania przez VoIP połączeń telefonicznych.

Dużym plusem jest też płynna praca systemu. Nawet po uruchomieniu wielu aplikacji naraz tylko sporadycznie coś zwalnia. Dopiero gdy jest ich naprawdę dużo i są uruchamiane w krótkich odstępach czasu, można odnieść wrażenie, że na otwarcie kolejnego programu trzeba poczekać ułamek sekundy dłużej. Generalnie responsywność MeeGo w Nokii N9 jest bliska ideału. Od perfekcji iOSa w iPhonie 4 czy Androida w Samsungu Galaxy S II dzieli ją w zasadzie głównie praca przeglądarki internetowej. Ta w Nokii pracuje całkiem sprawnie, ale szybkie pomniejszanie i powiększanie obszernych stron potrafi niekiedy „przyhaczyć”, widać też ich rysowanie podczas przewijania.

Skoro już jestem przy przeglądarce to muszę pochwalić domyślny sposób wyświetlania stron. Podczas gdy przeglądarki w Androidzie czy Maemo starały się maksymalnie wiernie renderować zawartość stron, w MeeGo czcionki tekstu są domyślnie powiększone (podobnie zresztą jak w iOSie na iPhonie). Dzięki temu, po dwukrotnym „tapnięciu” na żądaną szpaltę, można spokojnie czytać treść nawet w widoku pionowym, bez konieczności dodatkowego powiększania. Z drugiej jednak strony nie podoba mi się, że przewracając ekran do widoku poziomego przeglądarka nie dopasowuje widoku do wybranej w ten sposób części strony, tak jak to dzieje się np. na Androidzie. Inny mankament widoku poziomego to przewijanie długich stron. W przypadku Nokii N9 łatwo bowiem rozpędzić się i... odsunąć cały ekran aplikacji na bok. Zdecydowanie największy problem systemowej przeglądarki to jednak brak obsługi Flasha (wspierany jest za to HTML5, więc filmy na YouTubie czy Vimeo obejrzymy). Trochę to zaskakujące bo w Maemo na Nokii N900 była to jedna z najbardziej reklamowanych funkcji. W przypadku innego systemu można by spodziewać się, że z czasem jego obsługa zostanie dodana. Los MeeGo jest jednak przesądzony więc...

Złego słowa nie można natomiast powiedzieć o wbudowanym kliencie poczty. Tradycyjnie dla Nokii ta funkcjonalność działa znakomicie, włącznie z pełną synchronizacją z Microsoft Exchange. Warto w tym miejscu dodać, że maile na klawiaturze ekranowej pisze się zaskakująco sprawnie, nawet w orientacji pionowej. Po krótkiej wprawie szło mi niewiele gorzej niż na świetnej fizycznej klawiaturze w Nokii E7. Warto też wspomnieć o wbudowanym czytniku dokumentów, który bez najmniejszego problemu wyświetla PDFy, a także pliki Worda i Excela (zarówno w starszych, jak i nowszych wersjach). Niestety wbudowanego pakietu umożliwiającego edycję wyżej wymienionych — brak.

...i niewiele więcej

Wraz z system dostarczanych jest też kilka dodatkowych programów. Jednym z nich jest firmowa nawigacja samochodowa Nokii, znana z innych modeli telefonów tego producenta. Miłośnicy Automapy wytkną jej szereg wad, ale osobiście uważam, że jak na darmowy produkt dostarczany wraz z telefonem jest naprawdę bardzo dobra. Szybko łapie sygnał GPS, oferuje widok 3D, komunikaty głosowe w języku polskim i ma w miarę aktualne mapy (czasami aż „za aktualne” ;), czego nie można powiedzieć np. o nawigacji Google'a na telefonach z Androidem, gdzie do dzisiaj nie ma choćby jednego odcinka Autostradowej Obwodnicy Wrocławia, mimo że pierwszy oddano do użytku 30 grudnia ub.r. Słowem, nawigacja Nokii działa tak jak powinna.

