Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Windows 10 — Pan Kowalski mówi: „Nie"

Szaleństwo związane z premierą Windows 10 prawie sięgnęło zenitu. Wszak do oficjalnego rzucenia na pożarcie użytkownikom ze 190 krajów najmłodszego dziecka Microsoftu pozostały zaledwie godziny. Zawierucha związana z wydaniem "dziesiątki" szaleje również i u nas (czytaj: na portalu dobreprogramy.pl), praktycznie codziennie wychwalana lub krytykowana przez redakcję, blogerów i - najśmielszych w całym tym towarzystwie - komentatorów newsów.

Jeśli sinusoidalną teorię dziejów systemów Microsoftu (zakładającą, że tylko co druga produkcja herosów z Redmond jest ogólnie mówiąc udana) przyjmiemy za prawdziwą, okaże się, że Windows 10 powinien dołączyć do między innymi XP i "siódemki", stając się kolejnym systemem, wobec którego użycie słowa "badziewie" będzie co najmniej sporym nadużyciem. Niebotyczne wychwalanie zalet "dziesiątki", czy też odwrotnie, jej bezdenna krytyka, nigdy nie będą w pełni obiektywne. Ilu testerów, tyle opinii, mniej lub więcej różniących się od siebie i zależnych od oczekiwań, gustów, przyzwyczajeń, wymagań itd. Skupmy się więc nie na tym, czy Windows 10 zasługuje na nowy dom w postaci naszego komputera, lecz na tym, czy taki gość w naszym domu w ogóle jest potrzebny.

Spotkać coś wciąż używanego i jednocześnie starszego od XP byłoby dziś odczuciem porównywalnym do zwiedzania biskupińskiej osady. Jednak sam XP wciąż ma się dobrze i sądząc po wielu opiniach długo jeszcze w takim stanie sobie będzie. Bo - nie oszukujmy się - przeciętny Pan Kowalski nie zmienia systemu operacyjnego jak przysłowiowe rękawiczki, a jeżeli już ktoś mu go wciśnie, na przykład z nowym komputerem, zdarza się, że Pan Kowalski wraca do tego, co zna, co lubi, co mu działało idealnie i co w jego mniemaniu jest wystarczająco dobre. Przeciętny Pan Kowalski nie jest ani testerem, ani webmasterem, ani specjalistą z dziedziny IT, podniecającym się na każdą wieść o nowym wynalazku z Redmond. Swoją drogą, takie wieści do Pana Kowalskiego często w ogóle nie docierają, a filozofia objawiająca się w twierdzeniu "Mam to, co mam, i mi to działa, i nic innego mi nie trzeba" obejmuje swoim zasięgiem spory obszar rynku użytkowników.

r   e   k   l   a   m   a

Oczywiście uznawanie czegoś za dobre jest bardzo subiektywne, zwłaszcza jeśli nie ma się porównania do czegoś innego. Tutaj znowu w swój kolejny blogowy wpis wciągnę szwagra, wytykając mu tu, na szerokim forum, upieranie się przy teorii, że otwieranie kolejnych okien Internet Explorera 6 jest lepsze, niż używanie zakładek w czymkolwiek innym. Na szczęście chłopina poznał jakiś czas temu dobrodziejstwa Chrome'a w tej kwestii. Ale przy leciwym XP pozostał. Leciwym, ale nie złym (kwestię bezpieczeństwa pomińmy milczeniem), dlatego nie będę go namawiał na zmianę na coś nowszego.

