Nowe ikony w Office tylko dla wybranych aplikacji. Rozwój pozostałych stoi w miejscu?

Strona główna Aktualności
Nowe ikony w Office tylko dla wybranych aplikacji.
Nowe ikony w Office tylko dla wybranych aplikacji.

O autorze

Niedawno Microsoft ogłosił, w ekstrawaganckim stylu na portalu Medium, inicjatywę wprowadzenia nowych ikon dla komponentów pakietu Office. Obecny projekt pochodzi z roku 2012 i „przetrwał” dwie nowe fale wydań: Office 2016 oraz niedawny, migawkowy Office 2019. Nowe ikony są bardzo ładne i choć Microsoft Outlook dalej nie jest w jedynym akceptowalnym, złotym kolorze jak Pan Bóg przykazał, stanowią progres względem dzisiejszego nudnawo-mdłego wzornictwa.

Po ogłoszeniu, wskazującym na to, że twórcy nowych ikon popadli chyba w głęboki samozachwyt, wywiązała się dyskusja dotycząca pomniejszych detali znajdujących się na ilustracjach dołączonych do projektu. Chodzi tu przede wszystkim o ikony aplikacji-akcesoriów Windows 10, które na wizualizacjach również zostały odmienione. Jon Friedman, projektant Office, udzielając w komentarzu twierdzącej odpowiedzi na pytanie, czy nowe ikony pojawią się również w Windows 10, ukazał trwający nieogłoszony projekt zaaplikowania nowego wzornictwa do wszystkich produktów Microsoftu. Wpisując się w dzisiejsze praktyki dziennikarstwa IT, niezastąpiony Tom Warren na podstawie owego komentarza napisał cały artykuł na łamach The Verge, ale szum wokół nowych ikon i potencjalnego „makeoveru” Dziesiątki omija pewien istotny detal w kwestii samego Office’a. Nie wszystkie komponenty pakietu mają dostać nowe ikony. Dlaczego ma to znaczenie?

Dzisiejszy pakiet Office jest olbrzymi. Składa się z niezliczonej ilości modułów i komponentów i mimo wysyłania na emeryturę kolejnych wielkich jego połaci, dalej na jego cyfrowych krańcach znajdują się wielkie, zapomniane nierzadko, składniki. Najczęściej pomijanymi częściami pakietu z Redmond są programy doklejone niegdyś do Office nieco na siłę, ale dziś w pełni już korzystające z silnika i wspólnych bibliotek MSO. Mowa tu o programach Project i Visio.

Microsoft Project

Microsoft Project jest dość specjalistycznym narzędziem, służącym do prowadzenia badań operacyjnych i logistyki. Pozwala kreślić wykresy Gantta zagospodarowania czasowego, wizualizować użycie zasobów i projektować tzw. ścieżkę krytyczną zadań, czyli optymalne przejście przez zbiór czynności (wyrażony jako graf). Owa ścieżka obrazuje ciąg zadań, który musi być szczególnie odporny na awarie, niedobory i opóźnienia, od niego bowiem ściśle zależy skuteczność procesu. Ponadto, Project może zostać podpięty do serwera usługi SharePoint i używany jako narzędzie menedżerskie do zarządzania projektem i śledzeniem jego postępu.

Project, w przeciwieństwie np. do Worda, jest produktem w którym trudno dziś jeszcze o innowacje. Trudno w zasadzie dziś wymyślić funkcjonalność, którą można do niego dodać. Stan ten trwa mniej więcej od 2010 roku i kolejne wersje wyglądają po prostu na to samo wydanie, przekompilowane do użycia z nowymi bibliotekami. Ale to nie szkodzi: Project pojawia się w firmach wraz z kosztowną subskrypcją 365 Enterprise i szatańskim wszech-serwerem SharePoint, więc nie trzeba nic w nim zmieniać, bo ludzie i tak będą go kupować.

Microsoft Visio

Nieco inaczej sprawa ma się z niezastąpionym programem do diagramowania, czyli aplikacją Microsoft Visio. W obecnej postaci, również dziwnie zamrożonej funkcjonalnie w 2010 roku, jest programem, który z powodzeniem mógłby zostać wzbogacony o tuziny funkcji, związanych np. z generowaniem (w obie strony) diagramu UML oraz kodu C#. O aktualizację błagają też niezliczone toolboksy piktogramów – nierzadko niekompletne, niestandardowe lub anachroniczne. Visio mógłby w ten sposób połknąć grupy docelowe użytkowników wielu innych aplikacji do projektowania (UMLa, elektroniki, hydrauliki…), ale i tak jest dziś bezkonkurencyjny. Jeżeli tylko trafia się w zakres funkcjonalny Visio, da się od niego niemal uzależnić, ze względu na jego wysoką jakość.