W stosunku do analogicznej aplikacji Google'a brakuje jednak wyszukiwania głosowego. Duży plus należy się natomiast za automatyczne włączanie / wyłączanie odbiornika GPS, co pozwala oszczędzać energię i ułatwia obsługę. Najważniejsze jednak, że po prostu jest — użytkownicy Nokii N900, choć swego czasu był to topowy model tego producenta, nie doczekali się bowiem firmowej nawigacji Nokii do dziś i nigdy się jej już zapewne nie doczekają. Warto też dodać, że nawigacja, obok odtwarzacza muzyki, jest jednym z tych programów, które pozostają aktywne zawsze — nawet po zminimalizowaniu.

Oprócz nawigacji samochodowej Nokia oddaje też do dyspozycji mapy do nawigacji pieszej czy rowerowej. Ta aplikacja również sprawuje się bez zarzutu i okazuje się bardzo pomocna podczas lawirowania po centrach nieznanych miast. Ciekawostką, a dla niektórych może i uzupełnieniem wcześniejszych programów, jest aplikacja Compass (notabene stworzona przez programistów Nokii), którą bezpłatnie można pobrać ze sklepu producenta.

Ponadto na Nokii N9 fabrycznie preinstalowanych jest jeszcze kilka dodatkowych programów: klient komunikatora Skype, aplikacje ułatwiające korzystanie z Facebooka i Twittera, programik wyświetlający wiadomości z agencji Associated Press, informacje o pogodzie dostarczane przez AccuWeather, a także narzędzie Track & Protect ułatwiające odnalezienie telefonu w przypadku jego zagubienia bądź kradzieży. Na liście programów znajduje się też ikona z logo YouTube, która w praktyce okazuje się skrótem do mobilnej wersji tego serwisu, uruchamianej w systemowej przeglądarce. Preinstalowane są też aż 4 gry, w tym oczywiście Angry Birds (Free with Magic), a jakże by inaczej. Oprócz tego na spragnionych rozrywki czekają: Need for Speed Shift, Real Football 2011 oraz Galaxy on Fire 2. Nie jestem zapalonym miłośnikiem grania na smartfonach, ale muszę przyznać, że gierki są całkiem niezłe i stanowią sympatyczne uzupełnienie oprogramowania telefonu.

Oczywiście oprócz tego teoretycznie można pobrać inne aplikacje ze sklepu Nokii. Na pierwszy rzut oka liczba pozycji jest całkiem niezła, to jednak tylko pozory. Lwia część z nich to banalne programiki wyświetlające newsy z różnych serwisów. Programów jako takich jest może kilkadziesiąt, z czego sensownych dosłownie kilka — wiele z nich to bowiem wczesne, niedopracowane wersje beta. Tak jest np. z nieźle zapowiadającą się aplikacją Camera Pro, której zdarza się odmówić współpracy. Inne są z kolei po prostu kiepskie (np. My Little Artist, Rainbow Brush).

Koniec końców na mojej liście znalazły się, oprócz wspomnianego wcześniej Compassa, tylko równie drobne narzędzia takie jak Filebox — menedżer plików pozwalający myszkować po wszystkich folderach systemu, Recorder — rejestrator dźwięku, Battery Usage — aplikacja do monitorowania baterii oraz PhoneTorch — latarka (niedopracowana zresztą bo aktywuje się ją całą powierzchnią ekranu przez co trzymając telefon w ręce łatwo ją wyłączyć). Do tego grona można na siłę dodać kilka prostych do bólu gier, słownik angielsko-polski i polsko-angielski (jeżeli ktoś potrzebuje, koszt 33 zł), Peregrine — komunikator obsługujący konta Facebook, Google Talk i Skype (dla mnie bezużyteczny bez wsparcia dla Jabbera lub Gadu-Gadu, poza tym kłóci się z komunikacyjną filozofią systemu), czy SmartCam — program przeobrażający Nokię N9 w kamerę internetową pracującą w rozdzielczości... 320x240 pikseli. Być może coś by się jeszcze znalazło, ale tak czy inaczej lista jest wyjątkowo skromna.