Słowem-kluczem jest tutaj "Potrzeba". Potrzeba jako wypadkowa własnych doświadczeń, oczekiwań i subiektywnych odczuć, które skumulowane wywołują właśnie potrzebę posiadania czegoś, co podniesie poziom doświadczenia, spełni oczekiwania i wzbogaci odczucia. Co kilka lat firma Microsoft wprowadza na rynek nowy system operacyjny, różnymi technikami marketingowymi próbując wzbudzić w nas potrzebę jego posiadania. Na niektórych użytkowników nowy system działa jak płachta na byka - instalują jego wczesne wersje testowe i testują, cudują, marudzą, krytykują, wychwalają, polecają, odradzają itd. Ci są otwarci, wiedzą, co w trawie w piszczy i co z czym się je. Bierna grupa użytkowników z nowym systemem spotyka się najczęściej przy zakupie nowego komputera. Biorą co jest i albo uznają, że jest ok, albo psioczą i zamykają temat lub wracają do tego, co było dobre. Trzecia grupa użytkowników, czując najnowsze zapachy z Redmond, zatyka nos. Dla przypomnienia: "Mam to, co mam, i mi to działa, i nic innego mi nie trzeba".

Czy ostatnia z wymienionych grup to technologiczni jaskiniowcy? Z ręką na sercu mówię Wam, że nie. Analizując to i owo, wysnuwam nawet wniosek, że sam do tej grupy częściowo należę. Świadomie. Jestem przeciętnym Panem Kowalskim. Od roku 2007 na pokładzie mojego Asusa niepodzielnie rządzi Windows Vista. Znamy się bardzo dobrze, dogadujemy jeszcze lepiej, współpraca przebiega wzorowo (choć czasem topornie, ale to wina prawie ośmioletniego sprzętu). Jestem przeciętnym Panem Kowalskim - przeglądam Internet, wysyłam i odbieram maile, obrabiam zdjęcia, coś-tam czasem dodam lub odejmę w arkuszu kalkulacyjnym, skrobnę co nieco (dość często) w edytorze tekstowym. I tyle.

Czy Windows 10 jest dla mnie? Oczywiście, że tak. Ale czy Windows 10 jest mi nieodzownie potrzebny? Oczywiście, że nie. Bo nie ma takiej potrzebnej(!) mi rzeczy, której za pośrednictwem Visty zrobić nie mogę, i którą wykonać mógłbym tylko i wyłącznie z pomocą najnowszego systemu. W artykule Pana Łukasza znajdziemy parę "hitów", które swoim przyszłym użytkownikom oferuje Windows 10. Co tutaj mamy? Wielki powrót Menu Start? Przecież od lat nie złażąc z Visty nawet nie wiem, co znaczy tego Menu nie mieć! Microsoft Edge? Znając tendencję Microsoftu do wpychania wszystkim swojego widzimisię, prócz nazwy i szaty graficznej niewiele się ten nowy Internet Explorer zmieni (poprawi). Po drugie, tworzymy z Chrome'em niezły team. Interaktywne kafelki? Wodotrysk, który fajnie się sprawdza tylko na ekranach dotykowych. Ja wolę tradycyjną myszkę i klawiaturę. Cortana? No comments. Przymusowe aktualizacje? O tak, wszyscy to lubimy, gdy coś się mieli w tle i nie wiemy co. Ponadto lubimy, gdy to coś nabroi tu i ówdzie. Obsługa DirectX 12? Strumieniowanie gier? To argumenty dla graczy, nie dla mnie.

Jestem przeciętnym Panem Kowalskim. W mojej codziennej pracy system operacyjny stanowi jedynie tło, otoczkę, dywanik, na którym mogę rozłożyć swoje puzzelki. To, czy ten dywanik jest w paski czy w kwiatki, czy w kafelki, nie ma żadnego znaczenia; ważne, żeby puzzelki stały na nim pewnie i stabilnie. Jak na razie mój dywanik z logo Visty spełnia swoją rolę bardzo dobrze. Wystarczy go co jakiś czas odkurzyć i znowu można bawić się puzzelkami. Użytkownicy dywaników z literkami XP lub cyferkami 7 bądź 8 pośrodku zapewne przyznają mi rację. Oczywiście nie wszyscy, bo część z nich porwała niczym nieuzasadniona magia "dziesiątki".

Przeciętny Pan Kowalski tej magii nie ulegnie zbyt szybko.

- Panie, Kowalski, przywieziono Windows 10. Podać?
- Nie, dziękuję. Póki co, każdym najnowszym Okienkom będę się jedynie przyglądał.

 

windows

Komentarze