Visio daje się też używać jako platforma, parser i filtr, na przykład w zestawieniu z Excelem i bazą danych SQL. Efekty pracy z Visio potrafią być zachwycające – jeżeli ktoś ich potrzebuje. Dlatego Visio jest obrzydliwie drogi. O ile wiele osób może kwestionować sens wydawania pieniędzy na roczną subskrypcję Office 365, subskrypcja Visio na dzisiejszych warunkach jest opłacalna chyba tylko dla wielkich firm, które naprawdę go potrzebują. Zupełnie tak, jakby z jakichś nieuzasadnionych powodów Microsoft zabiegał o to, by Visio pozostał programem dla elity. A przecież nie ma to sensu. W obecny sposób nie da się rozszerzyć grona odbiorców, a zawarcie Visio w głównym pakiecie Office (dziś trzeba go przecież kupować oddzielnie!) miałaby więcej sensu, niż dołączanie do niego Accessa.

Microsoft Access

Właśnie, Access. On też nie dostaje nowego wzornictwa. To pozornie mało zaskakujące, ponieważ ten program do lokalnych, plikowych baz danych chyba nie ma już dziś racji bytu. Jest zbyt upośledzony względem SQL Servera by stosować go do czegoś poważnego, zbyt odmienny od „prawdziwych” baz danych, by uczenie go na cokolwiek się przydawało np. w karierze zawodowej i (jakimś cudem!) jednocześnie zbyt złożony, by nadawać się na prostą bazę danych do lekkich zastosowań. Już arkusz Excel o wiele lepiej nadaje się na bazę danych, zwłaszcza, że da się z nim połączyć przez ODBC w środowisku programistycznym. Access, niczym Pascal, jest dziś pamiątką po przestarzałym programie nauczania w ogólniakach lub kapliczką antycznego oprogramowania, którego nikt nie odważył się przepisać na coś nowego. Co ciekawe, Access jest jednak aktywnie rozwijany i wzbogaca się wciąż o nowe funkcje! Gdzieś zatem musi istnieć jakiś inny świat, o którym nie mamy pojęcia.

Ponieważ Access jest elementem Office 365, bez nowych ikon będzie wyglądał na wyrzutka. Być może jednak jest to przygotowanie przed usunięciem go z głównego zestawu aplikacji i nowe instalacje nie będą go już zawierać? Podobny los spotkał program OneNote 2016, który – jeżeli zainstalowany – będzie dalej otrzymywał skromne aktualizacje, ale w nowych instalacjach będzie nieobecny i zamiast niego, wzorem Windows Phone, sugerowany będzie OneNote UWP, wbudowany w Windows 10. Na szczęście OneNote klasyczny może być dalej pobrany i zainstalowany oddzielnie, ponieważ wersja UWP, mimo miliardowego już wydania, dalej nie zawiera wszystkich funkcji poprzednika i działa wyraźnie gorzej. To absolutnie bezmyślna metoda na zarżnięcie „killer app”, jaką bez wątpienia jest OneNote na urządzeniach przenośnych, zwłaszcza tych obsługujących pióro.

Co dalej?

Microsoft robi z pakietem Office to, co już przytrafiło się Windowsom. Poddaje go procesowi pozornej modernizacji, tracąc zupełnie perspektywę dotyczącą tego, co istotne. Zignorowanie programów Visio i Project wskazuje, że nie tylko nie ma pomysłu na rozszerzenie bazy użytkowników. Oznacza też, że od teraz uwaga jest skupiona wyłącznie na „ważnych” elementach pakietu, które są zarazem uznane za na tyle kompletne, by nie musieć nic z nich dodawać. Można jedynie dokonywać unowocześniającej roszady interfejsu, optymalizacji „doznań użytkownika” i rozbudowywania synchronizacji z chmurą, ubranej w płaszczyk AI. Trudno orzec skąd bierze się takie przekonanie. Czy Office naprawdę jest już uznawany za kompletny produkt? Nie zgodzi się z tym nikt, kto próbował obliczeń naukowo-technicznych w Excelu, składał większą książkę w Wordzie albo nabrał się na jakiekolwiek obietnice składane przez program Publisher. A może to tylko niewyrażone wprost przekonanie, że w Redmond nie ma już nikogo, kto umiałby dodać do podstarzałego Office’a cokolwiek nowego…?

Jakich funkcji najbardziej brakuje Wam w dzisiejszych wersjach Office? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.

© dobreprogramy