Dodam, że w chwili obecnej polskich aplikacji nie ma w zasadzie w ogóle, no chyba, że za aplikację można nazwać programik, którego całe działanie sprowadza się do wyświetlania bieżącej oferty Citeam, czy 2-3 inne, równie oszałamiające, podające informacje z polskich portali np. Onet Livezone. Są za to 2 proste gry: Alchemist i Radzieckie jajeczka (kopia kultowej konsolki z lat 80-tych).

Najgorsza w tym wszystkim nie jest jednak mała liczba aplikacji na starcie, ale brak perspektyw na przyszłość. Ponoć Nokia planowała wyprodukować tylko 100 tys. sztuk modelu N9. Być może plany te ulegną zmianie bo już w przedsprzedaży wersje 64 GB rozeszły się na pniu. Całkiem nieźle jak na smartfon z systemem, który został uśmiercony jeszcze przed wprowadzeniem na rynek. Nawet jeżeli jednak finalnie liczba użytkowników MeeGo zwiększy się kilkukrotnie, w dalszym ciągu nie będą to setki milionów, tak jak w przypadku Androida czy iOSa. Poza tym ci, którzy kupią Nokię N9 nie będą przecież używać jej wiecznie — najdalej za 2-3 lata wymienią ją na coś nowego. Wydaje się, że trudno bardziej odstraszyć deweloperów, którzy potencjalnie mogliby tworzyć aplikacje na MeeGo. Szczególnie duże firmy, tworzące zwykle bardziej wartościowe aplikacje. Oczywiście część programistów dostrzeże w MeeGo niszę i szansę dla siebie. Widać to już teraz bo w końcu jakieś aplikacje się pojawiają. Również sama Nokia namawia twórców aplikacji na Symbiana do portowania na MeeGo swoich dzieł napisanych w Qt. Problem w tym, że programów napisanych w Qt nie ma wcale tak dużo. Tak czy inaczej jeżeli ktoś zdecyduje się na Nokię N9, musi nastawić się, że wybór aplikacji będzie siłą rzeczy niewielki.

Pozostaje jeszcze kwestia poprawek dla samego systemu — czy to naprawiających błędy, które z czasem na pewno wyjdą na wierzch, czy też luk bezpieczeństwa. W oficjalnych materiałach nie znajdziecie na ten temat ani słowa, niemniej jednak Klas Ström, jedna z kluczowych osób w Nokii, jakiś czas temu zadeklarował na Twitterze kilkuletnie wsparcie oraz kilka aktualizacji dla N9. Dla mnie obietnice składane w tej formie brzmią jednak trochę niewiarygodnie, szczególnie w kontekście tego jak „wspierane” jest Maemo 5 na N900. To, że producent kompletnie zapomniał o tym modelu świadczy nie tylko brak jakichkolwiek aktualizacji, ale nawet to, że nie da się z niego... przenieść kontaktów na N9 (podczas konfigurowania telefonu system oferuje możliwość przeniesienia ich z innego telefonu Nokii).

Nokia N9 na co dzień

Jeżeli mimo wszystko pogodzicie się z powyższymi ograniczeniami i zdecydujecie się na Nokię N9, smartfon ten odwdzięczy się Wam na co dzień szeregiem drobiazgów uprzyjemniających życie. Niestety dorzuci też kilka irytujących, ale o tym za chwilę.

