Opera Neon to tylko jednorazowa zabawka – nie będzie rozwijana, nie zrobią jej na Linuksa

Strona główna Aktualności

O autorze

Zaprezentowana światu w tym tygodniu Opera Neon wzbudziła ogromne zainteresowanie użytkowników oraz mediów – i zdobyła raczej pozytywne opinie (choć oczywiście nie obyło się bez złośliwości tych, którzy wciąż przywiązani są do wzornictwa zeszłego stulecia). Czy jednak z Neona będzie cokolwiek więcej? Producent nie bardzo chciał się w tej kwestii wypowiadać – ot dostaliśmy ładne klipy wideo, wersje na Windowsa i macOS-a, możemy się nową przeglądarką pobawić. A czemu nie dostaliśmy wersji na Linuksa? Czyżby użytkownicy „pingwina” na zabawę nie zasługiwali?

Z jakiegoś powodu Opera Software w końcu odpowiedziała na pytania o Neona. Nie jest to odpowiedź, jaką chcielibyśmy usłyszeć, nie jest to też odpowiedź specjalnie rozgłaszana. Ot po prostu nie zignorowano pytania jednego z użytkowników Twittera, autora bloga Tux ICT. Zapytał on po prostu o wersję Opery Neona na Linuksa.

Nie, przepraszamy, nie tym razem.

Dociekliwość popłaca. Opera Software przyciśnięta do muru pytaniem nie tym razem, czy nigdy? odpowiedziała, że Neon jest obecnie zabawką stworzoną przez jej deweloperów – ale nie ma planów, by dalej ją rozwijać. Jej najlepsze funkcje mają po prostu trafić do standardowej Opery, będą mogli z niej skorzystać także użytkownicy Linuksa.

Właściwie nic w tym dziwnego. Opera Software nie jest specjalnie zainteresowana Linuksem, rozwój tej przeglądarki wyraźnie skoncentrowany jest na macOS-ie i Windowsie. Po tym, jak porzucono oryginalną Operę 12.x z silnikiem Presto na rzecz nakładki na google’owe Chromium, minęło niemal półtora roku, zanim wydano Operę 24 także na Linuksa. Jeden z pracujących w firmie programistów, Odin Horthe Omdal, przyznał wówczas, że choć wersja linuksowa była dostępna od początku, to jednak jej nie ukończono. Zadecydowano, by skupić się na ukończeniu wersji na Windowsa i Maka.

O ile taka decyzja może być zrozumiała w wypadku produktu skierowanego do masowego odbiorcy, to w wypadku eksperymentalnej przeglądarki jest… taka sobie. Można zaryzykować stwierdzenie, że wśród użytkowników Linuksa znajdzie się znacznie więcej osób chętnych do eksperymentowania i testowania oprogramowania, niż wśród osób przyzwyczajonych do komfortu macOS-a.

To zresztą jeden z głównych powodów, dla których ludzie pod wodzą Jona von Tetzchnera, byłego szefa Opery, a dziś twórcy przeglądarki Vivaldi, podchodzą do Linuksa z najwyższą uwagą – tworząc przeglądarkę dla naszych przyjaciół nie można niektórych z przyjaciół traktować gorzej, szczególnie jeśli ci przyjaciele, choć nie jest ich wielu, tak bardzo pomagają w rozwoju.

Użytkownikom systemów z „pingwinem” w środku pozostaje więc Operę Neon testować w maszynie wirtualnej. Co w niej się Wam podoba? Co chcielibyście z niej otrzymać w mainstreamowej wersji Opery?

© dobreprogramy

Komentarze