Odwiedziliśmy Apple Park w Dolinie Krzemowej. Świątynia jabłuszka nie rozczarowała

Strona główna Aktualności

O autorze

Dolina Krzemowa to szczególne miejsce na mapie świata. Eksplozja kreatywności zrobiła tu dziurę w rzeczywistości, przez którą widać przyszłość. Nie powinno to dziwić, bo cały ten rejon od dawna kipi od pomysłów. Kawałek na południe George Lucas obudził naszą wyobraźnię, rzut kamieniem na północ Robin Williams otworzył nasze serca, a w centrum tego wszystkiego Mark Zuckerberg skradł nam prywatność.

Większość tematów, o których piszemy dla Was codziennie, ma jednak swoje epicentrum gdzieś w okolicy San Jose w środkowej Kalifornii. Są tam absolutnie wszystkie liczące się firmy z branży nowych technologii. Wiele z nich ma tu swoje siedziby główne. To ziemia obiecana dla prawdziwych geeków, których pielgrzymki zjeżdżają tu z całego świata. Odwiedzają świątynie różnych wyznań, z których najbardziej okazałą jest Apple Park - nowa siedziba firmy Apple.

Gości wita w tym miejscu Apple Park Visitor Center. To wyjątkowo stylowa kapliczka, w której mieści się showroom ze wszystkimi produktami firmy oraz kilka innych atrakcji. Po drugiej stronie ulicy, w tle, nad horyzontem dominuje olbrzymi, sferyczny budynek nazywany tu statkiem-matką (z ang. mothership). Nie jest on dostępny na gości. Wejście na jego teren jest tak pilnie strzeżone, że nie odważyłem się nawet wyciągnąć aparatu, aby zrobić mu zdjęcie.

Cały kompleks jest tak rozległy, że ocenić jego wielkość można tylko z lotu ptaka. Apple przygotował w tym celu stół z makietami, który wygląda jak plan zdjęciowy do serialu Westworld. Wszystko budzi się do życia oglądane przez pryzmat iPada lub iPhone'a. Dzięki technologii Augmented Reality można zobaczyć, jak futurystyczny projekt nabiera rumieńców i jak wyglądają zakątki, których nie da się zwiedzić bez karty dostępu. Podobny zabieg Apple zastosował ostatnio podczas premiery nowego Maca Pro.

Dewocjonalia, których nie znajdziemy nigdzie indziej

W centrum dla gości znaleźć można oczywiście wszystkie produkty firmy oraz garść gadżetów niedostępnych w Apple Storach. Znajdziemy tu między innymi obszerną kolekcję oryginalnych koszulek i czapek, toreb, kart pamięci oraz księgę wzornictwa autorstwa samego Jonathana Ive (jedyne 299 USD plus podatek, choć wydanie jest iście królewskie).

Ceny gadżetów do najniższych oczywiście nie należą, ale wykonanie nie odstaje od pozostałych produktów Apple. Czapki czy koszulki mają typowe dla firmy, minimalistyczne wzornictwo, a materiałów nie powstydziłyby się topowe marki odzieżowe. Wszystko pakowane jest z atencją, jaką Apple przywiązuje do każdego detalu zarówno w swoich urządzeniach, jak i w swojej siedzibie.

W strefie z produktami znajduje się też kameralne centrum szkoleniowe. Apple prowadzi tam bezpłatne warsztaty, w ramach których można nauczyć się takich rzeczy jak techniki nagrywania wideo iPhonem lub budowanie makiety aplikacji przy pomocy Keynote. Warsztaty wymagają rezerwacji i po niedostępności terminów widać, że to strzał w dziesiątkę.

Na tyłach centrum dla gości znajduje się... kawiarnia. Uprzedzając pytania - bariści nie rysują na spienionym mleku konturów jabłuszka. Nad dachu kończony jest jeszcze imponujący taras, z którego ponoć będzie można zobaczyć większą część Apple Parku. Szkoda, bo centrum dla gości to tylko jedna z wielu ciekawostek całego kompleksu, który zajmuje ponad siedemdziesiąt hektarów. Niestety, większość (w tym amfiteatr imienia Steve'a Jobsa) dostępna jest wyłącznie dla pracowników oraz gości zaproszonych na specjalne premiery lub wydarzenia.

Ostatecznie samo centrum dla gości to tylko nieco większy Apple Store. Oczywiście udziela mu się aura miejsca, a wykończenie wszystkiego wokół robi naprawdę spore wrażenie. Widać, że Apple zainwestował tu niewyobrażalne pieniądze. Podziemny parking z Teslami po horyzont, zastępy obsługi dbającej o gości na każdym kroku, drogi i okolica wyjęte z najdroższych rejonów Skandynawii, wygięte szkło, mosiężne wykończenia chodników, kosmicznie drogie detale w ledwo widocznych miejscach...

Przyznam jednak, że spodziewałem się czegoś innego. Czegoś, co zbliży fanów marki do producenta, zamiast podkreślać rosnącą przepaść, która dzieli Apple od reszty świata.

© dobreprogramy