Pierwszym z nich jest stałe wyświetlanie na ekranie godziny plus ewentualnie także symboli powiadomień (np. nieodebranych połączeń, maili czy wiadomości SMS). Dopiero po dwukrotnym tapnięciu w ekran lub wciśnięciu przycisku z boku pojawia się ekran blokady. To pomysłowe rozwiązanie bardzo się przydaje, nie tylko w nocy. Co ważne, nie powoduje znaczącego zużycia energii ponieważ w ekranach typu AMOLED pobierają ją tylko piksele, które świecą — a na wyświetlenie godziny potrzeba ich niewiele. Czas pracy na baterii to zresztą mocna strona Nokii N9. Podczas dość intensywnej pracy smartfon wytrzymywał 2 doby bez ładowania, a używany mniej intensywnie 3. Całkiem niezły wynik jak na akumulator o pojemności 1450 mAh.

Kolejny przydatny drobiazg to wbudowana aplikacja przeistaczająca Nokię N9 w przenośnego Hotspota. Pozwala ona stworzyć także punkt dostępowy z zabezpieczeniami (ale niestety tylko WEP 64/128). Na użytkownikach Androida czy iOSa nie zrobi to oczywiście wrażenia, ale z Nokiami na Symbianie / Maemo nie było dotąd różowo w tym względzie. Skoro już jestem przy tematyce WiFi wspomnieć trzeba jednak, że testowana Nokia za nic w świecie nie chciała współpracować z naszą redakcyjną siecią bezprzewodową złożoną z 3 biznesowych access pointów Netgear WNDAP350. W innych sieciach nie było z tym żadnego problemu. Być może problem jednak leży w... urządzeniach Netgeara (z moim domowym routerem WNR3500L tej firmy nie chciały ostatnio połączyć się SE Xperia arc i ASUS Eee Pad Slider).

Idźmy jednak dalej. Często słucham muzyki, ucieszył mnie więc dopracowany odtwarzacz w N9. Na pozór oferuje to samo co inne playery w komórkach, jednak Nokia zaimplementowała w nim np. pomysłowe, dynamiczne generowanie okładek (teksty w różnych kolorach składane z nazw albumów), możliwość odtwarzania plików w bezstratnym formacie FLAC czy technologię Dolby Headphone poprawiającą jakość dźwięku na słuchawkach (byle nie na tych dołączanych w komplecie bo są co najwyżej przeciętne). Szkoda jednak, że Finowie nie zdecydowali się na wykorzystanie w Nokii N9 świetnego kodeka apt-X, do którego licencję nabyli w sierpniu. Odczuwalnie poprawiło by to jakość odsłuchu podczas transmisji bezprzewodowej (naturalnie przy użyciu kompatybilnych słuchawek takich jak np. Creative WP-350) i stanowiło pod tym względem mocny argument wobec iPhone'a 4. Jest za to inna ciekawostka — NFC (Near Field Communication). Technologia ta umożliwia zbliżeniowe przesyłanie danych (np. zdjęć pomiędzy dwoma telefonami), a przy pomocy specjalnego głośnika Nokia Play 360°, także muzyki. Przy czym nie trzeba parować ze sobą urządzeń, tak jak przy połączeniach Bluetooth — aby zagrała muzyka przez głośnik wystarczy po prostu położyć na nim telefon.

Warto też przypomnieć, że Nokia ma swój własny sklep z muzyką, do którego dostęp jest możliwy z poziomu dedykowanej aplikacji w telefonie. Na tle iTunes ogólna liczba utworów wprawdzie nie powala na kolana, ale za to można kupić wiele polskich produkcji w przyzwoitych cenach (zwykle 1,99-2,49 zł za utwór lub 19,99-24,99 zł za cały album).

Dużym rozczarowaniem jest natomiast brak... radia. W Maemo również na starcie nie było tego dodatku, wystarczyło jednak pobrać bezpłatną aplikację z repozytorium. Od strony sprzętowej niczego nie brakuje, jest też wbudowany transmitter FM (bardzo pożyteczny wynalazek). Cóż jednak z tego skoro nie ma programów, które to wykorzystują (w Maemo transmitter był obsługiwany przez system). Co gorsza, biorąc pod uwagę przyszłość MeeGo, nie wiadomo czy takowe w ogóle się pojawią. Pozostają tylko radia internetowe...

