Nvidia szczerze o dostępności GeForce'ów RTX 30: najwcześniej za kilka miesięcy

Strona główna Aktualności

O autorze

Za słabą dostępność GeForce'ów RTX 3080 i pokrewnych Nvidia konsekwentnie obwinia branżę, ale zyskała właśnie cenny argument: konkurencja też sobie nie radzi.

Ostatni kwartał fiskalny (w nomenklaturze wewnętrznej: III kw. 2021 r.) jest dla Nvidii historycznym rekordem. Producent odnotował 4,7 mld dol. przychodów, z czego 2,27 mld z samego sektora gaming. Prawdopodobnie zarobiłby jeszcze więcej, ale zabrakło mu towaru.

Jak doskonale wiadomo, zakup któregokolwiek z nowych GeForce'ów RTX 30 graniczy z cudem. Karty pojawiają się w mikroskopijnym nakładzie i zaraz znikają z półek.

Dotychczas jednak kierownictwo zielonych uparcie grało na zwłokę. Jeszcze w październiku dyrektor generalny Jensen Huang utrzymywał, że problem dotyczy zaskakująco wysokiego popytu, a nie podaży, która miała być całkowicie typowa. Teraz firma narrację zmienia.

W rozmowie z serwisem PCMag dyrektor finansowa Colette Kress zwraca uwagę, że problemy z dostawami dotyczą jednakowo całej branży. – Biorąc pod uwagę ograniczenia wydajności fabryk i długie czasy cykli [oczekiwania na zamówienie z fabryki – przyp. red.], może minąć kilka miesięcy, zanim dostępność sprzętu nadgoni popyt – podsumowuje Kress.

Krótko: Nvidia w końcu przyznaje się do tego, że liczba kart wpuszczanych na rynek nie jest taka, jak być powinna. Choć usiłuje przy tym schować się w tłumie.

Nie jest to jednakowoż trudne. W podobnym tonie wypowiada się bowiem Frank Azor z marketingu AMD, komentując zarzuty o niską dostępność Radeonów RX 6000. Ciekawostką jest, że czerwoni nie doszacowali zainteresowania tak bardzo, iż nie są w stanie nawet zrealizować wszystkich zamówień przedsprzedażowych z własnego sklepiku.

Klienci odchodzą z kwitkiem i... bonem podarunkowym na 10 dol. A pamiętajmy, że—w odróżnieniu od Nvidii—AMD produkuje karty w solidnym pod tym względem TSMC.

Tak czy inaczej, zarówno jedni, jak i drudzy nie mają w tej chwili czego sprzedawać. I taka sytuacja, jak przyznają, potrwa jeszcze co najmniej do pierwszych miesięcy przyszłego roku.

© dobreprogramy
s