Oculus Rift już Facebooka. Czy powoli należy szykować się na rozpad więzi międzyludzkich?

Strona główna Aktualności

O autorze

Kiedy na początku tego roku Facebook ogłosił, że ma zamiar za niezłą sumkę przejąć projekt Oculus Rift i wszystko, co z nim związane, niektórzy drapali się po głowach, po co Markowi Zuckerbergowi technologia przygotowana z myślą o wirtualnej rzeczywistości. Teraz, gdy transakcja została sfinalizowana, po części wyjaśnił on, dlaczego zdecydował się zainwestować w jeszcze niewydane, a już tak niezwykle popularne gogle VR — ma oto zamiar zrewolucjonizować sposób, w jaki ludzie na całym globie się komunikują.

Przypomnę, że Palmer Luckey, czyli pomysłodawca zestawu, wraz ze swymi bliskimi współpracownikami wzbogaci się o 400 milionów dolarów w gotówce i 23,1 miliona udziałów w największej na świecie sieci społecznościowej, a w niedalekiej przyszłości może dojść do tego kolejne 300 milionów, zależy jak produkt poradzi sobie na rynku. Dodatkowe pieniądze wpłyną na konto jeszcze z tytułu wspólnych prac z Samsungiem nad takimi przenośnymi goglami, wykorzystującymi nowoczesne smartfony w formie wyświetlacza. Google próbowało nieco wyśmiać ten pomysł swoimi okularami z kartonu.

Zuckerberg jest bardzo optymistycznie nastawiony do projektu w temacie komunikacji międzyludzkiej, zwłaszcza, że Facebook już jakiś czas temu stał się dla bardzo wielu użytkowników Internetu jedynym (poza pocztą e-mail) środkiem łączności ze znajomymi i jedynym tekstowym komunikatorem zarazem. Nie może doczekać się świetlanej przyszłości rozmów w cyberprzestrzeni, pytanie tylko, czy jest świadomy zapędów Palmera, który wyłącznie do kontaktów VR chciałby wszystko sprowadzić. Nie tak dawno roztaczał on przecież wizję społeczeństwa pozamykanego w domach, w wakacje wybierającego się wyłącznie na wirtualne wycieczki, a na co dzień pracującego i komunikującego się z innymi ludźmi wyłącznie za pośrednictwem nałożonych na głowę gogli. W przeciągu dwóch dekad zapomnimy według niego, co to uścisk dłoni drugiego człowieka, zamieniając bliskość fizyczną na wspólne zabawy umysłów oraz wyobraźni.

Luckey chciałby uczynić z naszego życia MMORPG na miliony istnień, co nie umyka uwadze osób siedzącymi nad alternatywnymi rozwiązaniami VR. Jeden z inżynierów pracujących przez jakiś czas dla Valve, która to firma później zdecydowała podzielić się swoimi projektami z Oculusem, otwarcie przyznaje, że nadchodzące gogle to spore niebezpieczeństwo dla społeczeństwa i więzi międzyludzkich. Zaznacza on jednak zarazem, iż mamy w większości wyolbrzymioną wizję tego, co się dopiero szykuje. Filmy science-fiction (Kosiarz umysłów, Johnny Mnemonic, Matrix czy Surogaci) napakowały nam głowy niesamowitymi rozwiązaniami, niezwykłymi, ale też mrocznymi, tymczasem do urzeczywistnienia tych wizji naprawdę długa droga. W najbliższym czasie najbardziej należałoby się obawiać raczej tego, na jakie sposoby na ekraniki gogli upychane będą różnego rodzaju reklamy. Reklama w końcu dźwignią handlu, zawsze oraz wszędzie.

© dobreprogramy