O ile muzyka to jednak mimo wszystko mocny punkt Nokii N9, z odtwarzaniem filmów jest wręcz odwrotnie. Kompletnie nie radzi sobie ona z wideo jakości HD 720p z plików MKV (H.264/AVC) — obraz co prawda pojawia się, ale prędkość kilku klatek na sekundę uniemożliwia oglądanie. To spore zaskoczenie względem testowanej jakiś czas temu Nokii E7, która bez problemu radziła sobie z wideo w jakości HD 720p, a miała znacznie wolniejszy procesor. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przyczyna leży w małej wydajności układu graficznego w Nokii N9 (w E7 zastosowano układ BCM2727 Broadcoma oferujący sprzętową akcelerację dekodowania wideo HD). Z drugiej jednak strony PowerVR SGX530 firmy Texas Instruments, choć nie najnowszy, w połączeniu z gigahercowym procesorem też powinien sobie z tym zadaniem poradzić.

Gorzej, że problemy są również z wideo SD... Próbie poddałem kilkanaście różnych plików MP4 i AVI — część z nich odtwarzana była bez najmniejszego problemu, ale niektóre nie dały się odtworzyć w ogóle. Tu już ewidentnie przyczyna leży w oprogramowaniu. Tak czy inaczej, biorąc jeszcze pod uwagę brak wyjścia HDMI, USB z MHL lub choćby wsparcia dla DLNA, a także brak obsługi napisów, Nokia N9 słabo sprawdzi się w roli przenośnego odtwarzacza multimedialnego. Reklamowane w materiałach producenta Dolby Digital Plus jest na tym tle listkiem figowym skrywającym wstydliwą prawdę.

Po modelu noszącym oznaczenie N9 można spodziewać ponadprzeciętnego aparatu, wszak poprzednik — N8 — był (a właściwie jest, bo nadal można go kupić) prawdopodobnie najlepszym fotograficznym smartfonem na rynku. Producent jednoznacznie to zresztą sugeruje podkreślając jasną optykę renomowanej firmy Carl Zeiss oraz specyficzną budowę samej matrycy. W innych aparatach tryb 16:9 uzyskuje się przez obcięcie kadru 4:3 u góry i dołu, czego skutkiem, rzecz jasna, jest niewykorzystanie potencjału całej matrycy. W Nokii N9 wykorzystywane są różne powierzchnie sensora w zależności od kadru — najlepiej obrazuje to powyższy schemat. W efekcie zdjęcia w aspekcie 16:9 mają rozdzielczość 3552x2000 pikseli (7,1 Mpix), niewiele mniej niż w trybie 4:3 — 3248x2448 pikseli (8 Mpix). Całkowita rozdzielczość matrycy to natomiast, jak łatwo zgadnąć, 3552x2448 pikseli (8,7 Mpix). Niestety brak jest informacji o fizycznych rozmiarach przetwornika.

Samo oprogramowanie aparatu również jest stosunkowo rozbudowane. Umożliwia wybór różnych trybów pracy aparatu (Automatyczny, Makro, Krajobraz, Portret, Noc, Sport), lampy (aktywowana automatycznie, włączona na stałe, wyłączona, redukcja czerwonych oczu), korektę balansu bieli (Automatyczny, Słońce, Chmury, Światło fluorescencyjne, Żarówka), kompensację ekspozycji w zakresie -2/+2 EV (z krokiem co 0,3 EV), czułości (ISO automatyczne, 100, 200, 400, 800), aspektu zdjęć (16:9, 4:3, 3:2 — to ostatnie ustawienie bardzo mnie ucieszyło bo rzadko występuje w komórkowych aparatach, a to przecież standard w fotografii). Ponadto, jeżeli ktoś sobie życzy, aparat oferuje funkcję wykrywania twarzy, a zdjęcia mogą być opatrzone znacznikami GPS.

Jak więc widać opcji jest całkiem sporo i zadowolą one większość fotoamatorów. Mnie osobiście brakowało jednak siatki pomocniczej i możliwości wyboru trybu pomiaru światła — opcji dostępnych chociażby w Samsungu Galaxy S II, choć wcale nie jest to przecież model „fotograficzny”. Nie ma też efektów kolorystycznych takich jak np. sepia i kilku innych drobiazgów znanych z oprogramowania w N8, na szczęście pozostały opcje korygowania efektu czerwonych oczu, regulacji jasności i kontrastu, kadrowania, obracania, lustrzanego odbicia czy zmiany rozmiaru zdjęcia. Nie jest więc źle.

Najważniejsze jednak jak to wszystko sprawdza się w praktyce, czyli jaki jest efekt? Niestety nie tak spektakularny jak w Nokii N8 z rewelacyjną 12-megapikselową matrycą 1/1.9”, na tle innych smartfonów jednak bardzo przyzwoity. Zdjęcia z Nokii N9 cechują się przede wszystkim zauważalnie większą szczegółowością i bardziej naturalnymi barwami — Finowie nie poszli na tanie sztuczki z wygładzaniem i brutalnym zwiększaniem nasycenia, jak to ma miejsce u konkurentów np. w iPhonie 4 czy Xperii arc. Na pierwszy rzut oka daje to może trochę mniej atrakcyjny efekt końcowy, ale takie zdjęcia pozostawiają większe pole manewru podczas ewentualnej obróbki. Widoczne jest też minimalne przesunięcie tonacji w stronę koloru niebieskiego (zwykle aparaty w smartfonach generują zdjęcia bardziej czerwonawe).

Ciepłe słowa należy też skierować pod adresem optyki aparatu. Jasny obiektyw Carl Zeiss Tessar (minimalna wartość przysłony f/2,2, w Nokii N8 było to f/2,8) pozwala na robienie zdjęć przy krótszym czasie naświetlania i/lub niższym ISO, dzięki czemu przy niedostatecznym oświetleniu można czasami obyć się bez doświetlania sceny diodami LED. Jak na obiektyw w komórce jest przy tym zaskakująco szerokokątny, co przydaje się podczas fotografowania architektury czy pejzaży. Same diody LED dają też ponoć o 20% więcej światła w stosunku do poprzednich modeli (tak przynajmniej deklaruje producent). Najlepsze diody nie przebiją jednak lampy ksenonowej z N8. Na plus należy zapisać natomiast barwę emitowanego światła. Diody nie świecą typowym zimnym, niebieskawym światłem, ale ciepłym, lekko żółtawym. Procentuje to podczas fotografowania postaci, ludzka skóra ma wówczas ładniejszy odcień — o ile tylko zdjęcie jest robione z niedużej odległości, przy większym dystansie będzie wyglądać jakby ktoś miał żółtaczkę ;)

Warto też podkreślić, że w odróżnieniu od innych nowych modeli, producent nie wykastrował aparatu z możliwości regulacji ostrości. Mało tego, w Nokii N9 ostrość można ustawiać na konkretnym obiekcie jednym dotknięciem palca (w ten sposób blokuje się też ekspozycję). Działa to wyraźnie szybciej niż w innych aparatach, z drugiej jednak strony Nokii N9 zdarzają się niekiedy problemy z poprawnym ustawianiem ostrości — szczególnie przy blisko i daleko położonych obiektach, a także w nocy.

Zdjęcia nocne to z kolei największa bolączka aparatu w Nokii N9. Poza Xperią arc i ray, które posiadają matrycę EXMOR R specjalnie przystosowaną do zdjęć przy słabym oświetleniu, to zresztą słabość wszystkich komórkowych aparatów, nawet w topowych modelach. Jednak Nokia N9 wypada na tym tle i tak zaskakująco marnie. Oprócz wspomnianych problemów z ostrością, aparat ma bardzo często olbrzymi kłopot z ustawieniem prawidłowego balansu bieli, co doskonale widać na poniższym przykładzie. Można to oczywiście korygować w programach graficznych jednak ostrości już nie poprawimy.

Niestety wiele dobrego nie można też powiedzieć o funkcji kamery. Teoretycznie powinno być całkiem nieźle — Nokia N9 ma rejestrować obraz w rozdzielczości HD 720p przy 30 klatkach na sekundę. Co więcej, ostrość podczas nagrywania ma być ustawiana automatycznie i w trybie ciągłym, a to coś o czym marzy wielu właścicieli (starszych) lustrzanek z funkcją filmowania. Niestety praktyka okazuje się zgoła inna. Filmy rejestrowane w dzień noszą oznaki wysokiej kompresji, zaś te nagrywane w nocy wysoki poziom szumów. Z ostrością faktycznie nie ma problemów, ale efekt końcowy jest gorszy nie tylko od Nokii N8, ale i biznesowej E7 (również z matrycą 8 Mpix). Jedyny plus to ładne odzwierciedlenie kolorów. Generalnie o funkcji kamery najlepiej jednak od razu zapomnieć, chyba że jest to problem oprogramowania lub testowanego egzemplarza, bo wierzyć mi się nie chce, że Finowie mogli wypuścić coś tak kiepskiego. Na marginesie, druga kamera do wideorozmów nie działa w ogóle (nie jest obsługiwana przez oprogramowanie).

Przykładowe zdjęcia i filmy z Nokii N9 opatrzone komentarzami, udostępniamy do pobrania (~150 MB). Są tam też porównania z Galaxy S II i Xperią arc.

I jeszcze jedna kwestia na koniec, którą trzeba wziąć pod uwagę przed ewentualnym zakupem. Nie jest tajemnicą, że usługi serwisowe niektórych firm, świadczone w ramach gwarancji, stoją na żenująco niskim poziomie. Niestety do tego grona zalicza się też Nokia, o czym nieraz mieliśmy okazję przekonać się również na własnej skórze. Ostatni przykład z redakcyjnego podwórka to problem z Nokią N900 polegający na nie ładowaniu baterii. Mimo że usterka została zweryfikowana w punkcie Nokia Care, serwis (konkretnie firma Regenersis realizująca naprawy w imieniu producenta) dwukrotnie odsyłał telefon twierdząc, że jest on... w pełni sprawny (!), każdorazowo wgrywając za to na nowo oprogramowanie, przeprowadzając „kalibrację” i pozostawiając pamiątkę w postaci rys na obudowie i lepiących się odcisków palców. Dopiero za trzecim podejściem telefon został naprawiony. Co ciekawe, w innych krajach serwis Nokii świadczony jest na cywilizowanym poziomie. Ponoć i u nas ma się to poprawić, czy jednak tak będzie pewności nie ma...

Podsumowanie

Z badań przeprowadzonych niedawno w Stanach Zjednoczonych wynika, że tylko co czwarty posiadacz telefonu Nokii jest z niego zadowolony i planuje zakup kolejnego produktu tej marki. Niegdysiejszego lidera przegoniło nie tylko Apple (89% ankietowanych deklaruje lojalność), ale także HTC (39%), RIM — czyli właściciel marki BlackBerry (33%), Samsung (28%) i Motorola (25%). Nic jednak dziwnego, Nokia od bardzo dawna nie wprowadziła na rynek modelu z prawdziwego zdarzenia, nie ma więc nawet specjalnie czego kupić. Obserwować można za to kurczowe trzymanie się przestarzałego (jakby nie patrzeć) Symbiana, kłopoty z akcjonariuszami, kontrowersyjne decyzje takie jak np. rezygnacja z marki Ovi, pochopne wyznania prezesa Stephena Elopa, doniesienia o zwolnieniach i rekordowych stratach — wszystko to nie tworzy dobrego klimatu wokół firmy.

Tymczasem konkurencja nie śpi — po iPhone'y 4S ustawiają się kolejki, HTC wypuszcza nowe modele już chyba co tydzień (i wiele z nich jest całkiem udanych), Samsung bije rekordy sprzedaży ze swoim topowym Galaxy S II, do tego za chwilę na rynku pojawi się kolejny murowany hit — Galaxy Nexus z Androidem 4.0, nawet Motorola po przejęciu przez Google ma się coraz lepiej. Z dużych graczy, oprócz Nokii, tylko BlackBerry idzie słabo...

W tym kontekście Nokia N9 jest bez wątpienia straconą szansą. To fenomenalnie wykonany smartfon o nie takich złych parametrach, ze świetnym systemem, niezłym aparatem i całym szeregiem różnych pomysłowych drobiazgów. Oczywiście ma swoje wady, ale w bezpośrednim kontakcie tracą one na znaczeniu. Tracą, bo Nokia N9 po prostu urzeka, a jej używanie to czysta przyjemność. Tym bardziej szkoda, że prace nad N9 i MeeGo trwały tak długo. Jestem przekonany, że gdyby ten model pojawił się rok temu pokochałyby go miliony i postawiłby on Nokię na nogi bez pomocy Microsoftu. Teraz, gdy jasne jest, że MeeGo to ślepa uliczka, głos rozsądku podpowiada, że wydawanie pieniędzy na Nokię N9 to, oględnie mówiąc, nie najlepszy pomysł. Szczególnie, że cena do atrakcyjnych nie należy — za tańszą wersję (16 GB) trzeba będzie zapłacić około 2400 zł, droższa (64 GB) kosztować będzie około 400 zł więcej.

Zwolennicy teorii spiskowych powiadają, że to celowe zabiegi zarządu aby Nokia N9... nie sprzedawała się zbyt dobrze. Po co? By pokazać w ten sposób, że tzw. Plan-B, forsowany przez część akcjonariuszy, był z góry skazany na porażkę, a jedyna słuszna droga to Windows Phone. Faktem jednak jest, że w dłuższej perspektywie sojusz z Microsoftem jest niezbędny do nawiązania równorzędnej walki z Apple i Google, a także do powrotu na pozycję czołowego producenta topowych telefonów. Czego Nokii z całego serca życzę. Tymczasem wróble na dachu ćwierkają, że niedługo w bliźniaczej obudowie pojawi się Nokia 800 z Windows Phone 7.5 Mango ;)


Aktualizacja, 26.10.2011, 23:50

Nokia oficjalnie zapowiedziała wydanie aktualizacji do systemu (została on już udostępniona dla zewnętrznych deweloperów). Ma ona wprowadzać szereg poprawek i nowych funkcji np. wyświetlanie nawigacji do odtwarzacza na zablokowanym ekranie czy domyślne zamykanie aplikacji poprzez przesunięcie w dół. Być może udostępniona zostanie też m.in. obsługa DLNA i klawiatura Swype. Aktualizacja ma pojawić się w „czwartym kwartale” wraz z kolejną wersją kolorystyczną Nokii N9 (biała błyszcząca).


Aktualizacja, 08.11.2011, 14:00

Została wydana pierwsza aktualizacja dla Nokii N9, szczegóły w newsie i na moim blogu poświęconym Nokii N9.


Aktualizacja, 03.03.2012, 12:55

Została wydana kolejna, bardzo duża aktualizacja dla Nokii N9, szczegóły w newsie i na moim blogu. W międzyczasie liczba aplikacji i gier powstałych dla N9 przekroczyła magiczną barierę 1000 (obecnie jest ich około 1300). W ostatnich dniach oficjalnie wydane zostały przeglądarki Opera Mobile i Firefox, zapowiedziano również wsparcie dla Adobe Flash, a także kolejną aktualizację do systemu, oznaczoną numerem PR 1.3. Wygląda na to, że system, który jak się wydawało został skazany przez prezesa Nokii, Stephena Elopa na odejście w niebyt, ma się coraz lepiej.

© dobreprogramy